14-11-2011Marsz Niepodległości 11.11.2011

Od piątku tj. 11.11.2011 r. media prześcigają się w przekazywaniu relacji z bójek jakie miały miejsce w Warszawie toczonych pomiędzy policją, a chuliganami, którzy przybyli do stolicy tylko po to, by wyładować swoją frustrację i brak zajęcia. Pół biedy jeśli te media przekazywałyby rzetelnie wszystkie informację. Niestety tak nie jest do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Żądni krwi szaleńcy noszący miano dziennikarzy pokazują tylko to co chcą pokazać, bo tam gdzie nie ma krwi i bijatyk to przecież nie warto o tym mówić i pisać, a co dopiero pokazywać. Te same ujęcia z kamer przewijają się setki razy w tle prowadzonych rozmów z osobami, których najczęściej w ogóle tam nie było, a którzy hojnie szafują określeniem "faszyści" skierowanym do uczestników Marszu Niepodległości. Te same ujęcia z zajść na Placu Konstytucji, będące 1/100 całości wydarzeń z Warszawy z dnia 11.11.2011 przewijają się non - stop w celu zdyskredytowania organizatorów i uczestników Marszu Niepodległości. Ale jak się okazuje nie łatwo jest to zrobić w stosunku do ponad 20 000 uczestników Marszu jak i nie sposób zamazać, mimo usilnych prób, wydarzeń jakie miały miejsce na ulicach Warszawy już od godzin południowych. Z racji faktu, że byłem świadkiem tych wydarzeń pozwolę sobie na ich zrelacjonowanie i będę starał się o obiektywizm.

Na zaproszenie UM Warszawy nasze Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. przyjechało w godzinach rannych do stolicy, aby wziąć udział w defiladzie pododdziałów WP oraz grup rekonstrukcji historycznej na Krakowskim Przedmieściu z okazji Dnia Niepodległości. Po porannych ćwiczeniach musztry pod Arsenałem, przybyliśmy o godzinie 12.00 pod kościół Wizytek gdzie formowaliśmy się do defilady. W pewnym momencie dostaję telefon od kolegi z zaprzyjaźnionej grupy, - "Mirek uważajcie, bo niemieccy anarchiści zaatakowali Legię Nadwiślańską, jest zadyma, interweniuje Policja. Uważajcie, bo mają koktajle Mołotowa i pały". Zanim zdążyłem przekazać informację dalej, całe środowisko rekonstruktorskie wiedziało już o zajściu i kipiało od oburzenia. Po chwili dotarli do nas członkowie Legii Nadwiślańskiej opowiadając szczegółowo o całym zajściu.
Maszerujący oddział rekonstruktorów został napadnięty przez zamaskowanych, lewackich, niemieckich bandytów, którzy sprofanowali polski mundur wojskowy opluwając go. Doszło do szarpaniny, a rekonstruktorzy skutecznie odparli atak niemieckich bandytów swoimi karabinami. Interweniowała policja, a bandyci schowali się tam skąd wyszli czyli lokalu Krytyki Politycznej przy Nowym Świecie. Po rozpoczęciu defilady nie dane nam jednak było przejść zaplanowaną trasą gdzie czekało na nas tysiące rodaków tylko zmieniono nam trasę przemarszu gdzie nie było już nikogo z powodu tego, że policja nie mogła sobie skutecznie i natychmiastowo poradzić z wyciągnięciem tych bandytów z lokalu, a w imieniu bandytów pertraktował z policją właściciel knajpy. To jakiś absurd.

Jak to jest, że w Dzień Niepodległości jakże ważny dzień dla każdego Polaka banda zwyrodniałych lewackich, niemieckich bandziorów przybywa na zaproszenie lewackich, anarchistycznych organizacji o rodzimym rodowodzie, zasłaniających się hasłami o tolerancji i miłości, uzbrojeni po zęby do polskiej stolicy jakże bardzo zniszczonej przez niemieckiego okupanta w czasie ostatniej wojny. Na dodatek swoimi wybrykami psuje obchody tego najważniejszego polskiego święta, zmusza do zmiany przemarszu nie tylko grup rekonstrukcyjnych, ale ODDZIAŁY WOJSKA POLSKIEGO I POLICJI !!! Świadczy to tylko o słabości państwa i o olbrzymim wpływie lewackich, anarchistycznych środowisk popieranych przez znane i niestety wciąż jeszcze opiniotwórcze media . Pojawia się także pytanie co stało się z uzbrojeniem niemieckich bandziorów, z którym ukryli się w lokalu Krytyki Politycznej?

Po zakończonej defiladzie szybko przebraliśmy się w cywilne ubrania i pośpieszyliśmy w kilka osób, aby dołączyć do Marszu Niepodległości na Placu Konstytucji. Było około 14.30 jak zmieniliśmy trasę dojścia, bo ulica Marszałkowska zablokowana już była przez bojówki tzw. Antify. Boczne ulice także nie były już bezpieczne, bo grasowały tam anarchistyczne bandy. Ostrzegali nas przed nimi warszawiacy, którzy mówili: "Schowajcie flagę, bo atakują nawet rodziny, które z flagami idą na Marsz Niepodległości". Oczywiście flagi żeśmy nie schowali i dołączyliśmy do kilkudziesięcioosobowej grupy złożonej z osób, które podobnie jak my zmierzały bocznymi ulicami na Plac Konstytucji. Dosłownie w ostatniej chwili weszliśmy na plac, gdyż policja zamykała już kordon od strony Marszałkowskiej.

To kolejny absurd, jeśli Polacy, patrioci nie mogą bezpiecznie w stolicy swojego kraju dojść do miejsca gdzie formuje się patriotyczna, narodowa manifestacja! Może więc znowu trzeba zejść do konspiracji??? Kolejnym pytaniem bez odpowiedzi pozostaje fakt, skąd blokujący wiedzieli, którędy Marsz Niepodległości ma przejść skoro trasa Marszu utrzymywana była w tajemnicy. Kto ich o tym poinformował i w jakim celu???

Na placu zgromadzone było tysiące osób. Podeszliśmy pod samochód organizatorów Marszu. Wielokrotnie słuchaliśmy apeli organizatorów z prośbą, aby nie dać się sprowokować i aby formować Marsz po przeciwnej stronie placu, gdzie nie było blokady zorganizowanej przez przeciwników Marszu Niepodległości. Uczestnicy Marszu podporządkowali się organizatorom i pokojowy Marsz wyruszył zmienioną trasą pod pomnik Romana Dmowskiego. Ponad 20 000 ludzi, kobiety, mężczyźni, dzieci wyruszyło z patriotycznymi pieśniami i hasłami na ustach, aby oddać hołd i cześć polskim bohaterom, bojownikom o niepodległość, aby zamanifestować także naszą solidarność z dyskryminowanymi na Litwie Polakami. Ponad 20 000 Polaków w przedziale wiekowym od 1 do 90 lat maszerowało z uśmiechem na ustach, bawiąc się, śpiewając, wymachując flagami narodowymi, ciesząc się ze swojego święta. Te 20 000 Polaków ekstremiści spod znaku Porozumienia 11 Listopada nazywają faszystami. Chcę w tym miejscu powiedzieć, że oprócz mnie i moich 6 kolegów "faszystów", szły obok dwie panie po 70-tce niewątpliwie krwiożercze faszystki, szedł mężczyzna z żoną z dzieckiem około 2-3 lat tworząc "faszystowską" rodzinę, a w ogóle to wokół było morze "faszystów" wznoszących typowo "faszystowskie" hasła jak "Wielka Polska - Katolicka", "Bóg, Honor i Ojczyzna", "Cześć i Chwała Bohaterom", "Roman Dmowski - Wyzwoliciel Polski".
Do eskorty nie przydzielono nam ani jednego policjanta, ani jednego radiowozu, a po drodze byliśmy atakowani kamieniami, butelkami z bocznych ulic przez ekstremistów - przeciwników Marszu i polskości. Na szczęście nasza liczebność i szybkie interwencje młodzieży idącej w Marszu zapobiegły bezpośredniej konfrontacji i skutecznie odstraszały napastników samą swoją liczebnością. O tym, że na Placu Konstytucji doszło do starć grup chuliganów z policją dowiedzieliśmy się w czasie trwania Marszu. Organizatorzy przez cały czas nawoływali o spokój i podkreślali, że odżegnują się od grup chuligańskich i traktują ich jako prowokatorów. Ta bitwa zamaskowanych bandziorów z policją godna jest najwyższego potępienia i ukarania sprawców z pełną surowością.

Z drugiej strony powstaje pytanie skąd lewaccy terroryści wiedzieli, którędy przemieszcza się Marsz? Odpowiedź jest prosta. TVN i Polsat na bieżąco podawały w relacjach nazwy ulic, którymi idą niechronieni uczestnicy Marszu...

Nikt nie wysilił się, aby napisać o wspaniałej atmosferze jaka panowała wśród uczestników tego wspaniałego przedsięwzięcia. Wspólny śpiew Roty, Mazurka Dąbrowskiego przez 20 000 ludzi pozostawia niezapomniane wrażenie. Koło mnie stał na Placu na Rozdrożu mężczyzna, zaraz po odśpiewaniu hymnu złapał mnie za rękę. Z jego oczu płynęły łzy: "Proszę Pana - powiedział - Ja mam 84 lata, ja nie wierzyłem, że dożyję tak wspaniałej chwili."

Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło. W pewnej chwili ktoś rzucił hasło: "Wszystkie flagi w górę!!!" W tym momencie tysiące biało czerwonych flag załopotało na wietrze, a odgłos ten niósł się mimo panującego zgiełku po całej okolicy. Nieopodal kolega zaobserwował scenę, gdzie kilkudziesięciometrowa flaga narodowa niesiona była przez manifestantów. Obok siebie nieśli ją kilkudziesięcioletnia staruszka i młody, ogolony na zero, wysoki dwudziesto paroletni chłopak. Próbując falować flagą staruszka miała małe kłopoty, aby wznieść ją w górę, a jednocześnie nie chciała sobie odmówić tej świetnej zabawy, więc młody mężczyzna prawie uklęknął by wzrostem dopasować się do niej i pomóc jej w tej czynności. Czuć było polskiego ducha, czuć było powiew nadziei na zmianę i odrodzenie patriotyzmu, która ogarnęła serca wszystkich zgromadzonych na Placu na Rozdrożu.

Ten świetny nastrój zakłócany był przez dziki łomot bębnów w jakie bili przeciwnicy Marszu oddzieleni kordonem policji, a także spalenie samochodów należących do stacji TVN. Nie mogę stwierdzić kto je podpalił, bo sprawcy nie zostali ustaleni.

Nie dane nam jednak było wysłuchać patriotycznych przemówień, nie dane było wszystkim złożyć kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego, ponieważ policja ogłosiła przez megafony, że Marsz został rozwiązany i przestaje być legalny. Na nic były prośby kierowane do policji przez organizatorów, aby policja wskazała kierunki rozejścia się ludzi, by bezpiecznie mogli wrócić do domów. Pamiętajmy, że stale istniało zagrożenie ze strony lewackich bojówek. Nikt tych kierunków nie wskazał.

Organizatorzy wraz z Januszem Korwinem - Mikke wezwali do spokoju i rozejścia się. Tak też się stało. My także spokojnie wróciliśmy do naszego busa i wyruszyliśmy w drogę powrotną mijając na trasie Warszawa - Lublin 5 blokad policyjnych, których zadaniem jak się potem okazało było zatrzymywanie do wyjaśnienia grup kibiców, którzy zjawili się na Placu Konstytucji. Nas nikt nie zatrzymywał.

Należy zadać sobie pytanie: Za co umierali żołnierze Insurekcji Kościuszkowskiej, Powstania Listopadowego, Styczniowego, legioniści, powstańcy wielkopolscy i śląscy, żołnierze Hallera, obrońcy Lwowa i Kresów Wschodnich, żołnierze walczący z bolszewickimi hordami, z hitlerowskim i sowieckim najeźdźcą w 1939 roku, setki tysięcy zesłańców, żołnierze Maczka, Andersa, Berlinga, żołnierze AK, BCH, NSZ, NOW, żołnierze Podziemia Niepodległościowego walczących z czerwoną, komunistyczną zarazą, robotnicy z Poznania, Wybrzeża, działacze Solidarności, księża, studenci mordowani przez UB, SB i komunistyczną milicję? Za jaką Polskę umierali? Wolną i Niepodległą! Wolną nie tylko od wroga zewnętrznego, ale też wszelkich szumowin nazywających siebie Polakami, ale z polskością i patriotyzmem mającym nie wiele wspólnego.

Jeżeli w dzisiejszej Polsce defilada Wojska Polskiego zostaje zablokowana przez niemieckich bandytów zapraszanych przez lewackie, anarchistyczne, socjalistyczne rodzime ugrupowania za którymi stoją nazwiska osób wspierających przeciwników Marszu Niepodległości, a jego uczestników nazywających faszystami jak Najsztub, Szczuka, Biedroń i inni, jeżeli największa w Polsce manifestacja patriotyczna, narodowa zostaje zmuszona do zmiany trasy przemarszu, przez blokadę zamaskowanych lewackich bojówek, których hasłem jest anarchia - destrukcja, jeżeli Polacy nie mogą oddać czci jednemu z ojców naszej niepodległości Romanowi Dmowskiemu, jeżeli policja brutalnie wdziera się w tłum podczas śpiewania hymnu narodowego to gdzie jest ta Wolna i Niepodległa Polska o którą walczyli nasi dziadowie i ojcowie?

Mimo tych wszystkich zajść należy wyraźnie stwierdzić, że Marsz Niepodległości odniósł olbrzymi sukces, a organizatorom powinno się podziękować za trud włożony w jego organizację.

Do czasu jak stałem się bezpośrednim świadkiem wydarzeń jakie miały miejsce w Warszawie 11.11.2011 roku miałem prawicowe, umiarkowane poglądy. Po tym co zobaczyłem i czego doświadczyłem diametralnie się one zradykalizowały.

Mirosław Majkowski



05-11-2011Marsz Niepodległości - 11 tysięcy na 11.11.11

11.11.2011 spotkajmy się w Warszawie, by zamanifestować naszą narodową dumę i przywiązanie do suwerennego państwa polskiego. Niepodległa Polska to wartość bezcenna. Naród silny i nowoczesny musi kształtować swój byt w niezależnym państwie, będącym podmiotem, a nie przedmiotem stosunków międzynarodowych. Prawdziwie suwerenna, oparta o solidne fundamenty narodowej tożsamości i przywiązania do tradycji, Rzeczpospolita, to najlepszy gwarant sukcesu - zarówno całego społeczeństwa, jak i poszczególnych jednostek. 11 listopada przemaszerujemy, by wyrazić naszą wolę walki o silną i wielką Polskę.




30-10-2011Rondo im. Ofiar Wołynia

Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." zgłosiło do Urzędu Miejskiego w Przemyślu propozycję nadania nazwy nowopowstającemu rondu u zbiegu ulic: Lwowska, Zana, Pola "Imienia Ofiar Wołynia".

Nadanie imienia będzie hołdem, upamiętnieniem ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej.

Podczas rzezi zginęło od 30 do 60 tys. Polaków. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi.

W przededniu 70. rocznicy rzezi wołyńskiej pamiętajmy, że "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary".

Jednocześnie przypominamy, że propozycje nazw może zgłaszać każdy do 31 października 2011 r. na adres: kpm@um.przemysl.pl



06-10-2011Koniec i początek

6 października 1939 o godz. 10 żołnierze gen. Franciszka Kleeberga z Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie", ostatniego regularnego zgrupowania Wojska Polskiego, rozpoczęli składanie broni pod Kockiem. W pożegnalnym rozkazie do swoich żołnierzy generał napisał: "(...) Wykazaliście hart i odwagę w czasie zwątpień i dochowaliście wierności Ojczyźnie do końca. Dziś jesteśmy otoczeni, a amunicja i żywność na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje nadziei, a tylko rozleje krew żołnierską, która jeszcze przydać się może. Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność za siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili - każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni. Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie."

Straty osobowe Wojska Polskiego w walkach w 1939 r. z Niemcami wyniosły 66 300 zabitych (w tym 3 300 oficerów), 133 700 rannych (w tym 6 700 oficerów), 11 452 oficerów oraz 567 952 podoficerów i szeregowych wziętych do niewoli.

W walkach z Armią Czerwoną poległo lub zostało zamordowanych ok. 10 000 żołnierzy. Do niewoli dostało się blisko 300 000 żołnierzy, policjantów oraz leśników i urzędników. Część z nich, zameldowanych na obszarze okupowanym przez Trzecią Rzeszę przekazano stronie niemieckiej. Sowieci przejęli też pokaźną część wyposażenia WP: 130 samolotów, 500 dział, 65 czołgów, 3750 ckm, 220 000 karabinów, 3 866 samochodów osobowych, 1 402 ciężarówki, 153 radiostacje, ponad 16 000 koni.

Niemcy utracili 50 000 żołnierzy, w tym 15 000 zabitych. Procentowo najdotkliwsze straty poniosła Luftwaffe - 785 ludzi, w tym 326 zabitych. Kampania w Polsce oznaczała dla Wehrmachtu poważny uszczerbek w sprzęcie wojskowym. Po kampanii ubyło z szeregów ok. 1 000 czołgów - większość wycofano z linii na skutek zużycia lub uszkodzeń. Podobnie było z samochodami (6 000) i motocyklami (550). Wehrmacht utracił także 370 dział i moździerzy. Polacy zestrzelili 285 samolotów, ale z linii trzeba było wycofać kolejne 300 maszyn. Niemcy zużyli ogromne ilości materiałów pędnych i smarów (269 360 m sześć.) oraz amunicji: karabinowej (poniżej 20 mm) - 406 159 000, kal. 20 mm - 4 090 871, kal. 37 mm - 1 969 000, moździerzowej 486 500, kal. 75 mm - 561 000, kal. 105 mm - 1 408 000, artyleryjskiej powyżej 105 mm - 296 600, moździerzowej 210 mm - 3 794, przeciwlotniczej - ok. 100 000 sztuk, granatów ręcznych - 1 223 000, bomb lotniczych: 10 kg - 91 800, 50 kg - 289 000, 250 kg - 16 000, 500 kg - 1 650 (dane statystyczne: Piotr Rozwadowski, Wrzesień 1939 w liczbach, [w:] "Mówią Wieki", nr 09, Warszawa 2009).

Natomiast Armia Czerwona, mimo mizernej liczebności polskich sił w rejonie granicy wschodniej, straciła w walkach 996 zabitych i 2383 rannych. Straty w broni pancernej obejmowały 42 maszyny zniszczone w walce i dalszych 429 straconych w wyniku uszkodzeń i innych strat niebojowych (źródło: Steven J. Zaloga, Polska 1939. Blitzkrieg, Poznań 2009).

Czemu właściwie przegraliśmy? Historyk doktor Tymoteusz Pawłowski uważa, że "powodów było wiele, ale na pewno nie dlatego, że Wojsko Polskie było nienowoczesne. Ten mit o zacofaniu Wojska Polskiego wymyślono później, przez przeciwników II Rzeczpospolitej i sanacji. Ta czarna legenda szczególnie spodobała się propagandzie komunistycznej, gdyż udowadniała - zgodnie z marksistowskimi zasadami determinizmu historycznego - nieuchronność upadku polskiego >>państwa burżuazyjnego<< i ukazywała konieczność zbudowania komunistycznej Polski. Co więcej zrzucenie winy za przegraną kampanię na nienowoczesne i zacofane wojsko pozwalało uniknąć drażliwych pytań o rolę sowieckich sojuszników Hitlera i o wpływ, jaki na klęskę Rzeczpospolitej miało sowieckie uderzenie z 17 września 1939 roku" (źródło: WWW.muhp.pl).

6 października symbolicznie można uznać za koniec wojny obronnej Polski i początek epopei państwa podziemnego. W tym czasie działały już bowiem liczne organizacje konspiracyjne, powstałe w różnych punktach okupowanego kraju. Najważniejszą z nich okazała się Służba Zwycięstwu Polski, powołana w Warszawie 27 września na rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza, która już w drugim tygodniu istnienia podjęła próbę zabicia Hitlera w zamachu bombowym w centrum Warszawy. Na fundamentach organizacyjnych SZP powstał Związek Walki Zbrojnej, a później Armia Krajowa.

Polska, w imię wolności, jako pierwsza powiedziała ekspansji totalitaryzmów "Nie!". Mimo przegranej w pierwszym starciu nie przerwała walki z III Rzeszą. Polskie siły zbrojne przez całą wojnę, aż do maja 1945 r., brały udział w zmaganiach na morzu, w powietrzu i na lądzie, na niemal wszystkich frontach w Europie oraz w Afryce Północnej.

Ale wojna to nie tylko decyzje polityczne, pola bitew. To także walka o zachowanie tożsamości narodu. Polacy nie tylko z karabinem w ręku, lecz także wydawnictwami walczyli z najeźdźcą w obronie wolności i niezależności. Pamiętajmy, że na przełomie września i października "do podziemi" zeszło nie tylko państwo polskie, ale również i polska prasa. [Dowiedz się więcej...]



17-09-2011Koniec pewnej Polski

17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych.

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy dotyczącego m.in. podziału terytorium Polski pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, pomimo tego, iż przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

Czytaj dalej...



14-09-2011Zapraszamy do udziału w uroczystościach

Uroczystości z okazji 72. rocznicy napaści ZSRR na Polskę oraz błogosławieństwa odrestaurowanego sztandaru Chorągwi Harcerzy ZHP we Lwowie z 1933 r.

17 września (sobota)

10.00 - Otwarcie wystawy: "Walka Orląt Lwowskich i Przemyskich o niepodległość Polski" (Przemyska Biblioteka Publiczna)

11.00 - Sesja popularno - naukowa poświęcona Orlętom Lwowskim i Przemyskim (Przemyska Biblioteka Publiczna)

16.00 - Uroczysta Msza Święta w kościele Św. Brata Alberta pod przewodnictwem J.E. Księdza Arcybiskupa Józefa Michalika w intencjach ofiar sowieckiej agresji i zesłańców na Sybir oraz harcerzy Chorągwi Lwowskiej ZHP we Lwowie

17.30 - Uroczystość przy Grobie Katyńskim na Cmentarzu Wojskowym (hymn państwowy, wystąpienia okolicznościowe, Apel Poległych, salwa honorowa, Apel Poległych harcerzy i Sybiraków, złożenie kwiatów)

18.30 - Poświęcenie tablicy dziękczynnej w kościele Franciszkanów za opiekę nad sztandarem


18 września (niedziela)

15.00 - Msza Święta polowa z błogosławieństwem odrestaurowanego sztandaru Chorągwi Harcerzy ZHP we Lwowie z roku 1933 (Plac Niepodległości)

16.30 - Uroczystość harcerska na Placu Niepodległości
W programie: prezentacja sztandaru, odznaczenia i podziękowania, program artystyczny Czarnej Trzynastki, rekonstrukcja historyczna poświęcenia sztandaru we Lwowie w 1933 r. przygotowana przez Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K."





13-09-2011Powołanie Komitetu obchodów 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego

Uchwała Stowarzyszenia 13grudnia z dnia 9 września 2011 roku w sprawie powołania społecznego Komitetu obchodów 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Stowarzyszenie 13grudnia powołuje społeczny Komitet obchodów 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
Wzywamy wszystkie organizacje i działaczy związanych ze środowiskiem niepodległościowym, instytucje publiczne oraz społeczne, do aktywnego włączenia się w prace Komitetu. Apelujemy o materialne oraz medialne wsparcie naszej inicjatywy, której szczegółową agendę postaramy się zaprezentować do dnia 25 października b.r.

Swoje zgłoszenia prosimy kierować na adres Stowarzyszenia 13grudnia: komitet@13grudnia.org.pl
Zarząd Stowarzyszenia 13grudnia

http://13grudnia.org.pl/



04-09-2011Sierpniowo-lipcowo-majowe reminiscencje

27 sierpnia członkowie PSRH "X D.O.K." wzięli udział w rekonstrukcji bitwy pod Mławą, która odbyła się w Uniszkach Zawadzkich (ok. 140 km na północ od Warszawy), wcielając się w rolę żołnierzy niemieckich i ludności cywilnej.

Rekonstrukcja wydarzeń z linii frontu 1939 wymagała w tym roku od odtwórców ról żołnierzy polskich, niemieckich i ludności cywilnej dużego wysiłku i poświęcania. Trzydziestostopniowy upał właśnie im dał się najbardziej we znaki. W tym roku widzowie zobaczyli czołgi, samochody opancerzone, działa oraz trzy niemieckie samoloty. W niespełna dwugodzinnym widowisku zaprezentowało się blisko 300 rekonstruktorów - żołnierzy i ludności cywilnej.

Bitwa została zrekonstruowana z zachowaniem historycznych detali. Żołnierze obu walczących stron dysponowali umundurowaniem i uzbrojeniem, którego używano podczas bitwy pod Mławą we wrześniu 1939 r. W sposób szczegółowy odtworzone zostały pozycje wojsk polskich i niemieckich. Pole bitwy, na którym znajdują się oryginalne schrony bojowe sprzed 72 lat, klimatem i scenografią przypominało koniec lat trzydziestych XX wieku. Umieszczono na nim ponad 400 ładunków wybuchowych.

Bitwa pod Mławą została stoczona w dniach 1-3 września 1939 r. pomiędzy 20. Dywizją Piechoty wchodzącą w skład Armii "Modlin" (pod dowództwem generała Emila Krukowicza-Przedrzymirskiego) a przeważającymi liczebnie siłami niemieckimi wchodzącymi w skład 3. Armii (pod dowództwem feldmarszałka Georga von Kuechlera) - czterema dywizjami piechoty z I Korpusu i Korpusu "Wodrig", Dywizją Pancerną "Kempf" oraz brygadą kawalerii. Wojska niemieckie posuwały się w kierunku Warszawy z terytorium Prus Wschodnich z zadaniem jak najszybszego dotarcia do stolicy Polski. Pod Mławą natrafiły na zaciekły opór.
W nocy z 3 na 4 września dowódca Armii "Modlin" wydał rozkaz odwrotu w kierunku Warszawy. Mławę opuszczono 4 września o godz. 9, ale część pododdziałów pozostała w schronach i walczyła z nacierającymi oddziałami niemieckimi aż do południa. W czasie walk o przełamanie pozycji mławskiej Niemcy stracili około 1800 zabitych i 4000 rannych. Straty obrońców wyniosły ok. 1200 poległych i 1500 rannych.

Niemcy, którzy skierowali główne siły 3. Armii do bitwy granicznej pod Mławą, mimo przewagi nie zdołali złamać obrony 20. DP. Wielokrotne podejmowane uderzenia na pozycję mławską były odpierane, nieprzyjaciel ponosił wysokie straty w ludziach i sprzęcie, w trzecim dniu zrezygnował z jej zdobywania. Powodzenie osiągnięto wykorzystując lukę powstałą w ugrupowaniu obronnym Armii "Modlin", między 20. DP a Mazowiecką Brygadą Kawalerii.
Obejście stanowisk pod Mławą wymusiło wycofanie się jednostek polskich i umożliwiło dowództwu niemieckiej 3. Armii głęboki manewr oskrzydlający całą obronę Warszawy. Nieprzyjaciel sforsował Narew i zdobył główne punkty oporu na linii rzeki (Pułtusk i Różan). Uniemożliwiło to Polakom stworzenie stałego frontu na tzw. linii wielkich rzek, przez co polski plan obrony załamał się.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć i filmów z tego wspaniałego wydarzenia, które znajdują się odpowiednio w działach GALERIE i FILMY.

***

Również w zakładce FILMY zamieściliśmy nagrania ze spektakli "Proces rotmistrza Pileckiego", które odbyły się w Przemyślu (13 maja) i Strzyżowie (30 lipca). Przypomnijmy, były one wyreżyserowane przez prezesa PSRH "X D.O.K." Mirosława Majkowskiego, a aktorami byli m.in. członkowie naszego stowarzyszenia.
Także w tym dziale pooglądać można materiał z rekonstrukcji pt. Aresztowanie "Konia" / Odbicie więźniów z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa, która odbyła sie 31 lipca w Strzyżowie.



01-09-201136 dni, 5 godzin i 26 minut...

1 września 1939 r. wojska niemieckie przekroczyły granice Polski, rozpoczynając II wojnę światową. Osamotnione Wojsko Polskie nie mogło skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec i sowieckiej inwazji rozpoczętej 17 września. W konsekwencji Hitler i Stalin dokonali IV rozbioru Polski.

Strona niemiecka przystępując do wojny z Polską wystawiła 1 850 tys. żołnierzy, 11 tys. dział, 2800 czołgów i 2000 samolotów. Wojsko Polskie dysponowało dwukrotnie mniejszą liczbą żołnierzy (950 tys.), ponad dwukrotnie mniejszą liczbą dział (4,8 tys.), czterokrotnie mniejszą liczbą czołgów (700) i pięciokrotnie mniejszą liczbą samolotów (400). Przewaga niemiecka na głównych kierunkach uderzeń była jeszcze większa.

3 września związane z Polską układami sojuszniczymi Wielka Brytania i Francja przekazały władzom III Rzeszy ultimatum, w którym domagały się od Niemiec natychmiastowego wstrzymania działań wojennych i wycofania swoich wojsk z terytorium Polski. Po jego odrzuceniu rządy obu państw przystąpiły do wojny z Niemcami. Tym samym Hitlerowi nie udała się izolacja konfliktu polsko-niemieckiego i powtórzenie scenariusza z Monachium.

Pomimo wypowiedzenia wojny Niemcom wojska brytyjskie i francuskie nie podjęły jednak żadnych efektywnych działań militarnych przeciwko III Rzeszy. Polska pozostała więc w konflikcie z Niemcami osamotniona. Niemały wpływ na decyzję Londynu i Paryża miała wiedza na temat treści tajnego protokołu układu Ribbentrop - Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., dotyczącego podziału terytorium Polski pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Inną kwestią jest to, iż zarówno Francja, jak i Wielka Brytania, nie były przygotowane we wrześniu 1939 r. do wojny z Niemcami.

17 września, łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, na teren Rzeczypospolitej wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Niemcy od kilkunastu dni ponaglali już Sowietów, ażeby zajęli obszary uznane w pakcie Ribbentrop - Mołotow za ich strefę interesów. Stalin zwlekał jednak z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja, a także przyglądając się temu, jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Siły Armii Czerwonej skierowane przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły w sumie ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

W nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły. Pomimo wkroczenia wojsk sowieckich do Polski i ewakuacji najwyższych władz Rzeczypospolitej walki trwały nadal. Od 17 września pod Tomaszowem Lubelskim armie "Kraków" i "Lublin" toczyły bój z Niemcami usiłując przedostać się na tzw. przedmoście rumuńskie, a 20 września, po wyczerpaniu amunicji, skapitulowały. 22 września, po wielodniowej walce z Niemcami, dowódca obrony Lwowa gen. Władysław Langner poddał miasto Sowietom.

Do 28 września broniła się Warszawa, a do 2 października załoga Helu. 6 października zakończyła walkę ostatnia duża polska formacja - Samodzielna Grupa Operacyjna "Polesie", dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga, która przedzierając się w kierunku stolicy toczyła boje i z Wehrmachtem, i z Armią Czerwoną.

Jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej do Moskwy przybył ponownie Ribbentrop, aby 28 września podpisać niemiecko-radziecki "traktat o granicach i przyjaźni", zmieniający postanowienia paktu z 23 sierpnia 1939 r. Granica między Niemcami i ZSRR miała przebiegać wzdłuż Pisy - Narwi - Bugu - Sanu. W porównaniu z pierwotną linią demarkacyjną Kreml oddał Niemcom część województwa warszawskiego i lubelskiego. W zamian sferę wpływów radzieckich rozciągnięto na Litwę. Ribbentrop i Mołotow podpisali też 28 września tajny protokół dodatkowy o wspólnym zwalczaniu polskiego podziemia na terenie obu okupacji.

Straty po stronie polskiej wynosiły ok. 200 tys. - w tym 70 tys. poległych i 140 tys. rannych lub zaginionych. Do niemieckiej niewoli trafiło ponad 400 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty niemieckie wynosiły ok. 45 tys. poległych i rannych żołnierzy. Ponadto armia niemiecka straciła ok. 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz blisko 700 samolotów. Były to straty poważne i stanowiły ponad 30 proc. stanu bojowego.

W walkach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych.

Ok. 70 tys. żołnierzy polskich przekroczyło granicę Rumunii i Węgier, natomiast na Litwę i Łotwę przedostało się ok. 18 tys.

Jeśli przyjąć, że wojna obronna Polski w 1939 roku (a wraz z nią druga wojna światowa) rozpoczęła się 1 września o 4:34 od ataku trzech bombowców nurkujących Ju-87 na most w Tczewie, a zakończyła 6 października o godz. 10, gdy żołnierze gen. Kleeberga z SGO "Polesie", ostatniego regularnego zgrupowania Wojska Polskiego, rozpoczęli składanie broni pod Kockiem, to trwała 36 dni, 5 godzi i 26 minut (52 166 minut). Stanowiła zarazem 1,65 proc. czasu wojny liczonego do podpisania kapitulacji Japonii 2 września 1945 roku o godzinie 9 (godz. 1 w Polsce).

O tym, jak wrześniowe walki relacjonowały polskie gazety, o duchu tamtych dni możecie przeczytać w dziale HISTORIA w artykule pt. Kampania wrześniowa w ówczesnej prasie polskiej. Gazety z tamtego okresu są świadectwem walki, poświęcenia i bohaterstwa Polaków na których spadł największy kataklizm w dziejach. Pokazują również jak dalece wojna totalna dotknęła zwykłych ludzi i jak olbrzymie nadzieje mieli i jakimi iluzjami żyli wówczas Polacy. Warto też pamiętać, że były to ostatnie wolne tytuły wydawane w Polsce aż do roku 1989.



12-08-2011...nogami i męstwem piechura polskiego musimy wygrać tę bitwę

Bitwa warszawska, nazywana też cudem nad Wisłą, była stoczona w dniach 12 - 25 sierpnia 1920, w czasie wojny polsko - bolszewickiej. Została uznana za osiemnastą na liście przełomowych bitew w historii świata. Zdecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i nierozprzestrzenieniu się rewolucji komunistycznej na Europę Zachodnią.

O genezie i skutkach bitwy warszawskiej możecie przeczytać w dziale HISTORIA, a dla tych którzy chcą poczuć atmosferę tamtego czasu proponujemy internetową grę negocjacyjną "Osamotnieni" w której swoich sił może spróbować każdy. Gracz wciela się w niej w negocjatora z ramienia rządu polskiego i poczuć może na własnej skórze przebieg trudnych pertraktacji z Francją, Wielką Brytanią i Rosją bolszewicką. Kliknij TUTAJ aby przejść do gry.

Na pamiątkę zwycięstwa nad bolszewikami dzień 15 sierpnia w 1923 r. ustanowiono Świętem Żołnierza. W Polsce Ludowej zostało ono zastąpione Dniem Wojska Polskiego, obchodzonym 12 października na pamiątkę bitwy pod Lenino w 1943 r. W 1992 r. przywrócono tradycyjną datę święta żołnierskiego, upamiętniającego zwycięstwo roku 1920.



08-08-2011Zapraszamy do fortu Werner

Fort XII "Werner" to fort główny, artyleryjski IV północnego odcinka obrony. Włączony został do pierścienia obronnego Twierdzy Przemyśl w 1883 roku. Był dziełem samodzielnym i nie posiadał fortów pomocniczych ani łącznikowych.

Nazwa fortu pochodzi od Pierwszego Komendanta Twierdzy Przemyskiej Antoniego Wernera. Załogę fortu stanowiło 6 oficerów i 310 żołnierzy. Do dziś fort jest doskonale zachowany. Jego skopień zniszczenia określa się na 10%. Budowano go w latach 1882 - 1886 jako jednowałowy fort artyleryjski. Główne uzbrojenie Fortu XII "Werner" stanowiła artyleria rozmieszczona na stanowiskach na wale, który do dnia dzisiejszego został zachowany. Stanowiska ogniowe były rozdzielone poprzecznicami, w których to mieściły się schrony dla załogi dział. Po wejściu do fortu od strony wewnętrznego pierścienia obronnego znajdujemy się na dziedzińcu przed koszarami, które były pomieszczeniami noclegowymi. Znajdowała się tam także kuchnia, magazyny żywności kazamaty dla oficerów i dla komendanta fortu.

Druga część fortu znajdująca się za koszarami, a przed wałem, na którym stała artyleria jest to budynek, w którym mieściły się składy amunicji, ambulatorium - lokal opatrunkowy oraz ubikacje. W tej części fortu na jego osi znajduje się wejście do podziemnego korytarza (poterny) prowadzącego do kaponiery w fosie. Kaponiera Fortu XII "Werner" została zniszczona jednakże przejście (poterna) jest dostępne dla zwiedzających. Z drugiej części fortu tj. magazynów amunicji idąc w prawo możemy dojść do wału artyleryjskiego, który został bardzo dobrze zachowany. Idąc wałem mijamy kilka schronów w poprzecznicach. Z dwóch schronów zewnętrznych po lewej i prawej stronie biegną poterny do bocznych kaponier znajdujących się w fosie. Teren fortu jest to powierzchnia 8,5 ha. Zachowała się w stanie nienaruszonym fosa wraz z murem ceglanym.


Godziny otwarcia:

Codziennie od 9.00 do 18.00

37-710 Żurawica k/Przemyśla
ul. Forteczna 20
www.fortwerner.pl
e-mail: fort@fortwerner.pl
Tel. Kom. +48 668 227 760

GPS: 49o 49` 59`` N
22o 48` 52`` E



06-08-2011Pozostali wierni do końca

"Pozostali wierni do końca" - pod takim hasłem odbyła się VIII już edycja Pikniku Historycznego połączonego z rekonstrukcją historyczną zorganizowane wspólnie przez Dom Kultury "Sokół", rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej oraz Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D. O. K. Honorowy patronat nad imprezą objął Burmistrz Strzyżowa i Starosta Strzyżowski.

Organizacji tegorocznej imprezy przyświecała idea obchodów Roku Żołnierzy Wyklętych. W sobotni wieczór (30.07.) w holu DK otwarto wystawę pn. "Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 roku". Następnie odbyła się projekcja filmu dokumentalnego pt. "Wołyniak. Legenda prawdziwa" poświęconego pamięci jednego z najodważniejszych dowódców oddziału partyzanckiego Narodowej Organizacji Wojskowej. Ostatnim elementem sobotniego wieczoru był spektakl teatralny "Proces Rotmistrza Pileckiego" przygotowany i zrealizowany przez członków Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." z udziałem aktorów Strzyżowskiego Teatru "Prima Aprilis". Natomiast "gwoździem" niedzielnego programu pikniku były rekonstrukcje historyczne odbywająca się na strzyżowskim Rynku. Po szczegóły zapraszamy do działów Relacje i Galerie.



07-07-2011Zapal Znicz Zamordowanym

Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.", Stowarzyszenie "W Dolinie Sanu" są inicjatorami akcji ZAPAL ZNICZ ZAMORDOWANYM. Akcji mającej na celu upamiętnienie ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej. Akcja wpisuje się w 68 rocznicę mordów na Wołyniu.

11 lipca 1943 r. rozpoczęła się masowa akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu, określana mianem rzezi wołyńskiej. Podczas rzezi zginęło od 30 do 60 tys. Polaków. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi.

"Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary"



04-07-2011Kłuszyn. Największe, lecz zapomniane

4 lipca w zbiorowej świadomości chyba najbardziej kojarzy się ze Świętem Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki. Do takiego stanu przyczyniają się zapewne najbardziej media, które szeroko o tym informują, zapominając że 4 lipca 1610 roku pod Kłuszynem, 150 km na zachód od Moskwy, wojska polskie pod wodzą hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego pokonały wielokrotnie liczniejszego przeciwnika - armię moskiewsko-cudzoziemską.

Bitwa pod Kłuszynem to jedno z najwspanialszych, a może i największe zwycięstwo w dziejach polskiego oręża. O jego wyjątkowości świadczy dysproporcja sił na korzyść wrogów (5:1 licząc samych żołnierzy, 12:1 licząc uzbrojonych ludzi) oraz to, że husaria wzniosła się w niej na wyżyny swoich możliwości. Niektóre chorągwie szarżowały nawet 10-krotnie, nawet gdy wyczerpały się zapasy husarskich kopii. Husarze pokonali w tej bitwie jazdę rosyjską, jazdę zachodnioeuropejską, piechotę rosyjską i piechotę (pikinierzy + muszkieterzy) zachodnioeuropejską. Zwycięstwo to spowodowało, że polsko-litewska załoga stanęła na Kremlu, a królewicz polski został obrany carem.

O genezie bitwy i jej przebiegu przeczytacie w dziale HISTORIA.


Bitwa pod Kłuszynem. Obraz Szymona Boguszowicza




29-06-2011Złotówka za kilometr

Marcin Szworak razem z Michałem Kawulą są organizatorami rowerowej akcji pomocy chorym dzieciom Złotówka za kilometr. W tym roku chcą zebrać pieniądze potrzebne na operację dwuletniej Wiktorii Kowalczyk z Leżajska.

Marcin i Michał: "Naszym celem jest zbiórka pieniędzy na przeszczep szpiku kostnego dla 2-letniej Wiktorii Kowalczyk. Koszt operacji w niemieckiej klinice to ok. 36 000 zł.

Poprzez wyprawę rowerową do Azji Mn. chcemy zainteresować media oraz zwrócić uwagę ludzi o dobrych sercach na chorą Wiktorię i wierzymy, że nasz trud i zmęczenie związane z wyprawą pomoże zebrać potrzebną kwotę."

Wiktoria jak każde małe dziecko jest pogodna i ciekawa swojego otoczenia. Jednak nie może żyć jak każde dziecko. Jej krótka historia niestety nie jest pełna samych radosnych chwil, lecz walki z przeciwnościami i chorobami, choć sama Wiktoria, mimo tego i tak jest radosnym dwuletnim dzieckiem.

W czasie ciąży z Wiktorią okazało się, że wystąpią problemy zdrowotne z dzieckiem. Lekarze przewidywali wodogłowie i przepuklinę oponowo-rdzeniową, a nawet większe dysfunkcje fizyczne nastrajając rodziców mało optymistycznie przed narodzinami. Wiktoria urodziła się z rozszczepem kręgosłupa, wodogłowiem, pęcherzem neurogennym i niedowładem nóżek.

Już w drugiej dobie po narodzinach potrzebowała przejść operację, której celem było zamknięcie przepukliny, a dziewczynka mogła pojechać do domu dopiero po półtora miesięcznym pobycie w szpitalu. Od tego czasu jest cały czas pod opieką specjalistów z Rzeszowa, których odwiedza trzy razy w miesiącu. Ponadto do tego dochodzą systematyczne kontrole u ortopedy, neurologa, urologa, chirurga i okulisty oraz codzienne wizyty u rehabilitanta, jak i ćwiczenia w domu. Choć NFZ refunduje leczenie, to jednak dochodzą kosztowne dojazdy do lekarzy oraz leki, które musi zażywać. Szansą dla Wiktorii na polepszenie zdrowia jest leczenie poprzez przeszczep szpiku kostnego za pomocą komórek macierzystych. Taki zabieg możliwy jest jednak tylko w Niemczech, a jego koszt to 9 000 euro.

W 2006 roku Marcin Szworak zorganizował akcję zbiórki pieniędzy dla Karoliny Wajdy - koleżanki chorej na raka, która potrzebowała 40 000 zł na protezę nogi. Przejeżdżając rowerem 2246 km z Przemyśla na chorwacką wyspę Krk i z powrotem media oraz prasa zainteresowane inicjatywą relacjonowały na bieżąco wyprawę jednocześnie podkreślając główny cel wyprawy - zebranie kwoty potrzebnej na protezę.

Marcin i Michał mają nadzieję, że również tak jak cztery lata temu, oprócz mniejszych kwot wpłacanych przez ludzi, do akcji dołączą firmy, które będą wpłacać na konto Wiktorii równowartość przejechanych przez nich kilometrów - 2372 zł. Dodatkowo logo firm zostaną umieszczone na sprzęcie rowerowym, koszulkach oraz stronie internetowej akcji.

Oficjalna strona oraz blog pod którą zamieszczono wszystkie informacje znajduje się pod adresem www.ZlotowkaZaKilometr.pl .

Obaj rowerzyści wyruszą z Przemyśla 16 lipca o godzinie 09:30.



25-05-2011Apel Porozumienia Pokoleń Kresowych

Szanowni Państwo!
Przekazuję poniżej wezwanie do jedności wystosowane przez Porozumienie Pokoleń Kresowych. Na wstępie - mój komentarz, który wpisałem pod tym apelem:

Popieram inicjatywę utworzenia Związku Kresowian, jako ruchu społecznego nie związanego z żadną partią polityczną. Celem utworzenia Związku Kresowian jest uzyskanie skuteczności w rozwiązywaniu problemów, które nas Kresowian bolą najbardziej: heroizacja ludobójców przy braku reakcji naszych władz państwowych i niektórych samorządowych, brak krzyży i upamiętnień w miejscach kaźni naszych rodaków (w tym członków naszych rodzin) na Wołyniu i Podolu, lekceważący stosunek najwyższych władz państwowych do obchodów rocznic ludobójstwa wyrażający się w bojkotowaniu tychże. Jeśli ktokolwiek ma co do tego wątpliwości, niech porówna transmisje z rocznic Powstania w Getcie Warszawskim, Katynia, Oświęcimia z tym, co można zobaczyć 11 lipca na skwerze wołyńskim.

Idea Związku Kresowian polega właśnie na tym, aby Kresowianie się poznali, aby nawiązali kontakty ze sobą, koordynowali swoje wystąpienia i działania w stosunku do władz i problemów. Jest oczywiste, że poprzez takie organizacyjne uporządkowanie nastąpi policzenie się. Bardzo ważne - stworzenie Związku Kresowian nie oznacza likwidacji istniejących obecnie stowarzyszeń i organizacji. Członkowie ich będąc zarejestrowanymi (a więc policzonymi) członkami Związku Kresowian nadal będą prowadzić swoją działalność statutową. Tyle, że gdy zechcą uporządkować wyżej wymienione bolesne tematy, będą mieli możliwość wyrazić swoje postulaty i żądania nie jako niewielkie grupki, ale jako potężny ogólnopolski ruch społeczny.

To, co będzie ten ruch robił po uporaniu się z narzuconą odgórnie polityka skazania na wymarcie pamięci Kresów, będzie zależało od ludzi ten ruch tworzących. Nie będzie tutaj żadnej dyktatury, gdyż idea działania polega na jak najszerszej samodzielności organizacji podstawowego szczebla, czyli regionów. One muszą same się zorganizować, wyłonić swoje sekretariaty koordynujące, zarządy. Z tego szczebla delegaci z całej Polski na zjeździe wyłonią spośród siebie Zarząd Krajowy, który będzie reprezentował Związek Kresowian wobec władz państwowych. Tylko taka siła społeczna będzie w stanie wyegzekwować od Państwa należny szacunek dla pamięci swoich wymordowanych obywateli. Dotychczas ich pamięcią, co tu owijać w bawełnę, uprawiano handel polityczny. Goryczy dopełnia fakt, że ta polityka i tak zbankrutowała.

Uważam, że powinniśmy się poznać, policzyć i zjednoczyć siły. O tym, że siła leży w jedności, nie trzeba nikogo przekonywać. To jest możliwe. Można nadal działać regionalnie i lokalnie, ale pod jedną, wspólną nazwą - na przykład Związek Kresowian. Jedna nazwa plus koordynacja działań. To wszystko.


Wiesław Tokarczuk


http://kresy.info.pl/index.php?option=com_petitions&view=petition&id=23


Porozumienie Pokoleń Kresowych to projekt redakcji serwisu kresy.info.pl mający na celu podjęcie próby integracji pokoleń kresowych w jeden sprawnie i skutecznie działający ruch na rzecz kresów. Nikt nie zamierza naruszać autonomii działających dotychczas stowarzyszeń ale sytuacja w jakiej znalazło się wiele z nich oraz chaos spowodowany brakiem koordynacji działań nie służy dobrze sprawie kresów. Nie wypracowano dotąd skutecznej metody na zaszczepienie kresami całych pokoleń Kresowian i polskiej młodzieży a to skutkuje tym, że coraz więcej stowarzyszeń jest stowarzyszeniami widniejącymi tylko na papierze w organach rejestrowych.

Sprawie kresów nie służą też spory, konflikty i licytacje o tym które ze stowarzyszeń jest ważniejsze względem innego albo który z prezesów ma/nie ma racji. Ta swoista "targowica" to woda na młyn dla organizacji i związków gloryfikujących dzisiaj sprawców ludobójstwa na Kresach. Oni świetnie znają naszą mentalność i doskonale widzą "bałagan" zwany polskim piekiełkiem dlatego wykorzystują to w swoich działaniach na rzecz utrwalania pamięci o "swoich bohaterach".

Nie możemy więc dopuszczać do sytuacji, w której nadmiar stowarzyszeń uwikłanych w spory i konflikty zamiast służyć ujawnieniu całej prawdy o Kresach po prostu ją rozwadnia.

Od setek lat wpisywano nas w kulturowe zwyczaje obcych monarchii, przez setki lat uwikłani byliśmy w militarne konflikty i przez wiele lat ulegaliśmy totalitarnym doktrynom. Kresy nie stanowią tu absolutnie żadnego wyjątku a wręcz przeciwnie. Wielonarodowość i wilelokulturowość Kresów to dziedzictwo do którego należy podchodzić z wielką uwagą i jeszcze większą rozwagą. Przez całe dziesięciolecia rządy Polski i Ukrainy nie mogą się porozumieć w sprawie stosunków sąsiedzkich o czymś to świadczy a przecież należy....

Ujawnić całą prawdę o ludobójstwie na Kresach! To jest nasz, pokolenia Kresowiaków święty obowiązek i to jesteśmy winni dziesiątkom a nawet setkom tysięcy bestialsko wymordowanych Polaków. To jest nasz cel i nasza misja. Jest wśród żyjących jeszcze wielu naocznych świadków tamtych mordów więc nie zwlekajmy, bo za chwilę może być już za późno a kreatorzy "nowej historii Polski" na to tylko czekają. Czy wolno nam spokojnie patrzeć na zamiatanie kresów pod dywan..?!!!

Zweryfikujmy zatem nasz "stan posiadania" i wreszcie policzmy się. Sprawdźmy, czy stanowimy dostateczną siłę mogącą wymusić na osobach odpowiadających w Polsce za politykę zagraniczną i wewnętrzną działań zmierzających do ujawnienia całej prawdy o Kresach bowiem zamieszkiwała tam 1/3 ludności przedwojennej Polski. Nawet nie przywołując miejsc kaźni na Wileńszczyźnie , Białorusi, Wołyniu i w innych województwach kresowych, ogrom dramatu Kresów jest tak wielki, że nie można w żaden sposób dopuścić do jego zapomnienia. Upamiętnienie należy się nie tylko "Ludobójstwu" ale wszystkim tym, którzy ograniczali jego rozmiary, samoobronie i Armii Krajowej. Ludobójstwo na Wołyniu to nie jedyny fakt wyniszczania ludności polskiej na Kresach Wschodnich, nie można zapominać o kaźni jaką sprawili Polakom Sowieci, a i o Niemcach nie należy zapominać. Przez całe Kresy II rzeczypospolitej przeszedł historyczny kataklizm wyniszczający zarówno ludzi jak i kulturę.W pojedynkę różne Towarzystwa Kresowe, owszem mogą ratować jakieś fragmenty tej historii, ale są skazane na funkcjonowanie na marginesie współczesnej historii, obecni ale nie dostrzegani. Poprzyj poniższą listę jako zrzeszony (nazwa stowarzyszenia) lub niezrzeszony (puste miejsce), bo nie ważne skąd do nas przychodzisz. Ważne co chcesz dla Kresów zrobić.



20-05-2011Pamiętaliśmy o Nich

13 i 14 maja odbyły się uroczystości upamiętniające postać rotmistrza Witolda Pileckiego i Żołnierzy Wyklętych, zorganizowane przez Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.", Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki "Zamek", ZHP - Hufiec Ziemi Przemyskiej im. "Orląt Przemyskich", pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla Roberta Chomy.

Uroczystości 13 maja rozpoczęły się na placu Niepodległości, gdzie po przywitaniu licznie przybyłych uczestników przez prezesa PSRH "X D.O.K." Mirosława Majkowskiego, głos zabrał Lucjan Fac, nauczyciel historii w I LO, który przedstawił postać rotmistrza Pileckiego i innych Żołnierzy Wyklętych. Następnie harcerze ze Szczepu Czarnej Trzynastki wykonali program artystyczny, który składał się z patriotycznych wierszy i piosenek. Tutaj warto podać fakt, iż niektóre z utworów zostały specjalnie napisane na tę okazję przez phm. Andrzeja Huka.

Po części artystycznej rozpoczął się "Marsz Rotmistrza", który przeszedł z pl. Niepodległości ulicami Franciszkańską, Serbańską pl. Rybi, ul. Jagiellońską na pl. Rotmistrza Pileckiego, gdzie członkowie PSRH "X D.O.K." zapalili znicze pod portretem rotmistrza.

Marsz, który jest inicjatywą fundacji Paradis Judaeorum i jest organizowany od kilku lat w wielu miastach Polski, nie przypadkowo odbył się 13 maja, ponieważ właśnie 13 maja 1901 roku urodził się rotmistrz W. Pilecki. W Przemyślu odbył się po raz pierwszy i wzięło w nim udział 230 osób, w tym członkowie PSRH "X D.O.K.", harcerze, Strzelcy, delegacje szkół z Przemyśla i okolic oraz mieszkańcy miasta.

Ostatni akord piątkowej części uroczystości - spektakl "Proces Rotmistrza" wyreżyserowany przez M. Majkowskiego, przypomniał przesłuchania i proces Pileckiego uznanego za wroga Polski Ludowej. Przed rozpoczęciem spektaklu przybyłych widzów przywitała dyrektor PCKiN "Zamek" Renata Nowakowska, a następnie głos zabrała Ewa Leniart - dyrektor IPN w Rzeszowie.
W przedstawieniu na Zamku Kazimierzowskim w rolę aktorów wcieli się członkowie PSRH "X D.O.K.", teatru "Fredreum" oraz harcerze. Choć dla większości był to sceniczny debiut, to głośne brawa z wypełnionej po brzegi sali widowiskowej są najlepszą oceną ich teatralnych umiejętności.

Jako że rok 2011 ogłoszono Rokiem Żołnierzy Wyklętych 14 maja odbył się pieszy "Rajd Żołnierzy Wyklętych" na trasie Przemyśl - Ruszelczyce, w którym wzięli udział członkowie PSRH "X D.O.K." w mundurach podziemia niepodległościowego, harcerze, Strzelcy oraz młodzież z przemyskich szkół w raz z nauczycielami. W sumie w rajdzie wzięło udział 115 osób.

Rajd rozpoczął się pod pomnikiem Orląt Przemyskich, a pierwszy przystanek odbył się na Bukowym Garbie (426 m n.p.m.), gdzie M. Majkowski przedstawił historię oddziału "Orlika". Eskapada zakończyła się w ośrodku ZHP "Leśne Zacisze" w Ruszelczycach, gdzie przy trzaskach palącego się ogniska i akompaniamencie piosenek harcerskich i turystycznych przybyli wysłuchali prelekcji o Żołnierzach Wyklętych przygotowanej przez pracowników rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Witold Pilecki, podobnie jak inni Żołnierze Wyklęci, był uznawany za wroga Polski Ludowej. W maju 1948 r. rotmistrz Pilecki, nazwany przez komunistów bandytą i zdrajcą, został skazany na karę śmierci w pokazowym procesie politycznym. Wyrok wykonano strzałem w tył głowy. Do dziś jego ciała nie odnaleziono. Żołnierze Wyklęci, uważani przez komunistów za bandytów, byli wykreśleni ze zbiorowej pamięci Polaków. Teraz przyszedł czas, aby przywrócić ich pamięć i szacunek godny największym bohaterom.



29-04-2011Marsz Rotmistrza

13 maja w ramach imprezy organizowanej przez Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K., Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki ZAMEK, pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla Roberta Chomy, odbędzie się w Przemyślu "Marsz Rotmistrza", mający na celu upamiętnienie rotmistrza Witolda Pileckiego.

Marsz jest inicjatywą fundacji Paradis Judaeorum i jest organizowany od kilku lat w wielu miastach Polski. W Przemyślu pragniemy nadać dwudniowy charakter uroczystościom związanych z postacią rotmistrza Wtolda Pileckiego, a także Żołnierzami Wyklętymi, ponieważ rok 2011 ogłoszono Rokiem Żołnierzy Wyklętych.

Program obchodów wygląda następująco:

13 maja
- 16.00 Początek uroczystości na Placu Niepodległości, zebranie uczestników, przedstawienie postaci rotmistrza, krótki program artystyczny w wykonaniu Czarnej Trzynastki.
- 16.30 "Marsz Rotmistrza" ulicami Franciszkańską, Serbańską, Berka Joselewicza, Jagiellońską na Plac im. Rotmistrza Pileckiego i zapalenie zniczy w formie napisu - Rotmistrz Witold Pilecki - Pamiętamy.
- 19.00 - Spektakl teatralny na scenie Zamku Kazimierzowskiego w wykonaniu PSRH X D.O.K. i ZHP pt. Proces Rotmistrza.

14 maja
- 8.00 Zbiórka chętnych do wzięcia udziału w Rajdzie Żołnierzy Wyklętych pod pomnikiem Orląt Przemyskich.
- 8.30 Rozpoczęcie Rajdu na trasie Przemyśl - Ruszelczyce.
- 15.00 Planowane dotarcie do Ośrodka ZHP w Ruszelczycach.
- 15.30 Ognisko dla uczestników, przedstawienie postaci Żołnierzy Wyklętych przez pracowników IPN-u.




13-04-2011Operacja Wisła

Po przejściu frontu i zajęciu terenów dzisiejszych polskich Bieszczad pod koniec 1944 roku przez Armię Czerwoną w bieszczadzkich miejscowościach zaczęły instalować się nowe komunistyczne władze. Oprócz kierowanych w teren działaczy komunistycznych agitatorów, aparat państwowy skierował także funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, a na miejscu tworzone były oddziały Milicji Obywatelskiej mające za zadanie utrzymanie porządku na tym terenie co już na początku z góry było skazane na niepowodzenie.

O ile w nielicznych miastach dominowała ludność polska o tyle większość wsi zdominowanych było przez miejscową ludność. Bojków , Łemków jak również Ukraińców. Latem 1944 roku w Bieszczadach na bazie miejscowych oddziałów samoobrony ukraińskiej oraz kolaborującej z Niemcami Policji Ukraińskiej utworzono 3 pierwsze sotnie (kompanie) UPA liczące po około 70 osób. W krótkim czasie dzięki dotarciu na ten teren sotni ze wschodnich, zaanektowanych przez ZSRR terenów Rzeczypospolitej nastąpiła rozbudowa oddziałów UPA do szczebla kurenia (batalionu) nad którym dowództwo objął Wasyl Mizerny "Ren". W szczytowym momencie kureń ten liczył 11 sotni i ponad 2000 ludzi. Wobec wybuchu walk w Bieszczadach o karpackie przełęcze kureń wycofał się w rejon Stanisławowa, skąd wrócił dopiero na przełomie 1944/1945 roku w mocno przetrzebionym składzie tylko 5 sotni.

Mimo to kureń dysponował wystarczającą siłą, aby bez większych problemów rozbić nieliczne posterunki MO. Jedyną siłą w tym czasie były nieliczne w tym terenie oddziały NKWD. UPA mając dobrowolne lub wymuszone oparcie w miejscowej ludności zorganizowało doskonałą siatkę wywiadowczą, wsie dostarczały im wyżywienia i rekruta, a lasy w miejscach przejścia frontu pozostawionej broni i amunicji. Zły stan dróg, zalesienie terenu, duża ilość rzek, potoków , a nade wszystko góry, uniemożliwiały podjęcie skutecznych działań przeciwko UPA. Dopiero 1 lipca 1945 roku w rejon Bieszczad skierowana została 8 DP z zadaniem pilnowania granic i likwidacji UPA. Jak pokazała niedaleka przyszłość zadanie to było niemożliwe do spełnienia. Wchodzące w skład 8 DP 34, 32, 36 pp oraz 37 pułk artylerii nie były w stanie skutecznie radzić sobie w opanowanym przez UPA terenie. Źle dowodzeni, nie przystosowani do prowadzenia działań przeciw partyzanckich żołnierze trafiali w próżnię ponosząc przy tym krwawe straty. W międzyczasie UPA wprawiona w rzezi na wschodnich terenach Polski rozpoczęła swoją misję tworzenia samostijnej Ukrainy mordując bezbronną ludność polską, a także sprzeciwiającą się tego typu metodom ludność ukraińską, Łemków i Bojków wprowadzając swoim sposobem terror i posłuszeństwo.

UPA w latach 1945/1946 niepodzielnie panowała nad terenem koncentrując się w pewnym momencie nad odblokowaniem granicy celem swobodnego przemieszczania się na tereny wschodnie. Nieliczne, słabo uzbrojone posterunki WOP zostały w większości zniszczone, a jej załogi wymordowane często w bestialski sposób. W styczniu 1946 roku wojsko zmieniło taktykę i tworząc grupy operacyjne w sile batalionu rozpoczęło planowe otaczanie wsi, w których kwaterowały pododdziały UPA i atakowanie ich. UPA zaczęła ponosić straty, a strona polska wreszcie uzyskiwać rezultaty. GO Rzeszów aresztowała 1000 członków UPA lub osób podejrzanych o współpracę z OUN - UPA. Zabiła w walce 910 członków UPA. Aczkolwiek główny cel , czyli rozbicie UPA i likwidacja siatki terenowej nie został osiągnięty. Straty UPA uzupełniała szybko poprzez przymusową mobilizację wśród miejscowej ludności.

W lutym 1947 roku skierowano w teren Bieszczad dodatkowe jednostki KBW posiadające doświadczenie w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego, wyposażone lepiej niż frontowe oddziały 8 DP. Co najważniejsze, żołnierze KBW o ile często w zwalczaniu polskiego podziemia, do których to akcji przymusowo ich kierowano, nie wykazywali nadgorliwości o tyle przeciwko UPA dawali z siebie wszystko pamiętając o mordach popełnionych przez UPA na terenach Kresów.

Władze komunistyczne nie bez przyczyny skierowały w teren walk z UPA żołnierzy z byłej 2 AWP, rekrutujących się w dużej części z Polaków z Wołynia i Kresów Wschodnich, których często całe rodziny zostały wymordowane przez zwyrodnialców z UPA i tzw. Czerń, czyli ukraińską ludność cywilną często dokonującą mordów za pomocą siekier, wideł, młotów, noży. Należy powiedzieć wyraźnie, że ze strony niektórych pododdziałów WOP i WP doszło także do zabójstw cywilnych mieszkańców bieszczadzkich wiosek, gdzie często kwaterowała UPA i znajdowały się struktury terenowe OUN. Nie może to jednak usprawiedliwiać tragicznych wydarzeń jakie się tam rozegrały. Śledztwo w tych wypadkach prowadzi IPN.


Zdjęcie ze zbiorów archiwalnych Damiana Markowskiego

28 marca 1947 roku ginie w zasadzce czoty (plutonu) Bajraka z sotni Chrina gen. Karol Świerczewski vel. Tennenbaum II wiceminister obrony narodowej, były dowódca 2 AWP, "który się kulom nie kłaniał", bo najczęściej był na tyle pijany, że nie byłby w stanie. Dowódca oddziałów Armii Czerwonej walczył przeciwko Białym w 1919 roku, przeciwko Polsce w 1920. Weteran walk w Hiszpanii i walk w 1941 roku jako dowódca sowiecki na froncie wschodnim. Odsunięty ze stanowisk przez fatalne dowodzenie, skierowany do AP w ZSRR został dowódcą 2 AWP, którą dowodził w sposób karygodny doprowadzając nieomal do rozbicia armii w bitwie pod Budziszynem. Współodpowiedzialny za represje i mordy na żołnierzach AK. Okoliczności jego śmierci do dziś nie zostały dokładnie wyjaśnione.

Śmierć gen. Świerczewskiego była pretekstem do rozpoczęcia zaplanowanej od 1946 roku operacji wojskowej mającej na celu likwidację struktur terenowych OUN i UPA na terenach działalności tychże organizacji. Operacja przeprowadzona została w modelu iście sowieckim co wskazuje na aktywny wkład sowieckich dowódców i doradców przy Ministerstwie Obrony Narodowej, wysiedlając całe wsie na objętych działaniami terenach. Z kurnych chat mieszkańców Bieszczad przetransportowano koleją na tereny północnej i zachodniej Polski osiedlając ich w murowanych poniemieckich gospodarstwach. Przywiązanie do ojcowskiej ziemi, wywoływało protesty i żal co jest jak najbardziej zrozumiałe dla tragedii wysiedlanej ludności. Z drugiej strony ochroniło to ludność cywilną przed terrorem UPA i działaniami przeciwpartyzanckimi ze strony WP.

Likwidacja struktur terenowych OUN poprzez wysiedlenie wsi pozbawiło UPA informacji, wyżywienia, baz, zaopatrzenia i rekruta. UPA zostało zepchane do defensywy w lasach. Obławy zwartych jednostek, przeczesywanie lasów dało zdecydowane efekty w postaci dużych strat liczebnych po stronie upowskiej, likwidacji bunkrów, a także spadku morale w sotniach. Wielu poddających się upowców dostarczało informacji o kryjówkach, magazynach broni. Resztki UPA zdecydowały się na wyjście z terenów na południe do Czechosłowacji, aby stamtąd dotrzeć na Zachód, bądź na wschód. Udało się to jednak tylko nielicznym.

Przeprowadzenie Operacji o kryptonimie Wisła pozwoliło na oczyszczenie terenów z UPA i wprowadzenie wreszcie porządku i spokoju w Bieszczadach.

Na początku kwietnia 2011 r. członkowie PSRH X D.O.K. wraz z Przyjaciółmi z Warszawy przeprowadzili swoisty eksperyment dotyczący prowadzenia działań bojowych i przemarszów w trudnym górzystym terenie. Zainspirowały nas twierdzenia p. Grzegorza Motyki, autora książek o tematyce związanej z UPA, który twierdzi, że Operacja Wisła nie była potrzebna, a wystarczyło skierować w Bieszczady więcej jednostek wojska i zastosować metodę przeczesywania zwartych kompleksów leśnych. Konia z rzędem temu, kto zachowa linię tyraliery przeczesującej teren w terenie górzystym , silnie zalesionym, który przechytrzy wroga dysponującego doskonałą siatką wywiadowczą, który wie dokładnie kiedy, jaki oddział WP wyrusza w pole, który w dzień jest kłaniającym się w pas chłopem, a w nocy wyciąga ze skrytki broń i atakuje tych, którym się w dzień kłaniał.

W każdym razie wyruszyliśmy z Cisnej w stronę Okrąglika przez Duże i Małe Jasło. Marsz z oporządzeniem na plecach, w trzewikach lub saperkach, w płaszczach i mieszokiem na plecach z prowiantem, z bronią nie należał do niedzielnych spacerów. Wchodząc pod każdy stromy stok zastanawialiśmy się nad tym, że przecież w każdej chwili mógłby, mając nas doskonale na celowniku sprzątnąć byle strzelec karabinu maszynowego, po czym obrzucając granatami dać sobie czas na odskok w górę, a potem w dowolnym kierunku wykorzystując jary, nierówności terenu, gęste zagajniki. Operacja Wisła zaczęła się pod koniec kwietnia. Zrozumieliśmy dlaczego nie przeprowadzono jej w zimie. Nie dysponując wystarczającą ilością dróg, w głębokim śniegu biorąc pod uwagę zamiecie śnieżne, mróz byłoby to niemożliwe do przeprowadzenia. My wyszliśmy ponad lizjerę lasu i myśleliśmy, że będziemy szli już szybciej. Nic bardziej mylnego. Odcinek, który normalnie pokonuje się w godzinę, my pokonaliśmy w trzy godziny brnąc w śniegu po pas, po kolana, mimo tego, ze na dole po śniegu zostało tylko wspomnienie. Przemoczone buty, wiejący mroźny wiatr dał się szybko we znaki. Broń stawała się nieznośnie ciężka, a marsz coraz bardziej uciążliwy. Widoczność była dosyć dobra, ale pamiętając, że jesteśmy w górach gdzie za chwilę widoczność równa się zeru zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli 20 -30 osobowy oddział chciałby przejść niedaleko nas niezauważony nie miałby z tym większych problemów. Swoista zabawa w ciuciubabkę.

My mieliśmy prowiant ze sobą. Chłopaki w 1947 byli niedożywieni, panowała awitaminoza, umundurowanie było zniszczone, szczególnie w złym stanie znajdowało się obuwie. Duży oddział przeczesujący kompleks leśny trafia w próżnię, gdyż przeciwnik może bez problemu uniknąć związania się walką i odskoczyć w bezpieczny teren. Małe oddziały narażone są na zniszczenie w zasadzce, którą łatwo można urządzić w praktycznie dowolnym miejscu, gdyż ułatwia to ukształtowanie terenu.

Jednym słowem teorie pana Grzegorza Motyki można wsadzić między powieści science - fiction. Tylko dzięki odcięciu UPA od ich baz jakimi były bieszczadzkie wsie pozwoliło na ich skuteczne zwalczenie. W przeciwnym razie problem bratobójczych walk trwałby jeszcze wiele lat, o ile nie mielibyśmy tego co działo się w byłej Jugosławii w latach 90-tych ubiegłego wieku. Nie mniej jednak nie wolno zapominać o tragedii ludzi przymusowo wysiedlonych z ojcowskiej ziemi. Zarówno Bojków, Łemków, Ukraińców jak i Polaków wyrzuconych z Kresów Wschodnich.

Operacja Wisła polegała na przesiedleniu ludności. Upowskie akcje na Kresach w szczególności na Wołyniu polegały na wymordowaniu ludności polskiej, czeskiej, ormiańskiej i żydowskiej.

U nas nie stawia się pomników osobom odpowiedzialnym za wysiedlenia. Przeciwnie, potępia się je. Na Ukrainie osobom odpowiedzialnym za wymordowanie setek tysięcy ludzi stawia się pomniki i robi się z nich bohaterów...



04-04-2011IV zlot grup rekonstrukcyjnych i historycznych pojazdów wojskowych
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




28-03-2011W maju przypomnimy o rotmistrzu

W roku 2009 przyłączyliśmy się do akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu" (Witoldzie Pileckim). W maju br. w Przemyślu odbędzie się Marsz Rotmistrza, mający na celu upamiętnienie tę bohaterską postać. Marsz jest inicjatywą fundacji Paradis Judaeorum i jest organizowany od kilku lat w wielu miastach Polski. W Przemyślu pragniemy nadać dwudniowy charakter uroczystościom związanych z postacią rotmistrza Wtolda Pileckiego, a także Żołnierzami Wyklętymi. Szczegóły wkrótce na naszej stronie internetowej.

Niedawno prezes fundacji Michał Tyrpa udzielił obszernego (i mocno udokumentowanego) wywiadu Natalii Julii Nowak na temat akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu". Zainteresowanych zapraszamy pod adres: http://njnowak.salon24.pl/286899,witold-pilecki-wzor-uniwersalny

Krakowska Fundacja Paradis Judaeorum od prawie trzech prowadzi kampanię pod hasłem "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let`s Reminisce About Witold Pilecki"). Jednym z celów akcji jest ustanowienie rocznicy śmierci twórcy konspiracji w Auschwitz, europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

Więcej informacji o tej akcji znajduje się pod linkiem: http://www.michaltyrpa.blogspot.com/, profil na facebook`u, a o samym Rotmistrzu pod tym: http://www.pilecki.ipn.gov.pl.

Główne cele zapoczątkowanej w styczniu 2008 r. akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let`s Reminisce About Witold Pilecki") to upowszechnienie tzw. "Raportu Witolda" z 1945 r. (także w tłumaczeniach na języki obce), lobbing na rzecz superprodukcji filmowej opowiadającej losy "Ochotnika do Auschwitz" oraz ustanowienie 25 maja świętem w Unii Europejskiej - Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

Z inspiracji Fundacji Paradis Judaeorum, 18 lutego 2009 r. grupa Unia na Rzecz Europy Narodów (UEN) w Parlamencie Europejskim uchwaliła rezolucję wzywającą do ustanowienia 25 maja europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

4 marca 2009 r. projekt poparł Prezydent Republiki Czeskiej, zaś 20 lipca 2009 życzliwie ustosunkowała się do niego Kancelaria Premiera Królestwa Szwecji. Ideę majowego święta europejskich Bohaterów Zmagań z Totalitaryzmem popierają również m. in. Rzecznik Praw Obywatelskich, przedstawiciele Komisji Europejskiej, a także poprzedni i obecny Przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

25 maja 2008 r. - w 60. rocznicę zamordowania Witolda Pileckiego - fundacja opublikowała w Internecie angielskie tłumaczenie tzw. "Raportu Witolda" z 1945 roku (zob. www.witoldsreport.blogspot.com)

17 września 2008 r. Fundacja Paradis Judaeorum zwróciła się do papieża Benedykta XVI z prośbą o rozważenie beatyfikacji ś.p. Rotmistrza Witolda Pileckiego. 25 stycznia 2009 r. z inicjatywy fundacji odprawiono uroczystą Mszę Św. w Katedrze Wawelskiej, podczas której modlono się o wyniesienie na ołtarze Bohatera z Auschwitz.

Fundacja Paradis Judaeorum zwróciła się także do samorządów wielu miast o nadawanie ulicom bądź placom imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Na apel pozytywnie zareagowały władze kilkunastu miast w Polsce (m. in. Zakopanego, Wadowic, Suwałk, Poznania, Łodzi). Do akcji przystąpiło wiele instytucji i stowarzyszeń z kraju i zagranicy. Znalazły się wśród nich m. in. organizacje kombatanckie i młodzieżowe, a także szkoły wyższe.

4 września 2009 r. Fundacja Paradis Judaeorum zwróciła się z zaproszeniem do polskich posłów do Parlamentu Europejskiego obecnej kadencji.

Wielu internautów z Polski i zagranicy (m. in. z Niemiec, Tajwanu, Stanów Zjednoczonych, Australii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Indonezji, Szwajcarii, Austrii) deklaruje wsparcie dla akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu", podpisując petycję do polskich eurodeputowanych.

Petycję można podpisać pod adresem: http://www.petycje.pl/4376.



27-02-2011Dołożyliśmy cegiełkę do renowacji sztandaru

Centrum Kulturalne w Przemyślu, Związek Harcerstwa Polskiego w Przemyślu oraz Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. byli organizatorami Dnia Otwartego Harcerstwa Polskiego, którego celem była zbiórka pieniędzy na renowację sztandaru Chorągwi Lwowskiej ZHP we Lwowie z 1933 roku.

Dzień Otwarty rozpoczął się w Klubie "Piwnice" Centrum Kulturalnego, w którym swoje stoiska prezentowali przemyscy harcerze, a Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. wystawiło cztery dioramy: punkt wydawania żywności Orląt Przemyskich, punkt ogniowy Wojska Polskiego z czasów wojny obronnej 1939 r., szpital polowy z okresu powstania warszawskiego i polowy punkt łączności Wehrmachtu z 1939 r.

Pokazy w Klubie "Piwnice" trwały godzinę po czym wszyscy udali się do sali widowiskowej, gdzie licznie zgromadzonych przywitał Dyrektor Centrum Kulturalnego Adam Halwa, który wyraził słowa uznania dla działalności wszystkich drużyn harcerskich oraz wyraził osobiste podziękowania za dotychczasową współpracę z Centrum Kulturalnym przy wielu projektach 77. Drużynie Harcerskiej.

Po oficjalnym rozpoczęciu odbyły się prezentacje multimedialne 8., 22., 60. i 77. Drużyny Harcerskiej oraz Harcerskiego Klubu Ratowniczego. Nie zabrakło również harcerskich piosenek, ponadto miał miejsce pokaz antyterrorystyczny i sprawności ratowników z Harcerskiego Klubu Ratowniczego.

Wręczony w 1933 r. lwowskim harcerzom sztandar był darem społeczeństwa i garnizonu Lwowa w piętnastą rocznicę obrony miasta przed Ukraińcami, w której uczestniczyła także młodzież szkolna i dzieci należące do drużyn skautowych. W 1939 roku będący w konspiracji harcerze ukryli sztandar, aby nie wpadł w ręce wrogów. Na szczęście udało mu się przetrwać niemiecką i sowiecką okupację, a także najcięższy okres komunistycznego panowania w Polsce, schowany między ornatami w kościele Ojców Franciszkanów. Jego stan ulegał jednak stopniowej degradacji. Dodatkowo rujnowały go doraźne, nieprofesjonalne próby odnowienia.

Odnaleziony przez harcerzy sztandar został przekazany do Muzeum Harcerstwa w Warszawie, a następnie trafił do renowacji w pracowniach Muzeum Wojska Polskiego. Aby prace mogły się zakończyć konieczne jest zebranie 12 500 zł. Centrum Kulturalne i Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej, dzięki włączeniu się do akcji, dokładają swoją cegiełkę do odnowy sztandaru.



26-02-2011Testament

1 III 2011 roku jest Dniem Żołnierzy Wyklętych. Rok 2011, o czym prawie się nie mówi, rokiem Żołnierzy Wyklętych. Uczczeniem pamięci o tych, którzy do końca wierni ideałom i Rzeczpospolitej nie poddali się czerwonej zarazie. Do końca wierni nie złożyli broni, gdyż dano im tylko jeden wybór - zginąć... w walce lub w katowni UB.

Wokół polskiego podziemia działającego po tzw. wyzwoleniu narosło wiele mitów. Komunistyczna propaganda nazywała czlonków podziemia niepodległościowego faszystami, zdrajcami, reakcjonistami, sprzedawczykami. Komunistyczni historycy taki właśnie obraz tych ludzi utrwalili w świadomości społeczeństwa. Po obaleniu komunizmu pamięć o powojennym podiemiu niepodległościowym zaczęła powoli powracać.

W 1945 r. w granicach ówczesnej Polski działało około 350 oddziałów podziemia niepodległościowego. W ich szeregach walczyło od 13 000 do 17 000 żołnierzy, z czego połowa w oddziałach AK przekształconych potem w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj, a następnie Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość". Drugą pod względem liczebym siłą było: Narodowa Organizacja Wojskowa. Narodowe Siły Zbrojne i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, skupiające 2700 - 3600 zołnierzy. W obu formacjach służyło ponad 70 proc. wszystkich żołnierzy. Resztę stanowiły oddzialy działające na własną rękę. terenowe siatki organizacyjne, będące zapleczem dla oddzialów liczyły 150 000 - 170 000 ludzi.

W wyniku akcji rozładowywania lasów na rozkaz DSZ na Kraj oraz tzw. amnesti liczebność oddziałów spadła. Zapełniły się za to więzienia i katownie UB. W latach 1947-1948 w lasach bylo jeszcze około 2 000 ludzi, a struktury kierownicze zostały rozbite przez aresztowania. Po 1950 roku operowało jeszcze około 40 malych oddziałów partyzanckich skupiających ooło 400 partyzantów. W 1953 funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa zdolali zlikwidować ostatnie oddzialy leśne. Przez kolejne lata lasy dawały jednak schronienie małym 2-3 osobowym grupkom zaszczutym niczym dzikie zwierzęta.

Ostatni Wyklęty - Józef Franczak ps. Lalek poległ w walce z SB i ZOMO 21 października 1963 roku. Jego zwłoki zostaly pozbawione głowy i złożone w bezimiennym grobie. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalka" uzyskały pozowlenie na pochowanie zwłok w rodzinnym grobowcu.

Niestety dziś znowu zapomina się o Żołnierzach Wyklętych. Po kilku latach prezydentury ś.p. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który był JEDYNYM Prezydentem, upominającym się głośno i przywracającym pamięć o bohaterach z AK, WiN, NSZ znowu zaczyna się milczenie i rozpoczyna proces zapominania o nich. Dlatego MY - młode pokolenie patriotów mamy dziś szczególne zadanie. Utwalać i przekazywać pamięć o Wyklętych kolejnym pokoleniom, uczyć ich ideałów w świecie komercji, zasad solidarności w czasach panujących partykularnych interesów i mówienia prawdy w czasach powszechnej obłudy.

Nie pozwolimy zapomnieć o takich bohterach Narodu Polskiego jak:
- ppłk. Łukasz Ciepliński "Pług"
- mjr. Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan"
- kpt. Antoni Zuch "Żubryd"
- mjr. Józef Kuraś "Ogień"
- rtm. Witold Pilecki
- mjr. Hieronim Dekutowski "Zapora"
- mjr. Zygmunt Szendzielarz "Łupaszko"
- por. Józef Zadzierski " Wołyniak"
- kpt. Henryk Flame "Bartek"
- sierż. Ignacy Babiński " Kmicic"
- ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb"
- kpt. Mieczysław Pazderski "Szary"
- mjr. Marian Bernaciak "Orlik"
- kpt Zdzisław Broński "Uskok"
i wielu innych, którzy zginęli w walce lub zostali zamordowani w więzieniach strzałem w tył głowy.

Cześć Ich Pamięci !!!






Testament żołnierzy i obywateli Polskiego Państwa Podziemnego

W 70. rocznicę utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego my, jego żołnierze i obywatele:
- pomni słów przysięgi złożonej w chwilach śmiertelnego zagrożenia Ojczyzny, kiedy dwaj wrogowie: hitlerowska Trzecia Rzesza Niemiecka i stalinowski Związek Sowiecki zdradziecko napadli na nasz kraj,
- wierni ideałom, o które walczył Naród Polski: wolności, suwerenności, siły i bezpieczeństwa oraz zdrowego rozwoju wewnętrznego Rzeczypospolitej,
- realizując rozkaz ostatniego dowódcy Armii Krajowej generała Leopolda Okulickiego, polecający nam uporczywą pracę i działalność dla Państwa i Narodu aż do odzyskania przez Polskę niepodległości, przekazujemy nasz testament młodemu pokoleniu Polaków.

Świadectwem pragnień naszego pokolenia i całego Narodu była walka, jaką toczyliśmy, opierając się wyniszczającej niemieckiej i sowieckiej okupacji, nie bacząc na ponoszone ofiary. Płomień tej walki i pamięć o naszych rówieśnikach, którzy zginęli, nie zgasły po zakończeniu II wojny światowej, lecz stały się pochodnią rozświetlającą mroki komunistycznej niewoli i podtrzymującą nadzieję na odrodzenie Polski. Tę nadzieję, którą mieli przed oczami ginący żołnierze i obywatele Polski Podziemnej.

Najwyższym celem naszych zmagań było odzyskanie niepodległości i niezawisłości Państwa Polskiego, niezależnego zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej, z siłami zbrojnymi niepoddanymi obcym wpływom i jakimkolwiek ideologiom. Walczyliśmy o Rzeczpospolitą demokratyczną, dbającą o każdego obywatela i wyrażającą jego interesy. Rzeczpospolitą solidarną i sprawiedliwą.

Jesteśmy przekonani, że również dzisiaj, w niepodległej Rzeczypospolitej, wartości, które zawsze wyznawaliśmy, pozostają aktualne i tworzą fundament nowoczesnego Państwa i Narodu.

Dlatego, w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, przekazujemy Wam, młodym Polakom – naszym następcom, wskazanie, by śmiało iść przez życie, dochowując wierności ideałom, które przyświecały naszej walce. Praca i służba na rzecz Ojczyzny - wspólnego dobra całego Narodu - te wartości niech stale urzeczywistniają się poprzez Wasze decyzje i czyny. Wierzymy, że nie zaprzepaścicie szansy, której my nie mogliśmy doczekać. Wasza wiedza, mądrość i rozwaga oraz gorące serca napełniają nas ufnością i pozwalają spokojnie patrzeć w przyszłość.




20-02-2011Dzień Otwarty Harcerstwa Polskiego

Centrum Kulturalne w Przemyślu, Związek Harcerstwa Polskiego w Przemyślu oraz Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. są organizatorami Dnia Otwartego Harcerstwa Polskiego, który odbędzie się 27 lutego w Centrum Kulturalnym.

W ramach tego wydarzenia w Klubie "Piwnice" odbędą się pokazy dioram historycznych i stoisk przemyskich drużyn harcerskich Hufca Ziemi Przemyskiej im. Orląt Przemyskich, natomiast w sali widowiskowej będzie można obejrzeć prezentacje multimedialne pt. "Harcerstwo wczoraj-dziś-jutro". Na zakończenie odbędzie się koncert w wykonaniu Harcerskiej Orkiestry Dętej z Żurawicy.

W trakcie Dnia Otwartego Harcerstwa Polskiego odbywać się będzie kwesta na rzecz odnowy lwowskiego sztandaru ZHP.

Patroni medialni: TVP Rzeszów, "Życie Podkarpackie", Gazeta Codzienna "Nowiny", Radio Rzeszów.


Program:
godz. 15.00 - Klub Piwnice CK
- Dioramy historyczne, pokazy i stoiska przemyskich drużyn harcerskich Hufca Ziemi Przemyskiej im. "Orląt Przemyskich";

godz. 16.00 - sala widowiskowa CK
- "HARCERSTWO WCZORAJ-DZIŚ-JUTRO" - prezentacje multimedialne:
- 100-lecie harcerstwa,
- Przemyskie Drużyny Harcerskie,
- sztandar chorągwi harcerzy ZHP Lwów 1911-1933.

- KONCERT HARCERSKIEJ ORKIESTRY DĘTEJ Z ŻURAWICY.


Wstęp wolny.



Historia sztandaru harcerzy lwowskich (w dużym skrócie)


Sztandar Chorągwi Harcerzy ZHP we Lwowie został wręczony w 1933 r. jako dar społeczeństwa i wojska w 15. rocznicę Obrony Lwowa, w której uczestniczyła między innymi młodzież szkolna, dzieci należące do drużyn skautowych. Dowodem pamięci ich udziału zbrojnego jest cmentarz nazwany Cmentarzem Orląt Lwowskich. Ilość mogił świadczy o intensywności prowadzonych walk na śmierć i życie. Ten klimat społeczno-polityczny w jakim działała organizacja harcerska we Lwowie miał niewątpliwy wpływ na to co nastąpiło później. Okupacja sowiecka zniszczyła polskie społeczeństwo, szczególnie harcerzy.

Wśród kierownictwa Chorągwi było trzech instruktorów z Przemyśla: hm. Walerian Słaby (Adam Sławski), hm. Leopold Adamcio, hm. Edward Heil. Dozdeponowania sztandaru u OO. Franciszkanów mieli sposobność hm. Adamcio i Heil. Jednak z braku dowodów materialnych ta informacja pozostała domysłem.

Przez długi okres przechowywania, ponad 60 lat, stan jego ulegał degradacji. Doraźne próby naprawy w sposób nieprofesjonalny pogłębiały zły stan sztandaru. Dało to podstawę do podjęcia decyzji o przekazaniu go do Muzeum Harcerstwa w Warszawie, dzięki któremu oddano sztandar do naprawy w pracowniach Muzeum Wojska Polskiego.

Dla przeprowadzenia operacji "Ratujmy Sztandar Lwowski" powołano Zespół, który od kilku lat zbiera fundusze na jego remont.

Datki z dzisiejszej kwesty zostaną przeznaczone na renowację zabytkowego sztandaru. To szczytny cel, tym bardziej że inicjatywę podjęła harcerska młodzież.

Jak widać Przemyśl i Lwów są sobie bliscy, połączyła je historia wieków i niech tak zostanie.


Zespół Organizacyjny dla Ratowania
Sztandaru Lwowskiego
przy Kręgu Seniorów i S.H. im. Orląt



15-02-2011Zapalili znicze ku pamięci

13 lutego w Przemyślu odbyła się akcja "Zapal znicz wywiezionym", upamiętniająca pierwszą deportację obywateli Polski na Syberię, która miała miejsce 10 lutego 1940 r.

Uroczystości rozpoczęły się w kościele p.w. Świętej Trójcy Mszą św. w intencji Sybiraków, podczas której homilię do licznie wygłosił proboszcz parafii ksiądz Jan Mazurek. W kazaniu skupił się na zasadach zawartych w Dekalogu, które powinny być głównym życiowym drogowskazem, wyznacznikiem w ziemskiej wędrówce.
Po eucharystii złożono kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary stalinizmu zesłane na zagładę, pomordowane i zmarłe na "nieludzkiej ziemi".
Następnie obchody przeniosły się na rampę kolejową stacji Przemyśl - Bakończyce, gdzie zapłonęły znicze ułożone w barwach polskiej flagi, upamiętniające tych, którzy wyrwani o świcie ze snu przez NKWD zostali aresztowani i deportowani w głąb ZSRR.

W uroczystościach zorganizowanych przez Związek Sybiraków - Oddział w Przemyślu, Centrum Kulturalne w Przemyślu oraz Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. wzięli udział m.in. Sybiracy, Kresowianie, a członkowie PSRH wystąpili w mundurach Wojska Polska z okresu II RP oraz partyzanckich.

Akcja "Zapal znicz wywiezionym" odbyła się na stacji kolejowej na Bakończycach, gdyż była ona jedną z tych na której Sowieci pakowali obywateli Polski do bydlęcych wagonów i wywozili na nieludzką ziemię syberyjskiej tajgi i stepów Kazachstanu.
W latach 1940 - 1941 władze ZSRR przeprowadziły cztery wielkie wywózki ze wschodniej Polski (w lutym, kwietniu i czerwcu 1940 oraz w maju i czerwcu 1941), oficjalnie nazywane "przesiedleniem". Władze radzieckie chciały w ten sposób usunąć z przedwojennych wschodnich terenów Polski wszystkich ludzi uznanych za "niebezpiecznych" dla Sowietów. Według różnych szacunków, podczas czterech masowych deportacji, zesłano od ponad 300 000, co zostało udokumentowane, do 1 300 000 osób. Kilkanaście tysięcy zmarło wskutek epidemii, chorób, głodu i wycieńczenia spowodowanego pracą ponad siły. Tylko nielicznym udało się przeżyć i wrócić po wojnie do kraju.



14-02-2011Światowy Dzień Przewodnika Turystycznego
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




04-02-2011Zapal znicz wywiezionym

Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




<<< powrót