08-11-2012Mirosław Majkowski Świadkiem Historii

W kwietniu 2012 roku rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej ogłosił nabór kandydatów do I edycji Nagrody Honorowej "Świadek Historii". Nagroda ta jest przyznawana osobom fizycznym szczególnie zasłużonym dla upamiętniania historii Narodu Polskiego w poszczególnych regionach kraju oraz osobom wspierającym pion edukacyjny IPN w realizacji ustawowej działalności. 17 lipca br. Kapituła Nagrody "Świadek Historii" zdecydowała, iż laureatem jej pierwszej edycji w województwie podkarpackim, obok ks. abp. Ignacego Tokarczuka, prof. Janiny Marciak-Kozłowskiej, ks. Tadeusza Patera, Stanisława Szpunara i Franciszka Batorego, zostanie Prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." - Mirosław Majkowski. Kandydaturę jego zgłosiła Dyrektor strzyżowskiego Domu Kultury "Sokół" - Jadwiga Skowron.

Gala wręczenia zaszczytnych Nagród odbyła się 8 listopada br. w Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego w Rzeszowie. Na specjalne zaproszenie IPN wzięli w niej udział członkowie Strzyżowskiego Teatru "Prima Aprilis" oraz zespołów artystycznych działających przy DK, zaprzyjaźnionych z Przemyskim Stowarzyszeniem Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K". Po uroczystości odbył się koncert kameralny w wykonaniu kwartetu w składzie: Joanna Brzezińska - skrzypce, Izabela Tobiasz - altówka, Marek Brzeziński - wiolonczela, Janusz Tomecki - fortepian.

Mirosław Majkowski od 2007 roku jest prezesem i założycielem Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.". Jest organizatorem wielkich widowisk historyczno - teatralnych na terenie Przemyśla i całego Podkarpacia, które skupiają tysiące widzów. Wśród nich m. in. pierwsza w Polsce inscenizacja militarna, podczas której forsowano rzekę (2006 r. - atak Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941), największe przedsięwzięcie rekonstrukcyjne w południowo-wschodniej Polsce, a zarazem jedno z największych w Polsce - "Operacja Barbarossa - bitwa o Przemyśl" (2007 r.), czy rekonstrukcja historyczna o nazwie "Przemyśl - wrzesień 1939" z 2008 r., którą obejrzało aż 15 tys. widzów. 31 maja 2009 r. w Przemyślu przeprowadzono niesamowitą inscenizację historyczną "A mury runą...", przedstawiającą wydarzenia w Polsce od 1946 do 1989 r., czyli od instalacji aż do upadku komunizmu w naszej Ojczyźnie. W trakcie niej wystąpiło kilkuset statystów i co ciekawe, akcja rozgrywała się w kilku miejscach Starego Miasta w Przemyślu. W lutym 2010 r. PSRH było organizatorem wielkiego widowiska historyczno-teatralnego "Na nieludzką ziemię...", które było częścią obchodów 70. rocznicy deportacji obywateli Polski w głąb ZSRR. W inscenizacji wyreżyserowanej przez Mirosława Majkowskiego wystąpiło około pół tysiąca statystów i aktorów, ponadto w widowisku wziął udział autentyczny pociąg z wagonami z lat 30-tych, sprowadzony specjalnie ze Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce. Majkowski był reżyserem i scenarzystą rekonstrukcji historycznej, która realizowana była w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego pt. "Rok 1920".

Mirosław Majkowski jako pierwszy w Przemyślu przetarł szlak i wydzierżawił, a potem zaadoptował na cele turystyczne i ekspozycyjne Fort VIII Łętownia w Kuńkowcach. Jest także autorem artykułów o możliwościach rozwoju turystyki w Przemyślu opublikowanych w Przemyskiej Gazecie Społecznej MISIEK.

Za działalność na rzecz Sybiraków odznaczony został 19.09.2010 roku Odznaką Honorową Sybiraka przez Zarząd Główny Sybiraków w Warszawie.

Zobacz sylwetki laureatów...





07-11-2012Stanowisko wobec protestu przeciwko nadaniu rondu nazwy im. Ofiar Wołynia

Kilka tygodni temu Rada Miasta Przemyśla podjęła uchwałę o nadaniu nazw nowo powstałych ulic i skrzyżowań. Jedno ze skrzyżowań otrzymało nazwę Ofiar Wołynia co głośnym echem odbiło się pozytywnie w całej Polsce jako forma uczczenia i upamiętnienia ofiar mordów dokonanych przez ukraińskich szowinistów w czasie II wojny światowej.

Jako jedno z dwóch stowarzyszeń inicjatorów akcji zbierania podpisów pod inicjatywą uchwałodawczą, której celem było nadanie jednemu z rond nazwy upamiętniającej ludobójstwo na Wołyniu i Kresach Wschodnich dokonane przez ukraińskich szowinistów na Polakach, Czechach, Ormianach, Żydach i Ukraińcach ze zdumieniem przyjęliśmy do wiadomości fakt wystosowania przez Stowarzyszenie Przemyski Konwent Społeczno-Gospodarczy, Przemyską Kongregację Kupiecką, Regionalną Izbę Gospodarczą w Przemyślu, Stowarzyszenie "Projekt - Polska" w Przemyślu pisma do Rady Miasta z wnioskiem o zmianę uchwały nadającej m.in. jednemu z rond nazwy im. Ofiar Wołynia.

Przypomnijmy, że za przyjęciem tej nazwy i tym sposobem oddanie hołdu bestialsko pomordowanym głosowali radni PiS, Regia Civitas oraz dwóch radnych niezależnych, SLD wstrzymało się od głosu, a przeciwko tej nazwie głosował klub Platformy Obywatelskiej.

Pomijając charakter pisma ww. stowarzyszeń skomponowany w iście gomułkowsko-gierkowskim stylu, z nutą neoliberalnej nowomowy, odwołuje się on do europejskich wartości i szeroko pojętego pojednania polsko-rosyjskiego, które tematycznie związane z ludobójstwem na Wołyniu nie jest i nijak się ma do nazwy im. Ofiar Wołynia.
Wnioskodawcy chcieliby, aby zmienić nazwę Ofiar Wołynia na Rondo Pojednania, motywując to ostatnim spotkaniem i intencjami Metropolity Przemyskiego abp. Józefa Michalika i patriarchę Moskiewskiego Cyryla I, zaś by nie zostać posądzonym, że w ogóle nie chcą uczcić ofiar ludobójstwa na Wołyniu zaproponowali cyt.: "(...) W związku ze zbliżającą się 70. rocznicą tragicznych wydarzeń na Wołyniu dla ich upamiętnienia oraz dla przestrogi przyszłych pokoleń, wspólne ufundowanie pamiątkowej tablicy "Ofiar Wołynia" oraz ofiarowanie i wmurowanie jej w jednej z przemyskich świątyń. Tablica ta trwale przypominać będzie o tej nieszczęśliwej karcie naszego narodu".

Przypomina nam to okres głębokiego PRL, kiedy różnego rodzaju środowiska i organizacje patriotyczne w konspiracji przed totalitarną władzą czciły pamięć ofiar zbrodni niemieckich, czy radzieckich fundując tablice i upamiętnienia w kościołach. Wydawać by się mogło, że ten czas bezpowrotnie minął i stać nas na upamiętnienie nie tylko na murach kościoła, lecz w miejscu powszechnie dostępnym, nie tylko dla osób uczęszczających do świątyni.

Autorzy tego pisma Panowie Piszak, Stępka, Południak i Miłoszewski nie mają widocznie pojęcia, że pojednanie między jakimikolwiek narodami można budować wyłącznie na prawdzie historycznej, a nie jak sugerują unikając tematów, które według nich mają wpływać negatywnie na relacje z mniejszością ukraińską (w domyśle) zamieszkującą nasz polski Przemyśl.

Jeżeli stowarzyszenia kupieckie tak bardzo boją się, że upamiętnienie ponad 100 000 dzieci, kobiet, mężczyzn różnych narodowości, głównie Polaków wymordowanych w jakże bestialski sposób przez OUN-UPA wpłynie negatywnie na dobrosąsiedzkie stosunki, to powinny wystosować stosowne pisma do radnych Lwowa o demontaż pomnika Bandery, zdjęcie popiersia kata Polaków Szuchewycza z polskiej szkoły we Lwowie i zmiany nazwy ulic jak choćby ul. Bohaterów UPA.

A może zgadzając się z ich nonsensowną retoryką i idąc ich "proeuropejskim" tokiem myślenia powinniśmy w Przemyślu zmienić tym samym nazwę ulicy Ofiar Katynia i Sybiraków, aby nie drażnić Rosjan, Ofiar Getta, aby nie drażnić Niemców i w ogóle zapomnieć o swojej historii, a ulice nazwać nazwami kwiatów, albo najlepiej, aby przypodobać się w Europie, na którą tak często powołują się w swoim piśmie wnioskodawcy nazwiskami przewodniczących Komisji Europejskiej. To byłoby piękne.

Podpisani pod pismem o zmianę nazwy gotowi są poświęcić pamięć niewinnych ofiar wymordowanych na Wołyniu, Kresach i w Małopolsce Wschodniej w sposób, jakiego nie powstydziłyby się najbardziej krwiożercze dzikie plemiona, w imię swoich partykularnych interesów dając tym samym dowód swojego moralnego skarlenia i braku poczucia narodowej dumy oraz tożsamości.

Zajęte przez nich stanowisko jest dla nas wyrazem poniżenia, hańby, upadku moralności oraz powodem do wstydu przed całą Polską.


Z poważaniem

Mirosław Majkowski
Prezes PSRH X D.O.K.





24-10-2012Marsz Niepodległości 2012

Nadchodzi najważniejsze dla Polaków święto. Dzień Niepodległości. Jak co roku wielu z nas, mieszkańców Przemyśla, weźmie udział w oficjalnych uroczystościach organizowanych przez władze miasta, wywiesi flagi narodowe.

Jeszcze więcej usiądzie przed telewizorem, komputerem czy książce ciesząc się z wolnego dnia i żałując, że święto to wypada w tym roku akurat w niedzielę, bo inaczej mieliby dodatkowy dzień wolny w pracy. Na uroczystości nie pójdą, bo zimno, bo się nie chce, bo film w telewizji.

Tak naprawdę w stosunku do liczby mieszkańców chodzi na te uroczystości garstka ludzi. Uderzmy się piersi jako Polacy i kończąc narzekać na wszystko dookoła oddajmy w ten jakże szalenie ważny dzień hołd naszym poprzednikom, którzy przelewali krew w powstaniach, walkach narodowo-wyzwoleńczych. Oddajmy cześć i należyty szacunek tym, którzy na ołtarzu ojczyzny oddali swe życie i zadajmy samym sobie pytania:

- czy to nie wstyd, że nie potrafię poświęcić dla nich, bohaterów godziny czasu, by zasilić swą osobą uroczystości pod pomnikiem Orląt Przemyskich?

- czy nie jest mi wstyd, że wolę siedzieć przed telewizorem, kiedy 94 lata temu dzieci z bronią w ręku walczyły o polski Przemyśl i Lwów ginąc licznie na barykadach?

- czy nie czas, abym swoje dzieci uczył patriotyzmu i przystąpił do pracy u podstaw?

Powstańcy z lat 1830 i 1863, legioniści, Orlęta i ochotnicy walczący o polskie Kresy w 1918, Powstańcy Śląscy, Wielkopolanie, żołnierze walczący z bolszewikami w 1920 oraz Ci z kampani wrześniowej 1939 roku, żołnierze NSZ, AK, BCH, Powstańcy Warszawscy, żołnierze polscy walczący na wszystkich frontach podczas II wojny światowej, bohaterowie Podziemia Niepodległościowego, robotnicy Cegielskiego, Ursusa, stoczniowcy, górnicy, członkowie Solidarności z 1980 roku. Oni byli zdolni do poświęceń... a Ty?

Jest także grupa ludzi, która nie będzie świętować w Przemyślu. Jadą do Warszawy, aby tam zamanifestować swoje przywiązanie do Polski. Do Narodu. Jadą, aby zasilić swoimi osobami Marsz Niepodległości. Dwa lata temu na Marszu było 2 000 osób, w roku ubiegłym 20 000. Ilu będzie nas w tym roku? Zależy tylko od nas.

Koło Młodzieży Wszechpolskiej w Przemyślu zaprasza do udziału w organizowanym wyjeździe na Marsz Niepodległości do Warszawy. Wszelkie informacje na temat wyjazdu - Mateusz Błachuciak telefon 790746811.

Nie bądź obojętny - uczcij godnie to najważniejsze dla Polaków święto!




22-10-2012Włącz się do naszych akcji

W dniu 28 X 2012 (niedziela) od godziny 10.00 odbędzie się akcja sprzątania zaniedbanych grobów weteranów powstań i wojen 1920, 1939. Organizatorami są PSRH X D.O.K. i Młodzież Wszechpolska Koło w Przemyślu. Każdy może dołączyć. Należy zabrać ze sobą miotełkę, worki na śmiecie, łopatkę, szpachelkę. Zbiórka o godzinie 10.00 pod bramą główną cmentarza komunalnego na ul. Przemysława.

Ponadto miło nam poinformować, że powstaje Stowarzyszenie Kibiców Polonii Przemyśl "Przemyskie Bractwo". Obecnie trwają działania związane z oficjalną rejestracją Stowarzyszenia i innymi wynikającymi z tego formalnościami. Póki co, już teraz przystępujemy wspólnie ze Stowarzyszeniem Kibiców Wisły Kraków do pierwszej akcji pomocy jako Stowarzyszenie. Jak wiecie, już wcześniej prowadziliśmy akcje zbiórki darów (zabawek, maskotek, słodyczy i przyborów szkolnych) dla dzieci z przemyskich domów dziecka. Teraz nasza pierwsza akcja jako Stowarzyszenia jest skierowana do niezamożnych polskich rodzin skupionych przy parafii rzymskokatolickiej w Pnikucie na Ukrainie.

Pnikut to niewielka miejscowość położona pomiędzy Mościskami i Samborem. W tamtym rejonie w kilku miejscowościach Polacy stanowią większość mieszkańców. Jednak poziom życia w oddalonych od głównych dróg miejscowościach jest niższy niż w Polsce, więc potrzebujących nie brakuje. Akcja prowadzona równocześnie w Przemyślu i Krakowie jest koordynowana przez mający już doświadczenie w tego typu akcjach charytatywnych Klub Górski PTTK "Karpaty" w Przemyślu. Byliśmy w Pnikucie, rozmawialiśmy z mieszkańcami i polskimi księżmi z tamtejszej parafii, przy której spotykają się Polacy. Pytaliśmy co jest najbardziej potrzebne. Okazuje się, że przed zbliżającą się zimą przyda się bardzo zimowe obuwie i odzież dla dzieci i młodzieży. Mile widziane będą także przybory szkolne, środki czystości oraz oczywiście słodycze. Mamy tylko prośbę do wszystkich, którzy chcą pomóc dzieciom i młodzieży z niezamożnych rodzin aby ofiarowane rzeczy były nowe, a nie używane. Chcielibyśmy zdążyć z transportem darów przed zimą więc już teraz można je przynosić do siedziby Oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego przy ulicy Waygarta 3 w Przemyślu. Będą one także zbierane w sobotę 27 października na meczach drużyn Polonii Przemyśl: siatkarek i koszykarzy (w hali sportowej przy ulicy Mickiewicza) oraz piłkarzy (na stadionie przy ulicy Sanockiej). Wszystkich, którym nie jest obojętny los naszych najmłodszych rodaków na wschodzie, zachęcamy do przyłączenia się do akcji pomocy.



30-09-2012Byliśmy na Słowacji

22 września członkowie Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." wzięli udział w inscenizacji, która odbyła się w słowackim Preszowie. Przedstawaiała ona walki jesienią 1944 r., kiedy to Armia Czerwona nacierała na niemiecko-węgierskie pozycje w Karpatach i północno-wschodniej Słowacji.


Informacje oraz zdjęcia z Preszowa znajdują się tutaj.




28-09-2012Sukces lokalnych społeczników. Uczczono ofiary ludobójstwa OUN-UPA na Wołyniu

Radni Miasta Przemyśla podjęli uchwałę nadającą jednemu z nowo wybudowanych rond nazwy "Rondo Ofiar Wołynia". Na 34 sesji rady rozpatrywano szereg uchwał proponujących nadanie nazw dla ulic, rond i obiektów mostowych powstałych w związku z budową drogi obwodowej. Budowana droga stworzyła możliwość wykazania inicjatywy społecznej w ramach której Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." i Wspólnota Samorządowa Doliny Sany rozpoczęły zbieranie podpisów poparcia dla projektu społecznego upamiętniającego tragiczne wydarzenia ludobójstwa na Wołyniu. Ich symboliczną datą jest "Krwawa Niedziela" z 11 lipca 1943 r. W 2013 roku mija 70 rocznica wydarzeń zapisujących się jako czarne karty historii w relacjach polsko-ukraińskich.

Zbliżającą się 70. rocznica, oraz fakt nadania imienia Ofiar Wołynia jednemu z nowo powstałych rond jest hołdem i upamiętnieniem ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej.

Tragiczny los Polaków na Kresach Wschodnich zapoczątkowany na Wołyniu, obejmujący także Małopolskę Wschodnią był tematem przemilczanym, niepoprawnym politycznie w relacjach polsko-ukraińskich, często kładziony na ołtarzu dobrosąsiedzkich stosunków. Sukcesu społecznej inicjatywy mieszkańców nie umniejsza fakt, że sam projekt społeczny nie został zaakceptowany. Stał się on, bowiem bezpodstawny w wyniku wcześniejszego głosowania nad projektem prezydenckim uchwały obejmującej nazewnictwo nowych obiektów drogowych wybudowanych w ramach obwodnicy. Projekt społeczny proponował nazwę Rondo im. Ofiar Wołynia dla dużego skrzyżowania o ruchu okrężnym ulic Lwowskiej, Zana i Wincentego Pola. W wyniku jednak dalszego głosowania nad poszczególnymi nazwami kilku ulic, dwóch obiektów mostowych i dwóch rond - nazwa "Rondo Ofiar Wołynia" została zaproponowana przez radnych jako poprawka do projektu prezydenckiego i zaakceptowana przez nich dla mniejszego ronda, zlokalizowanego przy dużym obiekcie handlowym jakim jest Galeria Sanowa.

Inicjatorzy projektu społecznego mieli nadzieję, że taka nazwa ronda zachęci mieszkańców i przejeżdżających w pobliżu do zastanowienia się, z czym jest związany Wołyń nie tylko dla Polaków, ale też innych narodowości. Nawiązując do słów Biblii "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" inicjatorzy żywią nadzieję, że skończy się czas pomijania znaczenia tragicznych ofiar naszych rodaków i innych narodowości okrutnie zamordowanych na Kresach Wschodnich. Pamiętajmy, że "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary".

Inicjatorzy uchwały społecznej pragną serdecznie podziękować:

- radnym całego klubu PiS, Regia Civitas i Prezydentowi Robertowi Chomie, radnemu niezależnemu Januszowi Łukasiewiczowi i Rafałowi Oleszkowi z klubu PO głosującym na Sesji R.M. za nadaniem nazwy Ronda im. Ofiar Wołynia,

- a przede wszystkim przedstawicielom Stowarzyszenia WSDS: Danielowi Stołowskiemu, Marianowi Garwonie, Mariuszowi Piwko, Mariuszowi Partyce, członkom Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K., członkom Związku Sybiraków o. Przemyski, za wielki trud i zaangażowanie w sprawie zbierania podpisów i promowania naszej akcji. To właśnie dzięki Waszemu zaangażowaniu jedno z przemyskich rond upamiętniać będzie ofiary, którym należy się pamięć.

Cześć ich pamięci!


Dziękują w imieniu:

Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K.,
Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu,
i wszystkich mieszkańców, którzy wsparli swoim głosem naszą inicjatywę

Mirosław Majkowski
Prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K.

Małgorzata Dachnowicz
Prezes Stowarzyszenia Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu


Przeczytaj relację z 34. sesji Rady Miasta na której radni zadecydowali o nadaniu nazw dla ulic, rond i obiektów mostowych powstałych w związku z budową drogi obwodowej




27-09-2012Husaria przed Pałac!

Husaria - chluba i duma Polski, która przez dwa stulecia wiodła wojska Rzeczypospolitej od zwycięstwa do zwycięstwa. Dzięki niej rozbijaliśmy kilkunastokrotnie liczniejszych wrogów, a broniliśmy się przed nieprzyjacielem przeważającym nawet stokrotnie! W opiniach siedemnastowiecznych statystów była najlepszą i najpiękniejszą kawalerią świata. Zazdrościli nam jej obcy monarchowie, podziwiali cudzoziemscy posłowie i żołnierze, a także sami Polacy. Czyż nie zasłużyła na to, aby stać się znakiem firmowym naszego kraju? Dzisiaj, w czasach, gdy światu i politykom trzeba przypominać, że "polskie obozy śmierci" nie były polskie, a z drugiej strony, jak pokazują różne sondy, gdy nasz kraj oprócz Auschwitz nie jest kojarzony z niczym konkretnym, aż prosi się, by kolejny raz husaria ratowała nasze dobre imię, budując pozytywny wizerunek Polski - kraju skrzydlatego rycerstwa. Jak to uczynić?

Marek Jakubiak, na co dzień biznesmen, a prywatnie wielki miłośnik husarii, od kilku już lat stara się przekonać urzędników kancelarii prezydenta, aby wydali zgodę na postawienie przed Pałacem Prezydenckim warty honorowej w postaci dwóch husarzy. Na przeszkodzie tym razem nie stoją pieniądze. Marek Jakubiak chce pokryć koszty tego przedsięwzięcia. Chodzi więc tylko i aż, o przełamanie oporu urzędników, którzy mają trudności ze zrozumieniem o co z tą husarią chodzi i po co nam ona w tym miejscu. A miejsce jest wyjątkowe. Przecież gdy prezydenta odwiedzają obcy dyplomaci, to reporterzy wykorzystują czasem widok Pałacu Prezydenckiego. Jest więc szansa na pokazanie przy tej okazji tego, co chcemy. Tym większa, że husarz to nie jakiś żołnierz w mundurze, których na świecie jest całe mnóstwo. Husarz wyróżnia się skrzydłami. A one intrygują i zmuszają do pytań "Kto to? Co to za skrzydła?". I tak przy tej okazji idzie w świat informacja o naszych największych wyczynach bojowych. Tworzy się pozytywna marka: "Polska - kraj skrzydlatego rycerstwa". Wracają wspomnienia Wiednia, Kłuszyna, Kircholmu. Pokazywany jest obraz Polski silnej i dumnej, a nie Polski rozdzieranej przez kolejne rozbiory, upadającej w powstaniach, rozerwanej przez Hitlera i Stalina, czy też obraz najgorszy z możliwych, bo zupełnie fałszywy: Polski - kraju obozów śmierci.

Jak w demokratycznym kraju przekonać polityków do działania? Trzeba pokazać im, że elektorat domaga się tych działań. Dlatego ruszyła akcja "Husaria przed Pałac". Na facebookowej stronie ( http://www.facebook.com/HusariaPrzedPalac ) Marek Jakubiak tłumaczy:

"Był czas w historii naszego narodu, który wzbudzał podziw całego cywilizowanego świata. Był czas, kiedy honor ważniejszy był od życia. Był czas chwały i niewyobrażalnych zwycięstw. To był czas husarii.

Uważamy, że podczas przyjmowanie oficjalnych delegacji przez prezydenta RP, wartę honorową przed Pałacem pełnić powinni również dwaj spieszeni husarze.

Husaria przed Pałac!



Obowiązkiem każdego patrioty jest wesprzeć z całych sił ideę upamiętnienia husarii w sposób, który skutecznie przywróci pamięć o żołnierzach Rzeczypospolitej z Matką Boską i krzyżem husarskim na piersi."

Jeżeli chcesz tę akcję poprzeć, wystarczy że klikniesz "lubię to" na stronie i prześlesz link do niej swoim znajomym. Im więcej "lubię to", tym większą siłę przebicia ma idea o której tu piszę.



17-09-2012Jak naprawdę wyglądał 17 września 1939 r.?

W środowisku polskich historyków panuje opinia, że z dniem 17 września 1939 kampania wrześniowa została ostatecznie przegrana. Trudno się z tym nie zgodzić. Do agresora z zachodu, dysponującego prawie 2 milionami żołnierzy, 10 tys. dział, 2800 tys. czołgów oraz 2 tys. samolotów, dołączył nieprzyjaciel, który rzucił do walki ponad 300 tys. żołnierzy, 4 tys. dział, 5 tys. czołgów oraz tysiąc samolotów. Wojsko Polskie, poważnie osłabione walkami na zachodzie nie miało fizycznych szans powstrzymania takiej siły. Lecz czy rzeczywiście tak było? Czy na wschodzie naprawdę nie było wojsk, mogących jeżeli nie powstrzymać, to chociaż stawić twardy opór Armii Czerwonej?

"Długośmy na ten dzień czekali, z nadzieją niecierpliwą w duszy, kiedy bez słów towarzysz Stalin na mapie fajką strzałki ruszy..."

Tysiąckilometrowa granica Rzeczypospolitej ze Związkiem Radzieckim, wyznaczona w 1921 roku na mocy postanowień pokojowych w Rydze, niemal cały czas zwracała uwagę polskich władz oraz dowództwa armii. Obronę jej powierzono, utworzonemu w 1924 roku Korpusowi Ochrony Pogranicza, który skupiał się na walce z "rajdami" i dywersją małych sowieckich oddziałów, przekraczających granice, zwykle w celu porywania i mordowania przedstawicieli polskich władz oraz podpalania wiosek czy posterunków granicznych. Dopiero podpisanie między dwoma państwami w 1932 roku paktu o nieagresji oraz protokołu "o dobrosąsiedzkich stosunkach" w listopadzie 1938 roku unormowało sytuację.

Uległa jednak ona gwałtownemu pogorszeniu pod koniec sierpnia następnego roku, kiedy to III Rzesza oraz Związek Radziecki ku zaskoczeniu całego świata podpisały pakt o nieagresji, nazwany od nazwisk sygnatariuszy Paktem Ribbentrop-Mołotow. Stanowiło to kres francusko-angielskich zabiegów o pozyskanie do koalicji antyniemieckiej Związku Radzieckiego i w zasadzie przesądziło o wybuchu wojny. Tajna klauzula jaką zawierała ów umowa odkreślała podział stref wpływów obydwu państw w Europie Środkowej i Wschodniej. W radzieckiej strefie interesów znalazły się Finlandia, Estonia oraz Łotwa, a także pośrednio Rumunia i Polska. Niemcy zaakceptowali pretensje Sowietów do Besarabii i Północnej Bukowiny - części Rumunii, które przed I wojną światową znajdowały się w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. W Polsce granice radzieckich interesów stanowiły rzeki Wisła, Narew i San. Niemcy zadowolili się terenami zachodniej części Rzeczypospolitej oraz wpływami na Litwie.

Znaczenie paktu oraz zagrożenie jaki ze sobą niósł zostało przez Polskę zignorowane. Minister spraw zagranicznych Józef Beck nie mógł uwierzyć, że dwaj najzagorzalsi wrogowie gotowi są porozumieć się w jakiejkolwiek politycznej kwestii. Zbagatelizowano fakt, iż tego typu umowy podpisywane są przez państwa mające wspólne granice, a przecież Zwiazek Radziecki nie graniczył z III Rzeszą. Jeszcze...

1 września 1939 roku o godzinie 4:45 Wojska niemieckie, realizując plan "Fall Weiss" przekroczyły granice Rzeczypospolitej. Wybuchł konflikt polsko-niemiecki, który wkrótce przerodził się w II wojnę światową. Wojsko Polskie stanęło do z góry przegranej batalii o młoda, bo zaledwie dwudziestoletnią niepodległość. Biło się dzielnie o czym świadczą przykłady takich bitew jak: Westerplatte, Węgierska Górka, Mokra, Wizna, Bzura czy wiele innych bardziej lub mniej znanych batalii. Jednak na skutek błędów w rozmieszczeniu wojsk, spóźnionej mobilizacji, objęcia fatalnej doktryny wojennej oraz przygniatającej przewagi technicznej wroga, po dwóch tygodniach walk sytuacja była niemalże krytyczna: Warszawa - główny punkt oporu - została okrążona; w "korytarzu pomorskim", ostatnimi siłami broniły się odcięte od reszty kraju wojska Lądowej Obrony Wybrzeża; Niemcy po rozgromieniu polskich armii w centrum kraju podchodzili pod Chełm i Lwów, a polskie armie "Poznań" i "Pomorze" po początkowych sukcesach kontrataku pod Kutnem zostały niemal całkowicie unicestwione. 12 września (9 dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom) na konferencji w Abbeville, przedstawiciele Sztabów Generalnych zachodnich sojuszników Polski - Anglii i Francji uznali, że żadna pomoc materialna nie ma sensu wobec szybkości z jaką wojska niemieckie posuwały się w głąb terytorium państwa polskiego. Stanowiło to pogwałcenie traktatów sojuszniczych jakie Anglicy i Francuzi zawarli z Polską tym bardziej, że o wynikach tych rozmów nie powiadomiono rządu walczącego kraju...

Stalin, który od swych agentów na zachodzie dowiedział się o postanowieniach konferencji w Abbeville zrozumiał, iż dostał zielone światło do wypełnienia zobowiązań zawartych w Pakcie Ribbentrop-Mołotow. Niemcy już od 8 września nalegali na szybkie włączenie się ZSRR do walki. Lecz 8 września wojna nie była jeszcze rozstrzygnięta. Tydzień późnej już tak...

"...Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy i zanim zmilkł zagrzmiały działa, to w bój z szybkością nawałnicy Armia Czerwona wyruszała..."

O 3:00 nad ranem, 17 września 1939r. wojska sowieckie przekroczyły granicę polską. Wejście to różniło się całkowicie od tego "niemieckiego" sprzed dwóch tygodni. Mijając posterunki graniczne, czerwonoarmiści wymachiwali do zaskoczonych żołnierzy KOP-u białymi flagami, czołgiści w otwartych wieżyczkach czołgów wykrzykiwali: Wpieriod ! Na Germanca ! Rebiata ! Mimo tego wiele strażnic KOP-u stawiło zacięty opór. Najdłużej broniły się placówki "Ludwikowo", "Sienkiewicze" oraz "Dawidówek". Do Sztabu Generalnego pierwsze wiadomości o przekroczeniu granicy przez Sowietów nadeszły około godziny 6:00. Tak brzmiał meldunek dowódcy pułku KOP "Podole", ppłk Marceli Kotarba: "Przewaga bardzo duża, bijemy się uporczywie i będę się starał jak najdłużej moje kierunki osłaniać..." W podobnym tonie przybywało innych meldunków z pozostałych odcinków nowego, wschodniego frontu. Naczelne dowództwo - co zrozumiałe - wpadło w panikę. Mnożyły się przesadzone informacje o postępach wojsk radzieckich: w południe nadeszły wiadomości o przekroczeniu przez Armie Czerwoną Dniestru pod miejscowością Uśnieczek, 40 kilometrów od Kołomyi. Mimo, iż okazało się to nieprawdą, w obliczu całkowitego chaosu i niemal beznadziejnej sytuacji szef francuskiej misji wojskowej w Polsce gen. Faury naciskał na marszałka Rydza-Śmigłego - Wodza Naczelnego by jak najszybciej wyruszył w stronę granicy rumuńskiej. Było to zachowanie uzasadnione. Widmo pochwycenia przedstawicieli polskich władz i wojska przez Sowietów stawało się coraz bardziej realne, a gdyby ziścilo się stanowiłoby całkowitą katastrofę.

W wyniku narady z ministrem spraw zagranicznych, Józefem Beckiem oraz premierem Felicjanem Sławoj-Składkowskim, marszałek Rydz-Śmigły zrezygnował z planów utworzenia obrony na linii Dniestru, na tzw. "przedmościu rumuńskim" - gdzie zamierzał czekać na ofensywę sojuszników na zachodzie - i wydał kontrowersyjny do dziś rozkaz:

"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry, najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub prób rozbrajania oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii. W nocy z 17 na 18 września Naczelny Wódz wraz z polskimi władzami przekroczył granicę Rumunii, gdzie został internowany".

Rozkaz ten pogłębił chaos jaki powstał w wyniku wkroczenia wojsk sowieckich. Wielu dowódców liniowych nie wiedziało jak zachować się w obliczu nowego zagrożenia zwłaszcza, że czerwonoarmiści celowo dezinformowali Polaków, głosząc, iż przekroczyli granicę w charakterze sojuszników w walce z Niemcami. Wiele jednostek podjęło jednak próby oporu przeciw przeważającemu pod każdym względem nieprzyjacielowi. W północno-wschodnich regionach kraju w rezultacie ciężkich walk rozbite zostały Baony KOP "Krasne", "Budsław" oraz "Iwieniec". W Wilnie, przygotowywanym od połowy września do odparcia ataku niemieckiego skoncentrowano 8 batalionów piechoty wspartych 14 lekkimi działami oraz dwoma działami przeciwlotniczymi.17 września do Wilna wycofały się oddziały pułku KOP "Wilno", 20 Bateria Plot. oraz Baon Obrony Narodowej "Postawy". Łącznie garnizon miasta stanowiło prawie 7 tys. żołnierzy, jednak pozbawionych artylerii i broni przeciwpancernej. Funkcję dowódcy obrony objął najstarszy stopniem oficer - pułk dypl. Jarosław Okulicz-Kozaryn. Wieczorem 18 września, po otrzymaniu meldunków o zbliżaniu się czołgów radzieckich wydał on rozkaz odwrotu na granice litewską, po czym sam opuścił Wilno. Zamieszanie jakie powstało w wyniku wydania takiego rozkazu sprawiło, iż doszło do szeregu nieskoordynowanych walk z wkraczającą do miasta Armią Czerwoną. Do końca walczyli harcerze i warta honorowa przy grobie z sercem marszałka Piłsudskiego na Rossie. Zdecydowana większość improwizowanego garnizonu Wilna wycofała się z miasta i w dniach 19-20 września przekroczyła granicę Litwy.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Grodnie. Stacjonowały tutaj tylko słabo uzbrojone oddziały rezerwowe oraz wartownicze, dowodzone przez płk w st. spocz. Bronisława Adamowicza. Dowódca Okręgu Warownego "Grodno" zamierzał wykonać rozkaz gen. Olszyny-Wilczyńskiego i ewakuować wojsko z miasta w razie pojawienia się Armii Czerwonej. Całkowicie inne stanowisko prezentował wiceprezydent Grodna Roman Sawicki, który wezwał ludność cywilną do budowy umocnień oraz walki z nieprzyjacielem.

20 września do miasta od południowego zachodu wjechało około 20 czołgów XV Korpusu Pancernego. Bez przeszkód pokonały most na Niemnie i dotarły do centrum. Tu natrafiły na twardy opór: celny ogień działka plot. oraz młodzież szkolna uzbrojona w butelki z benzyną unieszkodliwiły 8 czołgów. Pozostałe zostały zmuszone do odwrotu. Obrońców wzmocnili żołnierze zgrupowania "Wołkowysk" gen. w st. spocz. Wacława Przeździeckiego (Rezerwowa Brygada Kawalerii), którzy weszli do miasta w nocy z 20 na 21 września. Dowodzenie objął gen. Przeździecki. Następnego dnia Sowieci ponowili atak. Piechota wsparta czołgami oraz silną artylerią w ciągi kilku godzin dotarła do mostu na Niemnie i opanowała go. Czołgi ponownie wjechały do centrum. Wobec beznadziejnej sytuacji Polacy zdecydowali się na odwrót. Walki trwały do późnych godzin wieczornych. Ich złowrogim epilogiem było wymordowanie przez Sowietów wziętych do niewoli obrońców Grodna (ich masowe groby odkryto dopiero w roku 1992...). Większość Rezerwowej Brygady Kawalerii, stanowiącej trzon obrony Grodna, wkrótce przekroczyła granicę Litwy. Generał Olszyna-Wilczyński został 22 września zatrzymany pod Spockiniami przez zmotoryzowaną kolumnę sowiecką i wraz ze swym adiutantem kpt. w st. spocz. Mieczysławem Skrzemeskim zamordowany...

"...Zwycięstw się szlak ich serią znaczy, sztandar wolności okrył chwała, głowami polskich posiadaczy brukują Ukrainę całą. Pada Podole, w hołdach Wołyń, lud pieśnią wita ustrój nowy, płoną majątki i kościoły i Chrystus z kulą w tyle głowy..."

Na znacznie twardszy opór trafiła Armia Czerwona na południe od bagien Prypeci, na Polesiu, Wołyniu i Podolu. Znajdowaly się tam większe zgrupowania wojsk polskich, przygotowywujących się do walki z Niemcami. Na Polesiu dowódca OK nr IX gen. Franciszek Kleeberg skoncentrował podległe sobie wojska na linii Brześć - Pińsk. Dysponował on siłą 20 batalionów piechoty, które jednak wspierało tylko 10 dział polowych i niewiele więcej przeciwpancernych. Część tych sił już toczyła walki z Niemcami (Zgrupowanie "Kobryń" płk Adama Eplera, w sile 7 batalionów, 10 dział oraz 4 działa ppanc.) w rejonie Kobrynia, gdzie podeszła 2 Dywizja Zmotoryzowana. Na tzw. Polesiu Wołyńskim stacjonowało (w garnizonach, ośrodkach zapasowych czy w trakcie przemarszu) dalsze 30 batalionów , 40 dział polowych, kilkanaście ppanc., 11 czołgów i 3 pociągi pancerne. To była już dosyć znaczna siła, z którą tak Wehrmacht idący od zachodu jak i Armia Czerwona musiały się liczyć.

Gdy późnym wieczorem 18 września gen. Kleeberg otrzymał rozkaz Naczelnego Wodza postanowił skoncentrować podległe sobie oddziały w rejonie na zachód od Kowla. Stamtąd zamierzał wyruszyć w kierunku granicy rumuńskiej i zgodnie z otrzymanym rozkazem przekroczyć ją. Jego grupa oderwawszy się od Niemców ze śpiewem na ustach pomaszerowała na Kowel, gdzie jak mówiono było "wiele wojska, dużo sprzętu i olbrzymie zapasy amunicji i środków do dalszej walki". Po dotarciu w zamierzony rejon, oddziały te zostały zreorganizowane i nazwane Samodzielną Grupą Operacyjną "Polesie". Nawiazano kontakt z wojskami sowieckimi, które już dotarły do Kowla, w celu zapewnienia swobodnego przemarszu do granicy. Wobec fiaska negocjacji, gen. Kleeberg rozkazał marsz na Włodawę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wykorzystując pas "ziemi niczyjej" jaki nagle wytworzył się między wycofującymi się Niemcami, a prąca na zachód Armią Czerwoną umożliwi mu swobodny dostęp do Bugu pod Włodawą. Dalej planował marsz na pomoc jedynemu pewnemu punktowi oporu - Warszawie...

22 września SGO "Polesie" w rejonie miejscowości Maloryt napotkała zgrupowanie ppłk Ottokara Brzozy-Brzeziny, które po zreorganizowaniu utworzyło 50 Dywizje Piechoty "Brzoza". Pięć dni później oddziały Kleeberga wkroczyły do Włodawy, entuzjastycznie witane przez ludność cywilną. Do SGO "Polesie" dołączyły kolejne jednostki, m.in. dwubrygadowa Dywizja Kawalerii "Zaza" (utworzona z niedobitkow Suwalskiej Brygady Kawalerii oraz oddziałów Podlaskiej Brygady Kawalerii), pod dowództwem gen. Podhorskiego. Tego też dnia do żołnierzy dotarły wieści o kapitulacji Warszawy, co postawiło dalszy marsz na zachód pod wielkim znakiem zapytania... Po długiej i burzliwej naradzie generałowie zdecydowali się poprowadzić swe wojsko w kierunku na Dęblin, a stamtąd przebić się w Góry Świętokrzyskie i zainicjować wojnę partyzancką. 29 września podjęto marsz na Radzyń-Łuków. Zanim jednak doszło do kontaktu z wojskami niemieckimi, stoczono szereg zwycięskich bitew z Armią Czerwoną, usiłującą zniszczyć siły polskie. 60 Dywizja Piechoty "Kobryń" płk Adama Eplera pokonała wojska sowieckie pod Jabłonią, a dzień później również pod Milewem. Godny odnotowania jest fakt, iż wzięto znaczną liczbę jeńców radzieckich, którzy na własną prośbę zostali wcieleni do jednostek polskich, gdyż odmówili powrotu do swoich. Brali oni udział w dalszych walkach aż do końca kampanii...

Dużo trudniejsze zadanie miał dowódca KOP-u, gen. Orlik-Ruckeman. Dysponował on siłą 16 batalionów piechoty (w tym jednym batalionem saperów), 7 szwadronami kawalerii oraz 14 działami. Nie były to małe siły, lecz zostały one rozciągnięte na długości prawie 250 km, co nie dawało szans skutecznej obrony. Minęły trzy dni zanim wojska te skoncentrowały się w wyznaczonym przez generała rejonie. 22 września wyruszyła w kierunku przeprawy na Bugu pod Szackiem, gdzie dotarła 27 września tylko po to by dostrzec sowieckich żołnierzy z 52 Dywizji Strzelców. Doszło do bitwy. Zupełnie zaskoczeni Sowieci ponieśli ciężkie straty (zniszczono lub zdobyto 20 czołgów, oraz wzięto do niewoli 300 jeńców) i zmuszeni zostali pozostawić pole Polakom. Grupa gen. Orlika-Ruckemana przekroczyła Bug. Kolejnym celem było przedostanie się do lasów na południe od Parczewa. Niestety 1 października Polaków pod Wytycznem zaatakowały sowieckie czołgi. Walki trwały przez kilka godzin. Wobec kończącej się amunicji, żołnierze Grupy oderwali się od nieprzyjaciela i odeszli w rejon lasów pod Sosnowicą, gdzie Grupa została rozwiązana.

Pod Włodzimierz na Wołyniu Armia Czerwona podeszła już 19 września. W samym mieście otoczyło siły polskie w koszarach Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii. Polski dowódca wysłał parlamentariuszy z warunkami kapitulacji, które zapewniały zachowanie broni osobistej oraz swobodny przemarsz do Rumunii. Radziecki dowódca, Komdiw Bogomołow zgodził się na te warunki, ale gdy tylko żołnierze polscy opuścili koszary oznajmił, iż "na skutek zmian zaszłych w sytuacji miedzynarodowej oficerowie musza złozyc broń i od tej chwili są uważani za jeńcow wojennych." Później ich nazwiska znalazły się na listach katyńskich...

Zupełnie nie powiodły się plany obrony Równego przez oddziały KOP-u. Na miasto uderzały czołgi 5 Armii komdiwa Sowietnikowa, które z łatwością łamały obronę pułku KOP "Równe". Baon "Ostróg" został zniszczony już na granicy, baon "Dederkały" zmuszony do odwrotu na Poczajów i Brody. Bez walki oddano Tarnopol mimo iż miasto posiadało silny kilkutysięczny garnizon, który mógł bronić się nawet do tygodnia. Jedynie mała grupka oficerów i szeregowców ostrzelała z wieży kościoła wkraczające oddziały sowieckie. Zostali natychmiast schwytani i rozstrzelani na miejscu... Już 19 września Armia Czerwona podeszła pod Lwów, który w tym czasie opierał się od zachodu atakom wojsk niemieckich. Dowódca Samodzielnej Brygady Pancernej płk Iwanow wystosował do dowódcy obrony Lwowa, gen. Langera żądanie poddania miasta. Nie czekając na odpowiedź, Sowieci przypuścili 20 września próbę wkroczenia do Lwowa. Zostali jednak odparci tracąc jeden czołg. Mimo iż nastroje wśród żołnierzy garnizonu oraz ludności cywilnej były dobre, zapasów żywności starczyłoby na trzy miesiące, a amunicji na około dwa tygodnie obrony, gen. Langer oraz jego sztab byli przeciwni kontynuowaniu walki ze względu na "brak możliwości poprawy ogólnego położenia kraju", które pod dwudziestu dniach wojny było beznadziejne. Rano 22 września polska delegacja podpisała w Winnikach dokument, na mocy którego przekazano miasto Armii Czerwonej. Punkt 8 gwarantował oficerom wolność osobistą i nietykalność własności. Gen. Langer po podpisaniu dokumentu miał powiedzieć: "Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez 10 dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie..."

Sowieci złamali postanowienia zapisane w punkcie 8 i wielu z oficerów broniących Lwowa zostało wymordowanych w Starobielsku.

"...Już starty z map wersalski bękart, już wolny Żyd i Białorusin, już nigdy polska ręka ich do niczego nie przymusi. Nową wolność głosi Prawda, świat cały wieść obiega w lot, że jeden odtąd łączy sztandar gwiazdę, sierp hackenkreuz i młot !"

29 września w Moskwie po burzliwych negocjacjach (Niemcy proponowali pozostawić kadłubowe państwo polskie bez Pomorza, Wielkopolski i Śląska, ze wschodnią granicą od Grodna po Przemyśl. Na takie rozwiązanie nie godził się Stalin, argumentując, że może to stanowić w przyszłości niebezpieczeństwo dla dobrych stosunków między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim) podpisano trzy protokoły, regulujące nową granice między obydwoma państwami. Niemcy w zamian za ziemie między Wisłą, Bugiem i Sanem zgodzili się przekazać Litwę sowieckiej strefie wpływów. Obie strony zobowiązały się wspólnie walczyć z polskim podziemiem niepodległościowym oraz nie tolerować żadnej polskiej agitacji dotyczącej terytorium drugiej strony.

"...Tych dni historia nie zapomni, gdy stary ląd w zdumieniu zastygł..."

W 1992 roku Rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało w Moskwie książkę "Grif siekrietnosti snjat", w którym podaje dokładną ilość sprzętu wojennego zdobytego we wrześniu i październiku 1939 roku w Polsce. Oto bilans: 247325 karabinów, 8566 ciężkich karabinów maszynowych, 12783 szable, 740 dział różnych kalibrów, 36 czołgów, 64 samochody pancerne, 131 samolotów oraz 4579 innych pojazdów mechanicznych. Łącznie stanowi to uzbrojenie co najmniej trzech armii polowych z 1939 roku ! W oparciu o prawie 30 ośrodków zapasowych przeniesionych z centrum kraju można było zorganizować twardą obronę. Dodatkowo na wschodzie stacjonowały liczne garnizony kresowe ze znaczną ilością rezerw uzbrojenia. To na wschód wycofywały się wojska pobite przez Niemców by zreorganizować się i podjąć na nowo walkę. Podjęcie obrony na "przedmościu rumuńskim" było jak najbardziej możliwe. Stacjonowały już tam czołgi płk Maczka, brygada zmotoryzowana oraz batalion czołgów mjr Łuckiego, liczący łącznie 50 maszyn, z których ani jeden nie oddał strzału...

Lecz tego typu błędów podczas ostatniej fazy kampanii popełniono znacznie więcej. Jeden być może jest tutaj kluczowy. Gdyby siły KOP-u generałów Kleeberga i Orlika-Ruckemana wycofały się na południe, a nie podjęły zgubny marsz na zachód, to najprawdopodobniej w rejonie Kowla doszło by do wielkiej bitwy z Armią Czerwoną. Oprócz samych wojsk obu generałów znajdowały się tam znaczne siły polskie m.in. batalion kolarzy ze Śląska, dywizjon 36 moździerzy 81mm kpt. J. Cebuli, kilka baterii artylerii lekkiej oraz 18 czołgów. Zgrupowanie to odeszło na Krasnystaw zamiast podjąć próbę obrony w rejonie Łucka. W samym Łucku znajdowało się 9 tys. żołnierzy w tym tysiąc oficerów, którzy poddali się Sowietom bez walki. Bardzo prawdopodobne, że wsparte jednostkami KOP-u Kleeberga i Orlika-Ruckemana mogłoby stanowić twardy orzech do zgryzienia dla wojsk sowieckich.

Rodzi się jednak pytanie czy w obliczu całkowitej klęski na froncie zachodniej i centralnej Polski, wielka bitwa na wschodzie miałaby jakieś znaczenie. Zapewne nie. Przedłużyło by to kampanię o kilka tygodni lecz na jej wynik nie było by w stanie wpłynąć. Spalono by więcej sowieckich czołgów, zabito więcej czerwonoarmistów, lecz i polskie straty były by zdecydowanie większe. Część z tych wojsk podjęła udaną próbę przebicia na Węgry i Rumunię, gdzie po długiej odysei wzmocniły skład polskiej armii we Francji, a później Wielkiej Brytanii. Część zrzuciła mundur i zakopała broń, która mogła przydać się w późniejszej walce partyzanckiej. Myślę i nie jestem w tym odosobniony, że nie mamy prawa dziś oceniać decyzji dowódców walczących wtedy z Armią Czerwoną. Ich rozkazy nawet te najbardziej kontrowersyjne miały jakąś podstawę i zostały wydane z myślą o dobru kraju oraz armii. Mimo iż w większości były one fatalne w skutkach to okoliczności w jakich je wydano w całości zmazują winę z tych, którzy te decyzje podejmowali.

"...I święcić będą nam potomni po pierwszym września siedemnasty..."


Tekst pochodzi ze strony http://historycy.pl - inny wymiar historii



16-09-2012...et Deus vicit

12 września 1683 r. wojsko polskie odniosło ostatnie wielkie zwycięstwo w dziejach I Rzeczpospolitej. Będąc częścią armii sojuszniczej, pokonało pod Wiedniem żołnierzy Imperium Osmańskiego, łamiąc potęgę militarną Turcji, która odtąd nie była już zdolna do tak wielkiej ekspansji, jaką podjęła we wspomnianym roku. Udział ponad dwudziestotysięcznego kontyngentu polskiego w odsieczy wiedeńskiej budzi jednak kontrowersje. Czy należało iść z pomocą Habsburgom, którzy wiek później byli jednym z trzech zaborców państwa polsko-litewskiego?

Prawdopodobnie po zajęciu Wiednia kolejnym celem wojsk tureckich byłaby wyprawa na ziemie Polski. Pomimo wątpliwości oraz skutków kampanii 1683 roku, a także całego ciągu późniejszych wojen polsko-tureckich, badacze są zgodni, że pod Wiedeń należało iść. Lepiej było bić się z Turkami w sojuszu z silnymi aliantami, na obcej ziemi, kiedy na utrzymanie żołnierza łożyła obca ludność, niż samodzielnie stawiać czoła Imperium Osmańskiemu na terenie Polski. I takie stanowisko przyjął polski król, który tłumaczył: "lepiej w cudzej ziemi o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił Imperii, nie tylko samego cesarza wojować, aniżeli samym się bronić".

Jednak, biorąc pod uwagę długotrwałe korzyści polityczne, Rzeczpospolita niewiele skorzystała ze zwycięstwa. Rok po bitwie wiedeńskiej pomiędzy Polską, Austrią, papiestwem i Wenecją zawarto pakt zwany Ligą Świętą. Jego celem była walka z Półksiężycem aż do wyparcia Turcji z jej europejskiej posiadłości. Wojna trwała do roku 1699 i zakończyła się traktatem w Karłowicach. Najwięcej korzyści przyniósł on Austrii, która w 1686 roku odzyskała resztę Węgier ze stolicą, Budą, a potem zajęła też skrawki Chorwacji oraz część Siedmiogrodu. Korzyści odniosła także Moskwa, która w roku 1686 za cenę przystąpienia do Ligi Świętej wymogła na Polsce zgodę na podpisanie trwałego pokoju zwanego pokojem Grzymułtowskiego. Ratyfikował on postanowienia rozejmu w Andruszowie w 1667 roku i oddał Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu Kijów. Ogromne korzyści odniosła także Wenecja, która zdobyła między innymi Peloponez. Natomiast Rzeczpospolita, mimo wielu kosztownych kampanii i ogromnego wysiłku mobilizacyjnego, odzyskała tylko to, co utraciła w roku 1672, czyli Podole z Kamieńcem i prawobrzeżną Ukrainę.

Należy też pamiętać, że to Jan III Sobieski pierwszy zabiegał o sojusz z cesarstwem. Stało się tak na skutek niepewnej sytuacji Rzeczpospolitej, która wobec zacieśnienia stosunków między Francją a Brandenburgią w 1679 roku i wobec nieudanej próby zawarcia sojuszu z Moskwą, znalazła się w politycznym osamotnieniu. Wtedy jednak cesarz Leopold I odmówił, licząc na odsunięcie tureckiego zagrożenia drogą negocjacji. Czy zatem nie lepszym rozwiązaniem byłaby współpraca z państwem tureckim? Taką możliwość rozważano, lecz wobec wielkomocarstwowego, szowinistycznego stosunku Wysokiej Porty, która nie wykazywała chęci do porozumienia z Polską i poczynienia ustępstw na jej korzyść, a ponadto traktowało ją jako wasala i wobec opozycji szlachecko - magnackiej podsycanej przez Habsburgów i Hohenzollernów oraz wcześniej wymienionych czynników 31 marca 1683 r. Rzeczpospolita zawarła z Cesarstwem przymierze odporno - zaczepne, przewidujące, że w razie zagrożenia Wiednia lub Krakowa sojusznik jest zobowiązany przybyć na odsiecz. W razie braku zagrożenia wojska sprzymierzonych miały działać oddzielnie: cesarskie na Węgrzech, polskie na Podolu.

A co by było, gdyby Jan III Sobieski nie udał się z odsieczą pod Wiedeń? Zdaniem profesora Jana Wimmera, wydaje się możliwe, że armii odsieczowej (przy założeniu, że sprzymierzeni przyjęliby podobny plan działania jaki opracowali Sobieski i ks. Karol Lotaryński, lecz bez zamiaru odcięcia odwrotu Turkom - do tego mieliby za mało jazdy) udałoby się odeprzeć siły tureckie spod miasta i wprowadzić do niego posiłki oraz zaopatrzenie, ale nie rozbić wojska osmańskie. "Turcy mieliby też szanse wycofać się we względnym porządku, zabierając większość artylerii i choć częściowo opróżniając swe obozy. Ich armia nawet po wycofaniu się spod Wiednia stanowiłaby nadal groźną silę i nie byłoby mowy o dalszych skutecznych działaniach sprzymierzonych nad Dunajem czy w głębi Słowacji" - twierdzi Jan Wimmer w książce Gdyby... Całkiem inna historia Polski.

A gdyby wojska tureckie wygrały bitwę? "Dalszy rozwój sytuacji zależałby od stanu pobitej armii odsieczowej i strat wojsk Kara Mustafy. Nie sadzę, by wojska tureckie mogły daleko posunąć się w głąb Austrii i Czech. O pochodzie w głąb Europy nie byłoby mowy; przeciwko najeźdźcom zmobilizowałyby się znacznie większe siły, które powstrzymałyby ten pochód. Zapewne też Ludwik XIV pozostałby neutralny, nie chcąc narażać się opinii całej Europy" - wnioskuje J. Wimmer.

Mobilizację wojsk polskich latem 1683 r. przyspieszyły subsydia, jakie wpływały od cesarza i papieża. Łatwo można sobie wyobrazić dalsze opóźnienia w mobilizacji bez nich. Początkowo brakowało też zapału do kolejnej wojny z Imperium Osmańskim. Mimo działalności propagandowej kleru, zapał do walki zaczął się budzić dopiero w sierpniu, po wieściach o sukcesach korpusu jazdy pod dowództwem Hieronima Lubomirskiego (zwerbowany w Polsce na żołd cesarski za zgodą Sobieskiego) w walkach nad Dunajem. Jaki byłby bez wiadomości o wspaniałym zwycięstwie pod Wiedniem?

Celem odrębnych polskich działań miało być przede wszystkim zdobycie Kamieńca Podolskiego. Tymczasem Turcy przed rozpoczęciem wyprawy na Wiedeń zadbali o obronę zdobytego Podola, a przede wszystkim Kamieńca. "Na przykładzie działań w latach 1684 - 1688 można wnioskować, że twierdzy tej nie udałoby się Polakom zdobyć. (...) Należy zatem przypuszczać, że, jak to rzeczywiście miało miejsce, operacje wokół Kamieńca ograniczałyby się do blokady i usiłowania wygłodzenia załogi - wiemy, że w praktyce blokada taka byłaby stale przerywana przez Tatarów" - uważa prof. Wimmer.

Ponadto J. Wimmer twierdzi, że "Turcy, których potencjał militarny nie poniósłby takiego uszczerbku, jak w wyniku klęski pod Wiedniem 12 września, byliby jeszcze trudniejszym do pokonania przeciwnikiem, zarówno dla wojsk cesarskich na Węgrzech i w Serbii, jak i dla Polaków na obszarze księstw naddunajskich - Mołdawii i Wołoszczyzny."

"Prawdopodobnie dalekosiężne skutki odmowy zawarcia traktatu przymierza z cesarstwem i pójścia na odsiecz Wiedniowi byłyby podobne do rzeczywistych. Rzeczpospolita walcząca osobno nie zyskałaby nic więcej jako partner słaby i niepewny. Sądzę, że ten udział przyniósł Polakom coś więcej niż tylko ważną tradycję w ich dziejach wojskowych: międzynarodową sławę i sympatię, które procentowały w trudnych dla narodu polskiego chwilach" - dodaje prof. Jan Wimmer.



03-09-2012I Ogólnopolski Konkurs Fotograficzny: ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - HISTORIA, KTÓRA MNIE PORUSZA

STOWARZYSZENIE PASSIONART ORAZ ODDZIAŁ INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ W KRAKOWIE, ZAPRASZAJĄ DO UDZIAŁU W

I OGÓLNOPOLSKIM KONKURSIE FOTOGRAFICZNYM ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - HISTORIA, KTÓRA MNIE PORUSZA



I
IDEA PROJEKTU

Jeśli Ci powiem - zapomnisz, jeśli pokażę - zapamiętasz.


Żołnierze Wyklęci. Nazywano ich "bandytami", "zaplutymi karłami reakcji", "faszystami" i "wrogami demokracji". Ginęli w walce. Byli podstępnie zabijani, a przecież walczyli o Polskę niepodległą, wolną. Droga do tej wolności była długa, ale stała się faktem. Dziś naszą powinnością jest pamiętać o nich. Dlaczego? Za trud walki którą podjęli i lata spędzone w historycznym niebycie, winni jesteśmy przywrócenie Ich zbiorowej Pamięci. Bo byli wierni swoim ideałom, umiłowali wolność i niepodległość. Dzisiaj mogą stanowić przykład dla pokoleń, jak w czasach wolności niezłomnie i z pełną odpowiedzialnością dbać o nią, pielęgnować, kształtować, aby jej nie utracić i mądrze z niej skorzystać.

Zrób zdjęcie ukazujące Twój osobisty stosunek do wydarzeń, miejsc, przedmiotów lub osób związanych z Żołnierzami Wyklętymi. Fotografie mogą przecież także opowiadać historie. Może to być portret lub seria ujęć portretowych osób w jakiś sposób związanych z Niezłomnymi. Kadr mieszczący znalezione po Nich pamiątki, rzeczy osobiste, albo ujęcia miejsc, z którymi byli związani, przedstawiające krajobrazy, ich domy, szkoły... Coś, co Cię PORUSZA i SKŁANIA DO REFLEKSJI. W ten sposób będziesz miał swój wkład w to, co nazywamy pamięcią zbiorową. Masz na nią wpływ. Bo to historia tworzy naszą tożsamość.Zrób zdjęcie, a nie zapomnisz. My nie zapomnimy. Oni nie będą zapomniani.

II
ZAŁOŻENIA KONKURSU


Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie oraz Stowarzyszenie PASSIONART za pośrednictwem artystycznych środków wyrazu i możliwości, jakie stwarza współczesna fotografia, pragną przyjrzeć się śladom pamięci o Żołnierzach Wyklętych zarówno w ujęciu ogólnopolskim, jak i w tym widocznym jedynie z perspektywy lokalnej.

Celem konkursu fotograficznego "Żołnierze wyklęci. Historia, która mnie porusza", jest kształtowanie narodowej dumy kolejnych pokoleń oraz ich przywiązania do tradycji. Poprzez pokazanie różnych wymiarów osobistej, środowiskowej i społecznej percepcji pamiątek, miejsc i wydarzeń związanych z bohaterami powojennego podziemia niepodległościowego.

Honorowy patronat nad konkursem objęli Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Małopolski Kurator Oświaty, Fundacja Armii Krajowej im. Franciszka Miszczaka w Londynie

III
NAGRODY

Grand Prix
Fundacji Armii Krajowej im. Franciszka Miszczaka w Londynie
Nagroda pieniężna i rzeczowa

Nagroda Specjalna
Stowarzyszenia PASSIONART

Nagrody pieniężne i rzeczowe (wysokiej klasy sprzęt fotograficzny),
za zajęcie I, II i III miejsca w dwóch kategoriach:
- Uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów, do 16 lat
- Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i studenci, od 17 do 24 lat
- Osoby zainteresowane, powyżej 24 lat

NAJLEPSZE PRACE ZOSTANĄ ZAPREZENTOWANE W RAMACH WYSTAWY PLENEROWEJ W CENTRUM KRAKOWA

WRĘCZENIE NAGRÓD NASTĄPI PODCZAS KONCERTU FINAŁOWEGO W RAMACH II KRAKOWSKICH OBCHODÓW NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH, 28 LUTEGO 2013 r. o godz. 19.00 w Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie

IV
ZAKRES TEMATYCZNY KONKURSU

- Wybrany krajobraz na szlakach walk Żołnierzy Wyklętych (także nieznane dotąd miejsca)
- Fotografie postaci, pamiątek, symboli, tablic, pomników itp.
- Współczesne odwołania do tematyki Żołnierzy Wyklętych, uchwycone podczas różnych wydarzeń i uroczystości (koncerty, marsze, rocznice, konfercencje, rekonstrukcje historyczne)

ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY DYREKTORÓW, WYCHOWAWCÓW I NAUCZYCIELI SZKÓŁ PODSTAWOWYCH, GIMNAZJÓW I SZKÓŁ PONADGIMNAZJALNYCH

V
TERMIN NADSYŁANIA PRAC:

30 listopada 2012 r.

ZDJĘCIA NALEŻY DOSTARCZYĆ LUB PRZESŁAĆ NA ADRES:
Instytut Pamięci Narodowej
ul. Reformacka 3, 31-012 Kraków
z dopiskiem KONKURS FOTOGRAFICZNY

VI
SZCZEGÓŁOWE INFORMACJE ORAZ REGULAMIN KONKURSU

www.ipn.gov.pl
www.kuratorium.krakow.pl
www.passionart.org.pl

Elżbieta Jakimek-Zapart
tel. +48 12 289 20 71, elzbieta.jakimek@ipn.gov.pl

Dorota Korohoda
tel. +48 12 421 19 91, dorota.korohoda@ipn.gov.pl

Aneta Kwiatkowska
tel. +48 501 931 223, info@passionart.org.pl

VII
SPONSOR KONKURSU

LEIER Polska S.A.
Zakłady Ceramiki Budowlanej w Woli Rzędzińskiej

VIII
PATRONI MEDIALNI KONKURSU

Dziennik Polski
Telewizja Kraków
Radio Kraków
Uważam, Rze



27-08-2012402 lata temu królewicz Polski wybrany rosyjskim carem

4 lipca 1610 roku pod Kłuszynem dowodzona przez hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego, składająca się głównie z husarii, polska armia pokonała kilkukrotnie liczniejsze wojska moskiewsko - szwedzkie.

Bitwa była pokłosiem wydarzeń, które miały miejsce po śmierci Iwana Groźnego i jego synów. Wygaśnięcie dynastii Rurykowiczów rozpoczęło walki o tron moskiewski pomiędzy bojarami i samozwańcami. W konflikt wmieszał się także Zygmunt III Waza, licząc na wzmocnienie swojej pozycji w walce o tron Szwecji.

Cztery dni po zwycięstwie armia Żółkiewskiego wyruszyła pod Możajsk, który poddał się bez walki. Z tego miasta hetman prowadził akcję propagandową, która w znacznym stopniu przyczyniła się do obalenia 27 lipca cara Wasyla Szujskiego. Żółkiewski postanowił wykorzystać obalenie Szujskiego i skierował swoją armię pod mury Moskwy, gdzie dotarł na początku sierpnia. Pozbawiony instrukcji królewskich hetman rozpoczął rokowania na własną rękę.

27 sierpnia S. Żółkiewski podpisał pod Moskwą z bojarami układ na mocy którego koronacja Władysława Wazy odbędzie się w obrządku prawosławnym, obywatele rosyjscy zachowają swoje obyczaje i podział stanowy, oba kraje podpiszą ze sobą wieczysty sojusz, Żółkiewski pozbędzie się Dymitra Samozwańca II, a wszystkie zdobyte przez Polaków zamki graniczne zostaną pod panowaniem carów. Następnego dnia na Dziewiczym Polu pod Moskwą tłumy mieszkańców złożyły przysięgę na wierność Władysławowi.

Postanowienia układu nie w pełni satysfakcjonowały Zygmunta III, który nie zamierzał respektować niektórych z nich - przede wszystkim chodziło o koronację Władysława według obrządku prawosławnego. Król nie zgadzał się także na to, aby Rzeczpospolita oddała Moskwie te miasta, które zajęła w trakcie wojny i ten traktat odrzucił. Mało prawdopodobne jest, aby sam pragnął zostać carem. Na pewno nie chciał zgodzić się na wydanie swojego najstarszego syna na warunkach moskiewskich, bojąc się, aby nie podzielił on losu Dymitra I Samozwańca. Co prawda król zgodził się na objęcie tronu przez Władysława, ale po pewnym czasie rządów ojca. Z jednej strony było to niezgodne z układem hetmańskim zawartym 27 sierpnia, a z drugiej nie do wyobrażenia było, aby car chodził do kościoła katolickiego, a jego poddani do cerkwi.

W nocy 20/21 września 1610 roku oddziały Żółkiewskiego weszły do Moskwy (nie mylić ze zdobyciem!) w której zajęły Kreml oraz dwie dzielnice: Kitajgorod i Biełgorad. Hetman Żółkiewski 8 października wkroczył osobiście na Kreml, gdzie oczekiwała go duma bojarska.

Jednak kiedy do Moskwy dotarła wiadomość, że król nie akceptuje układów Żółkiewskiego z bojarami i sam chce zostać carem, wrogie nastroje wobec Polaków przybrały na sile. Odrzucenie układów hetmańskich przez polskiego króla doprowadziło do wybuchu powstania narodowo-wyzwoleńczego. W marcu 1611 r. polska załoga Kremla została oblężona przez zbuntowanych Rosjan. Oblężenie trwało do listopada 1612 roku i zakończyło się upadkiem polskiego garnizonu.

Kłuszyn i Moskwa okazały się pyrrusowym zwycięstwem. Państwu polsko-litewskiemu pozostały wielomilionowe należności do spłacenia czterem konfederacjom wojskowym. Zamiast królewicza Władysława na moskiewskim tronie zasiadła dynastia Romanowów, która za niespełna dwieście lat wymazała Rzeczpospolitą Obojga Narodów z mapy Europy. Ostatecznie wojna skończyła się w 1619 r. rozejmem w Dywilinie, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała ziemie smoleńską, siewierską i czernihowską. Kwestię praw Władysława do tronu carskiego pominięto milczeniem, który jednak do końca życia używał w swojej tytulaturze sformowanie "wybrany wielkim księciem moskiewskim".

I na koniec jeszcze ciekawostka. W powyższym tekście wielokrotnie przewija się słowo car. Pamiętać jednak należy, iż dyplomacja I Rzeczypospolitej nie uznawała rosyjskich tytułów monarszych (cara i imperatora) aż do 1764 roku, tytułując władców Rosji wielkimi książętami moskiewskimi.



17-08-2012Rondo im. Ofiar Wołynia - złożyliśmy społeczny projekt uchwały

Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." i Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu przedstawiły w Urzędzie Miasta społeczny projekt uchwały w sprawie nadania nazwy "Rondo imienia Ofiar Wołynia" skrzyżowaniu ulic Bilana, Lwowskiej i Zana.

Uchwała ma na celu upamiętnienie ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej.

Stowarzyszenia przedłożyły projekt uchwały wraz z uzasadnieniem oraz 43 wykazami ok. 500 mieszkańców Przemyśla popierających projekt.

Uzasadnienie:

Nadanie imienia będzie hołdem, upamiętnieniem ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej.

W przededniu 70 rocznicy rzezi wołyńskiej pamiętajmy, że "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary".

Niedziela 11 lipca 1943 "Krwawa Niedziela" - data symbolizująca ludobójstwo Polaków na Wołyniu - za rok 70 rocznica.

W lipcu i sierpniu 1943 r. miały miejsce masowe zbrodnie w zachodnich powiatach. Oddziały OUN-UPA zaatakowały Polaków w powiatach horochowskim, włodzimierskim, a także w mniejszej skali na terenie pozostałych powiatów. 11 lipca dramatycznego roku OUN-UPA zaatakowało jednocześnie około 100 osad zamieszkałych przez Polaków. Po otoczeniu wsi doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Nie uszanowano miejsc świętych - atakowano wiernych i księży w kościołach, niszczono świadectwa kultury polskiej. Celem była eksterminacja Polaków i wymazanie ich obecności na tych ziemiach. Rzezie wołyńskie dotknęły także Małopolski Wschodniej (województwa: lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie) - masowe napady miały miejsce w 1944 roku. To już rok, kiedy wioski na Wołyniu były pozbawione Polaków, a reszta była ekspatriowana. Mordy w Małopolscy Wschodniej trwały do zakończenia ekspatriacji w 1946 r.

Ocenia się, że na Wołyniu zamordowano ok. 60 tys. Polaków, a w Małopolsce Wschodniej ok. 70 tys. Polaków. Liczba potwierdzonych ofiar i szacunków na podstawie wydarzeń wynosi razem ok. 130 tys. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom i innym narodowościom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi. Ofiarami czystek narodowościowych byli także Czesi, Żydzi i Ormianie.

Apelujemy o upamiętnienie ofiar Wołynia
Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.",
Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu
i mieszkańcy Przemyśla popierający projekt uchwały



Posłuchaj audycji Radia Rzeszów nt. ronda im. Ofiar Wołynia





01-08-201268. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

1 VIII 1944 roku o godzinie 17.00, godzinie W wybuchło Powstanie Warszawskie. Największa i najważniejsza bitwa Wojska Polskiego w czasie II wojny światowej. Bitwa nie tylko o stolicę kraju, ale przede wszystkim bitwa o Polskę. Polskę wolną, suwerenną wierną ideałom narodowym i wartościom, które tak wspaniale wpajane były polskiej młodzieży w czasach II RP. Walka mająca szansę powodzenia, która zniwelowana została przez postawę sowietów i samego Stalina. O ile być może sami Powstańcy w Warszawie nie daliby rady samodzielnie wyzwolić miasta, o tyle idące na pomoc dziesiątki tysięcy w miarę dobrze uzbrojonych żołnierzy AK byłyby gwoździem do trumny dla Niemców, którzy uwikłani w walki frontowe nie byliby w stanie istotnie wzmocnić swojego garnizonu. Niestety polskie oddziały były rozbrajane przez Armię Czerwoną, a żołnierze często aresztowani bądź mordowani.

Takiej postawy sowietów należało się jednak spodziewać wiedząc już o faktach rozbrajania i aresztowania żołnierzy i oficerów AK na Kresach. Po raz kolejny w tej wojnie zostaliśmy zdradzeni także przez naszych "sojuszników" Wielką Brytanię i USA, którzy nie udzielili w porę pomocy Powstaniu.

63 dni heroicznej walki na trwale zapisały się w naszej historii. Powstanie zostało przegrane, Warszawa poniosła niewyobrażalne straty ludzkie i materialne, a Niemcy i Sowieci pokazali swoje prawdziwe oblicze.

Jednak należy powiedzieć jasno i dosadnie. Te 63 dni to walka bohaterów o Polskę. Walka bohaterskich cywilów i żołnierzy AK,NSZ i wielu innych organizacji o Wolną Polskę!!!

Cześć i Chwała Bohaterom !!!

Zdjęcia: Norbert Ziętal




29-07-2012Piknik Historyczny "W hołdzie walczącym o wolność"
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




26-07-2012Akcja społeczna: Przywracamy lekcje historii do szkół

Trwa wielka akcja społeczna: Przywracamy lekcje historii do szkół. Walczymy o to, aby polska młodzież mogła uczyć się historii swojej Ojczyzny przez cały okres kształcenia w szkole ponadgimnazjalnej. Nie zgadzamy się na szkodliwą reformę oświaty proponowaną przez MEN, która może skutkować utratą przez polską młodzież poczucia tożsamości narodowej.

Czas na zebranie podpisów biegnie nieubłaganie. Aby projekt trafił pod obrady Sejmu, musimy zebrać 100 000 podpisów. Jest to ogromne wyzwanie; bez pomocy ludzi dobrej woli nam się nie uda. Dlatego zwracamy się do wszystkich, którym leży na sercu edukacja polskiej młodzieży z prośbą o pomoc w zbiórce podpisów pod Obywatelskim Projektem Ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty.

Liczy się każda wypełniona lista. Prosimy o odsyłanie wypełnionych list na adres:

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty
ul. Damrota 4/37
45-064 Opole

Wszelkie informacje o akcji znajdą Państwo na stronie internetowej: www.przywracamyhistorie.pl.


Pobierz:

- Lista poparcia.



24-07-201211 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian
Napaść Niemiec na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. była okazją dla OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) do proklamowania państwa ukraińskiego we Lwowie. Niemieckie władze unieważniły proklamację, ale działania OUN wobec innych narodowości, szczególnie wobec Polaków, były tolerowane przez Niemców. W takiej sytuacji OUN intensywnie krzewiła w społeczeństwie ukraińskim nienawiść wobec sąsiadów Polaków zachęcając do konieczności zniszczenia Lachów. Krzewienie nienawiści przerodziło się w zbrodnicze czyny siłami Ukraińskiej Powstańczej Armii utworzonej na początku 1943 r.

Pojedyncze mordy miały już miejsce w 1942 roku. Mordy masowe rozpoczęły się z początkiem 1943 roku. 9 lutego wymordowano do cna kolonię Parośla w powiecie sarneńskim - zginęło ponad 150 osób. Początkowo ofiarami rzezi objęte były powiaty wschodnie województwa wołyńskiego. Fala zbrodni przesuwała się w kierunku zachodnich powiatów województwa.

W lipcu i sierpniu 1943r. miały miejsce masowe zbrodnie w zachodnich powiatach. Oddziały OUN-UPA zaatakowały Polaków w powiatach horochowskim, włodzimierskim, a także w mniejszej skali na terenie pozostałych powiatów. 11 lipca dramatycznego roku OUN-UPA zaatakowało jednocześnie około 100 osad zamieszkałych przez Polaków. Po otoczeniu wsi doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Nie uszanowano miejsc świętych - atakowano wiernych i księży w kościołach, niszczono świadectwa kultury polskiej. Celem była eksterminacja Polaków i wymazanie ich obecności na tych ziemiach. Rzezie wołyńskie dotknęły także Małopolski Wschodniej (województwa: lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie) - masowe napady miały miejsce w 1944 roku. To już rok, kiedy wioski na Wołyniu były pozbawione Polaków, a reszta była ekspatriowana. Mordy w Małopolscy Wschodniej trwały do zakończenia ekspatriacji w 1946 r.

Historycy nadal nie są zgodni, co do liczby zamordowanych Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ocenia się, że na Wołyniu zamordowano ok. 60 tys. Polaków, a w Małopolsce Wschodniej ok. 70 tys. Polaków. Liczba potwierdzonych ofiar i szacunków na podstawie wydarzeń wynosi razem ok. 130 tys. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi. Ofiarami czystek narodowościowych byli także Czesi, Żydzi i Ormianie.

Wobec głuchej ciszy w naszym parlamencie i wśród elit rządzących odnośnie istotnych dla naszej narodowej historii rocznic tragicznych wydarzeń na Kresach Wschodnich, zrodziła się obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Musimy skorzystać z przysługującego nam prawa i wziąć sprawy w swoje ręce. Zamierzeniem jest powołanie: Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej w sprawie ustanowienia dnia "11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian".

Poniżej dokumenty związane z inicjatywą zebrania podpisów pod obywatelską akcją dotyczącą 11 lipca. Prosimy o rozpropagowanie i zbieranie podpisów:

- inicjatywa obywatelska,

- wykaz lista,

- oświadczenie do pełnomocnictwa,

- oświadczenie do komitetu.



01-06-2012Szósty rok działalności rozpoczęty
Szósty rok działalności rozpoczęty! Wspomnienia wspaniałe, ale to co mamy zamiar Wam nasi przyjaciele pokazać mamy nadzieję, że zaprze Wam dech w piersiach, ale po kolei.

W części oficjalnej, która odbyła się w Centrum Kulturalnym w Przemyślu, mieliśmy zaszczyt gościć wielu wspaniałych ludzi, bez których niewiele moglibyśmy zdziałać.

Drodzy przyjaciele, bo tak należy się do Was zwracać, jesteśmy wdzięczni za tyle wspaniałych słów, które padły na scenie w CK, nie mogliśmy ukryć wzruszenia. Dziękujemy za wsparcie i za dalszą chęć współpracy. To wielki zaszczyt dla nas, bo to również dzięki Wam możemy pokazywać historię nie poprzez suche książkowe fakty, lecz ukazanie jej na żywo w sposób interesujący dla mieszkańców nie tylko Przemyśla, ale również całej Polski.

Kolejną częścią naszych urodzin był Piknik historyczno-naukowy "Dotknij Historii", który odbył się przy ul. Sanockiej w Przemyślu. Widzowie mogli zobaczyć na żywo wiele scen z okresu Wielkiej Wojny, Drugiej Wojny Światowej, jak również wyposażenie współczesnego pola walki. Można było obejrzeć siedem dioram historycznych.

Pierwsza diorama zaprezentowała codzienne okopowe życie żołnierzy CK Armii z 1914 r. Stworzony szpital polowy wzorowany był na zdjęciach właśnie z tamtego okresu, a operacja chirurgiczna prowadzona była na oczach widzów!

Następnie można było podziwiać wspaniałe mundury i wyposażenie Wojska Polskiego w czasie Kampanii Polskiej w 1939 r. Wzorowo wykonany okop strzelecki i zamaskowane stanowisko karabinu maszynowego przysporzyłoby wrogowi nacierającemu od czoła nie lada trudności i bólu głowy.

Kolejne stanowisko to niemieckie gniazdo MG 34, odtworzone ze zdjęć również z 1939 r. Tak okopany karabin maszynowy był bronią o potężnej sile ognia, wspierał on pluton niemiecki w każdym ataku piechoty, jak również w obronie.

Następnie można było obejrzeć armatkę ppanc. 45 mm, która znajdowała się na wyposażeniu 1. Armii Wojska Polskiego. Sześcioosobowa obsługa armaty wspaniale ukazywała nam działoczyny zwieńczone celnym strzałem w pojazd opancerzony przeciwnika.

Te cztery sekcje działają prężnie w przemyskim stowarzyszeniu i biorą udział w rekonstrukcjach nie tylko w Polsce, ale również poza granicami naszego kraju!

Kolejne stanowisko niemieckie przygotowali nasi przyjaciele z 545. Sperr-Division, posiadali Oni na wyposażeniu między innymi skrzynię z "Pancernymi Pięściami", przez co można było rozpoznać, że ukazali nam rok 1944. Dziękujemy Wam za wspaniałą złotą puszkę po masce, wypełnioną "tajną amunicją".

Z kolei sprzęt i umundurowanie 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Andersa przygotował Bogdan Maczuga, wraz z odtworzonymi z najdrobniejszymi szczegółami pojazdami z okresu II Wojny Światowej.

Współczesne uzbrojenie i wyposażenie przedstawiła nam Jednostka Strzelecka 2030 z Przemyśla, dowodzona przez Krzysztofa Kowalskiego. Każdy z uczestników pikniku mógł spróbować sił w strzelaniu z broni ASG udostępnionej przez Strzelców.

Na deser pokaz jazdy kawalerii Księstwa Warszawskiego. Skoki przez przeszkody, celne cięcia szablami zaprezentował nam 8 Pułku Ułanów ks. Józefa Poniatowskiego Sekcja "Radawa" pod dowództwem Aleksandra Pieniążka.

Dioramy historyczne cieszyły się dużym zainteresowaniem, co sprawiało nam wiele radości. Każdy z widzów chciał mieć zdjęcie z rekonstruktorem, każdy chciał dotknąć replik broni, czy elementów wyposażenia. Właśnie to motywuje nas do pracy, dziękujemy Wam także za miłe słowa. Wspaniałe jest uczucie, kiedy starszy pan wspierający się na drewnianej lasce podchodzi do nas i opowiada wnuczkowi "...ja też miałem taki mundur...", że walczył z Niemcami w czasie II wojny światowej. To utwierdza nas w przekonaniu, że przyszłość należy do rekonstruktorów, bo jest to dobra lekcja historii.

Gwiazdą wieczoru był punk-rockowy zespół, znany zarówno starszemu, jak i młodszemu pokoleniu. Myślę tu oczywiście o "DE PRESS", który rozgrzał publikę do czerwoności wykonując utwory ze swojej ostatniej płyty "Myśmy Rebelianci". Ostre brzmienie w połączeniu ze wspaniałymi tekstami nie pozwalało na to by stać w miejscu. Wśród młodzieży wirującej w „dzikim pogo” znaleźć można było osoby nieco ekhm... starsze, co sprawiło również miłą niespodziankę. Śmiało mogę stwierdzić, że w Przemyślu "Punk's Not Dead". Koledzy z De Press wykonali również utwory wchodzące w skład starszych płyt, a znane wszystkim "Bo jo Cie Kochom" śpiewał chyba każdy z uczestników koncertu.

A teraz nieco o przyszłości. Na scenie CK, podczas uroczystości wręczania nagród, z ust Mirosława Majkowskiego padły dwa zdania odnośnie dwóch najbliższych lat. W roku 2013 odbędzie się rekonstrukcja pt. "Wołyń 1943". Będzie to wzruszające widowisko historyczne, ukazujące nam historię kresów celowo pomijaną, niechcianą, a jakże potrzebną dla upamiętnienia setek tysięcy zamordowanych bestialsko Polaków. Zdajemy sobie sprawę, że trzeba mieć odwagę, by wesprzeć nas w tym przedsięwzięciu, ale wiemy również, że na Podkarpaciu nie brakuje ludzi odważnych, którzy cenią historię bez upiększania i deformowania. Chcemy poprzez prawdę historyczną budować uczciwą przyjaźń i pojednanie, dlatego właśnie zrodził się ten pomysł, by przetrzeć szlak w tym kierunku - uczciwa przyjaźń poprzez prawdę.

Natomiast rok 2014 to jak się zapewne domyślacie "Wielka Wojna",przypadnie wtedy setna rocznica jej wybuchu. W tym zawirowaniu historii odrodziła się niepodległa Polska, często po przeciwnych stronach zasieków spotykali się nasi rodacy, Polacy by walczyć ze sobą za cesarzy i za cara. Chcemy zrobić widowisko nietuzinkowe, które pomoże wynieść na nowo do rangi międzynarodowej trzecią w Europie co do wielkości Twierdzę Przemyśl. Mamy wielki skarb na którym śpimy, trzeba go wykorzystać, aby imię naszego Przemyśla zaistniało na ustach całej Europy.


S. Kłos



19-05-2012Jubileusz pięciolecia
Miło nam poinformować, że Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." w bieżącym roku obchodzi jubileusz pięciolecia istnienia.

Z tej okazji 26 maja od godziny 13:00 zapraszamy na parking przy stacji dolnej kolei krzesełkowej (ul. Sanocka), gdzie odbędzie się prezentacja pojazdów historycznych, uzbrojenia i umundurowania walczących stron z okresu I i II wojny światowej w formie dioram historycznych, pokazów kawaleryjskich, zabaw, konkursów, a także koncerty zespołów muzycznych. W tym dniu na scenie wystąpią: zespoły wojskowe (od godziny 15:30 do godz. 17:00), Pigs Like Pigeons (17:20 - 18:00), 3B (18:20 - 19:00), Arlon (19:20 - 20:00). Na zakończenie, ok. godz. 20:30, zagra De Press.
Również tam odbędzie się impreza towarzysząca, czyli Biesiada z Radiem Wawa.

Natomiast o godzinie 15:00 w sali widowiskowej Centrum Kulturalnym w Przemyślu odbędzie się cześć oficjalna, na której zostanie podsumowana dotychczasowa działalność stowarzyszenia.

Piknik historyczno-edukacyjny "Dotknij Historii" został objęty honorowym patorantem przez marszałka województwa podkarpackiego Mirosława Karapytę.

Głównym celem Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." jest promowanie wśród społeczeństwa historii współczesnej ze szczególnym uwzględnieniem ziemi przemyskiej oraz wspieranie inicjatyw służących propagowaniu wiedzy historycznej w duchu prawdy, pamięci i pojednania.

Jesteśmy znani z wielu ciekawych i zrobionych z rozmachem rekonstrukcji, m.in. pierwszej w Polsce inscenizacji militarnej, podczas której forsowano rzekę (2006 r. - atak Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941), największego przedsięwzięcia rekonstrukcyjnego w południowo-wschodniej Polsce, a zarazem jednego z największych w Polsce - "Operacji Barbarossa - bitwa o Przemyśl" (2007 r.), czy rekonstrukcji historycznej o nazwie "Przemyśl - wrzesień 1939" z 2008 r., którą obejrzało aż 15 tysięcy widzów i w czasie której po raz pierwszy w dziejach rekonstrukcji w Polsce wystąpiło aż 100 cywilów. 31 maja 2009 w Przemyślu wspólnie z Centrum Kulturalnym w Przemyślu przeprowadziliśmy niesamowitą inscenizację historyczną "A mury runą...", przedstawiającą wydarzenia w Polsce od 1946 do 1989 r., czyli od instalacji aż do upadku komunizmu w naszej Ojczyźnie. W trakcie niej wystąpiło kilkuset statystów i co ciekawe, akcja rozgrywała się w kilku miejscach Starego Miasta w Przemyślu. W lutym 2010 ponownie z Centrum Kulturalnym w Przemyślu zorganizowaliśmy wielkie widowisko historyczno-teatralne "Na nieludzką ziemię...", które było częścią obchodów 70. rocznicy deportacji obywateli Polski w głąb ZSRR. W inscenizacji wystąpiło około pół tysiąca statystów i aktorów, ponadto w widowisku wziął udział autentyczny pociąg z wagonami z lat 30-tych, sprowadzony specjalnie ze Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




07-05-2012Spotkanie z Robertem Winnickim
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




02-05-2012Na straży konstytucji i wolności
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania



10-03-2012Nie pozwólmy zapomnieć o Polakach zamordowanych na Wołyniu
Inicjatywa uchwałodawcza przemyślan w sprawie nadania skrzyżowaniu ulic Bilana, Lwowskiej i Zana (rondo) nazwy "Rondo imienia Ofiar Wołynia".

Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." i Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu są inicjatorami uchwały upamiętniającej ofiary ludobójstwa na Kresach Wschodnich dokonanych przez OUN - UPA na Polakach, Czechach, Żydach, Ormianach i Ukraińcach w czasie II wojny światowej.

Apelujemy o upamiętnienie ofiar Wołynia
Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." i Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu


Przeczytaj więcej w artykule opublikowanym w Przemyskiej Gazecie Społecznej MISIEK - link do artykułu.

Wykaz osób popierających inicjatywę do pobrania TUTAJ.



28-02-2012Dzień "Żołnierzy Wyklętych" w Przemyślu
1 marca po raz drugi będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". W tym dniu zapraszamy o godzinie 18:00 na plac Orląt Przemyskich, gdzie odbędzie się uroczystość ku czci działaczy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, którzy w latach 40., 50. i na początku lat 60. XX w. walczyli o niepodległość i suwerenność państwa polskiego. Obchody wpisują się w akcję edukacyjną Instytutu Pamięci Narodowej i TVP Historia pt. "Przywróćmy Ich Pamięci". Przemyska uroczystość organizowana jest wspólnie z rzeszowskim oddziałem IPN-u, który przygotował na ten dzień ulotki o historii Żołnierzy Wyklętych.

Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" ma na celu uczczenie pamięci o tych, którzy do końca wierni ideałom i Rzeczpospolitej nie poddali się czerwonej zarazie. Do końca wierni nie złożyli broni, gdyż dano im tylko jeden wybór - zginąć... w walce lub w katowni UB.

Wokół polskiego podziemia działającego po tzw. wyzwoleniu narosło wiele mitów. Komunistyczna propaganda nazywała członków podziemia niepodległościowego faszystami, zdrajcami, reakcjonistami, sprzedawczykami. Komunistyczni historycy taki właśnie obraz tych ludzi utrwalili w świadomości społeczeństwa. Po obaleniu komunizmu pamięć o powojennym podziemiu niepodległościowym zaczęła powoli powracać.

W 1945 r. w granicach ówczesnej Polski działało około 350 oddziałów podziemia niepodległościowego. W ich szeregach walczyło od 13 000 do 17 000 żołnierzy, z czego połowa w oddziałach AK przekształconych potem w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj, a następnie Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość". Drugą pod względem liczebnym siłą była, wywodząca się z Narodowa Organizacja Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, skupiające 2700 - 3600 żołnierzy. W obu formacjach służyło ponad 70 proc. wszystkich żołnierzy. Resztę stanowiły oddziały działające na własną rękę. Terenowe siatki organizacyjne, będące zapleczem dla oddziałów liczyły 150 000 - 170 000 ludzi.

W wyniku akcji rozładowywania lasów na rozkaz DSZ na Kraj oraz tzw. amnestii liczebność oddziałów spadła. Zapełniły się za to więzienia i katownie UB. W latach 1947-1948 w lasach było jeszcze około 2 000 ludzi, a struktury kierownicze zostały rozbite przez aresztowania. Po 1950 roku operowało jeszcze około 40 małych oddziałów partyzanckich skupiających około 400 partyzantów. W 1953 r. funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa zdołali zlikwidować ostatnie oddziały leśne. Przez kolejne lata lasy dawały jednak schronienie małym 2-3 osobowym grupkom zaszczutym niczym dzikie zwierzęta.

Ostatni Wyklęty - Józef Franczak ps. Lalek poległ w walce z SB i ZOMO 21 października 1963 roku. Jego zwłoki zostały pozbawione głowy i złożone w bezimiennym grobie. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalka" uzyskały pozwolenie na pochowanie zwłok w rodzinnym grobowcu.



22-02-2012Akcja "Ratujmy Roja"
Centrum Kulturalne wraz z Przemyskim Stowarzyszeniem Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." zaprasza 7 marca o godz. 19.00 na spotkanie z twórcami filmu "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" w ramach akcji "Ratujemy Roja" połączone z pokazem kopii roboczej filmu.

Okres zdjęciowy tego filmu trwał od grudnia 2009 do września 2010 roku. 1 marca 2011 roku miała miejsce prapremiera kopii roboczej filmu. Film przeszedł pozytywnie kolaudację, jednak ze względu na zmiany personalne w zarządzie Telewizji Polskiej, współproducenta filmu, nie uzyskał funduszy na dokończenie produkcji. Reżyser Jan Zalewski doszedł do wniosku, że jedyną możliwością zebrania pieniędzy na dokończenie filmu jest zaangażowanie w to jego odbiorców. Tak narodził się pomysł przeprowadzenia ogólnopolskiej akcji pod hasłem "Ratujmy Roja". Mamy nadzieję, że w gronie ludzi, którzy zechcą pomóc w zebraniu środków na dokończenie filmu, będą także przemyślanie. Podczas spotkania będzie możliwość nabycia materiałów promocyjnych.

Przeczytaj apel reżysera filmu

Kim jest tytułowy "Rój"? Jest to starszy sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz. Młody, dwudziestoletni działacz polskiego antykomunistycznego podziemia, a oprócz tego żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i Narodowych Sił Zbrojnych, dowódca oddziału partyzanckiego. Film ukazuje nam nie tylko historię walki i akcji zbrojnych, ale też miłość, szczęście, bunt i zdradę, które towarzyszyły życiu młodych partyzantów. Losy Roja kończą się po sześciu latach działania oddziału, kiedy w 1951 roku ginie w obławie zorganizowanej przez KBW, UB i LWP. Historia Roja oraz podlegających mu żołnierzy w okresie PRL została zafałszowana i pozostaje właściwie nieznana do dnia dzisiejszego.




16-02-2012X Rajd Pieszy Szlakiem Żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki"


X Rajd Pieszy Szlakiem Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki"
Termin: 30 czerwca - 6 lipca 2012
Miejsce: Sopot, Bory Tucholskie
Koszty uczestnika: dojazd do Sopotu w pierwszym dniu Rajdu, odjazd z miejscowości Lubichowo pow. starogardzki w ostatnim dniu Rajdu

Celem edukacyjnym Rajdu jest przybliżenie uczestnikom marszu historii podziemia niepodległościowego na terenie całej Polski, ze szczególnym uwzględnieniem Pomorza Gdańskiego. W toku Rajdu uczestnicy zapoznają się z dziejami podziemia antykomunistycznego, jego bohaterów oraz teren na którym operowały szwadrony jednego z najwybitniejszych oficerów partyzantki - mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" a także poznają metody zwalczania podziemia przez aparat represji.

Przedsięwzięcie skierowane jest przede wszystkim do młodzieży szkolnej, ale wzorem poprzednich Rajdów, liczymy także na udział osób publicznych. Tradycyjnie już liczymy na udział kombatantów, których obecność wzbogaci proces edukacyjny.

Pełna dokumentacja oraz wstępny harmonogram Rajdu znajduje się na stronie internetowej Stowarzyszenia www.lupaszko.pl. W okresie późniejszym umieszczane będą wszystkie ważniejsze informacje związane z organizacją Rajdu.

Rajd ma charakter pieszy. Patrole poruszają się po wskazanych trasach, wykonując otrzymane zadania i starając się unikać spotkania ze specjalnymi grupami operacyjnymi UB/MO (w tej roli m.in. członkowie Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznych, dysponujący historycznym umundurowaniem i uzbrojeniem). Organizatorzy zapewniają wyżywienie (na trasach w formie suchego prowiantu) i noclegi na bazach - startowej i końcowej. W czasie marszu uczestnicy samodzielnie organizują nocleg (mile widziane namioty).

Prosimy o zgłaszanie się zorganizowanych grup pod przewodnictwem osoby dorosłej.

Uczestnicy Rajdu otrzymają od organizatorów okolicznościowe upominki (m.in. koszulki rajdowe czy wojskowe plecaki). Dla najlepszych patroli przewidywane są cenne nagrody.



14-02-2012Kocham Polskę
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania


Kocham Polskę - to społeczna akcja reklamowa organizowana przez osoby działające non-profit, zainicjowana przez Młodzież Wszechpolską i propagowana przez młodych narodowców i patriotów. Celem tego przedsięwzięcia jest promocja nowoczesnego patriotyzmu i ukazanie miłości do Ojczyzny w nietypowych, zaskakujących formach.

Grupą docelową są młode osoby, które dotychczas informacje na temat patriotyzmu uzyskiwały wyłącznie w szkole, przy okazji lekcji języka polskiego lub historii. Zazwyczaj młodzi ludzie, postrzegają patriotyzm przez pryzmat powstań, dramatycznych historii bohaterów lektur. Są to piękne wzorce, lecz w wielu przypadkach odległe i przedstawiane w sposób, który nie przemawia do młodego pokolenia.

Patriotyzm w Polsce jest bardzo mocno naznaczony martyrologią, zanurzony w cierpieniach, jakich nasz naród doświadczał przez ostatnie 300 lat. Brakuje w nim radości, entuzjazmu i pozytywnego przekazu. Brakuje kultu polskich zwycięstw. Patriotyzm to nie tylko pamięć o poległych i o doznanych krzywdach - choć jest to oczywiście bardzo istotne. Patriotyzm narodu, który chce dokonywać wielkich rzeczy, który odważnie i bez kompleksów chce rozwijać się we współczesnym świecie, musi w pierwszym rzędzie opierać się o promocję pozytywnych postaw, posiadać w sobie olbrzymi ładunek narodowej dumy, radości i optymizmu.

Musi również posiadać umiejętność zagospodarowania i twórczego przekształcania dzisiejszych trendów kulturowych. Nie można płynąć z prądem wszechobecnej popkulturowej papki, która prowadzi do utraty tożsamości i wyjałowienia kultury narodu, z drugiej strony - nie można funkcjonować w oderwaniu od tego, czym żyje dziś społeczeństwo, jakie trendy w nim dominują. Kampania Kocham Polskę to próba "oswajania tygrysa" współczesnej kultury na rzecz promocji patriotycznych, narodowych postaw i wartości.

Kampania Społeczna Kocham Polskę prowadzona jest 3 razy w ciągu roku:

- W Dzień Świętego Walentego. 14 lutego promowana jest miłość do ojczyzny przez nawiązanie do wszechobecnych serduszek. Jest to próbą zwrócenia uwagi na miłość do ojczyzny w kontekście tego, niewątpliwie bardzo skomercjalizowanego święta.

- 3 maja i 11 listopada najważniejsza jest promocja świąt narodowych wśród młodzieży i przez młodzież (formy i metody realizacji zamierzenia są różnorodne, gdyż są to już wydarzenia lokalne organizowane przez młodzież w całej Polsce), prowadzona jest też ogólnopolska akcja "Polska flaga w polskim domu".



Strona główna kampanii




09-02-2012Zapal znicz wywiezionym
Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania baneru. Niewidoczny tekst w celu wyśrodkowania




02-01-2012Życzenia noworoczne


W Nowym Roku 2012 pragnę życzyć wszystkim członkom, sympatykom i osobom wspierającym PSRH zdrowia i wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i zawodowym.

Życzę Wam przede wszystkim spokoju i rozwagi w podejmowaniu wszelkich decyzji oraz wytrwałości w naszej pracy - pracy u podstaw, którą na miarę naszych skromnych możliwości staramy się dobrze wykonywać przez realizację naszych zadań statutowych.

Dziś w dobie niedostatecznego nauczania naszej historii, milczenia w imię poprawności politycznej to na nas Ojczyzna nakłada obowiązek niesienia prawdy, edukacji i przywracania pamięci o tych, którzy za Nią i za Nas oddali swoje życie.


Mirosław Majkowski
Prezes PSRH "X D.O.K."




<<< powrót