...et Deus vicit


12 września 1683 r. wojsko polskie odniosło ostatnie wielkie zwycięstwo w dziejach I Rzeczpospolitej. Będąc częścią armii sojuszniczej, pokonało pod Wiedniem żołnierzy Imperium Osmańskiego, łamiąc potęgę militarną Turcji, która odtąd nie była już zdolna do tak wielkiej ekspansji, jaką podjęła we wspomnianym roku. Udział ponad dwudziestotysięcznego kontyngentu polskiego w odsieczy wiedeńskiej budzi jednak kontrowersje. Czy należało iść z pomocą Habsburgom, którzy wiek później byli jednym z trzech zaborców państwa polsko-litewskiego?

Prawdopodobnie po zajęciu Wiednia kolejnym celem wojsk tureckich byłaby wyprawa na ziemie Polski. Pomimo wątpliwości oraz skutków kampanii 1683 roku, a także całego ciągu późniejszych wojen polsko-tureckich, badacze są zgodni, że pod Wiedeń należało iść. Lepiej było bić się z Turkami w sojuszu z silnymi aliantami, na obcej ziemi, kiedy na utrzymanie żołnierza łożyła obca ludność, niż samodzielnie stawiać czoła Imperium Osmańskiemu na terenie Polski. I takie stanowisko przyjął polski król, który tłumaczył: "lepiej w cudzej ziemi o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił Imperii, nie tylko samego cesarza wojować, aniżeli samym się bronić".

Jednak, biorąc pod uwagę długotrwałe korzyści polityczne, Rzeczpospolita niewiele skorzystała ze zwycięstwa. Rok po bitwie wiedeńskiej pomiędzy Polską, Austrią, papiestwem i Wenecją zawarto pakt zwany Ligą Świętą. Jego celem była walka z Półksiężycem aż do wyparcia Turcji z jej europejskiej posiadłości. Wojna trwała do roku 1699 i zakończyła się traktatem w Karłowicach. Najwięcej korzyści przyniósł on Austrii, która w 1686 roku odzyskała resztę Węgier ze stolicą, Budą, a potem zajęła też skrawki Chorwacji oraz część Siedmiogrodu. Korzyści odniosła także Moskwa, która w roku 1686 za cenę przystąpienia do Ligi Świętej wymogła na Polsce zgodę na podpisanie trwałego pokoju zwanego pokojem Grzymułtowskiego. Ratyfikował on postanowienia rozejmu w Andruszowie w 1667 roku i oddał Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu Kijów. Ogromne korzyści odniosła także Wenecja, która zdobyła między innymi Peloponez. Natomiast Rzeczpospolita, mimo wielu kosztownych kampanii i ogromnego wysiłku mobilizacyjnego, odzyskała tylko to, co utraciła w roku 1672, czyli Podole z Kamieńcem i prawobrzeżną Ukrainę.

Należy też pamiętać, że to Jan III Sobieski pierwszy zabiegał o sojusz z cesarstwem. Stało się tak na skutek niepewnej sytuacji Rzeczpospolitej, która wobec zacieśnienia stosunków między Francją a Brandenburgią w 1679 roku i wobec nieudanej próby zawarcia sojuszu z Moskwą, znalazła się w politycznym osamotnieniu. Wtedy jednak cesarz Leopold I odmówił, licząc na odsunięcie tureckiego zagrożenia drogą negocjacji. Czy zatem nie lepszym rozwiązaniem byłaby współpraca z państwem tureckim? Taką możliwość rozważano, lecz wobec wielkomocarstwowego, szowinistycznego stosunku Wysokiej Porty, która nie wykazywała chęci do porozumienia z Polską i poczynienia ustępstw na jej korzyść, a ponadto traktowało ją jako wasala i wobec opozycji szlachecko - magnackiej podsycanej przez Habsburgów i Hohenzollernów oraz wcześniej wymienionych czynników 31 marca 1683 r. Rzeczpospolita zawarła z Cesarstwem przymierze odporno - zaczepne, przewidujące, że w razie zagrożenia Wiednia lub Krakowa sojusznik jest zobowiązany przybyć na odsiecz. W razie braku zagrożenia wojska sprzymierzonych miały działać oddzielnie: cesarskie na Węgrzech, polskie na Podolu.

A co by było, gdyby Jan III Sobieski nie udał się z odsieczą pod Wiedeń? Zdaniem profesora Jana Wimmera, wydaje się możliwe, że armii odsieczowej (przy założeniu, że sprzymierzeni przyjęliby podobny plan działania jaki opracowali Sobieski i ks. Karol Lotaryński, lecz bez zamiaru odcięcia odwrotu Turkom - do tego mieliby za mało jazdy) udałoby się odeprzeć siły tureckie spod miasta i wprowadzić do niego posiłki oraz zaopatrzenie, ale nie rozbić wojska osmańskie. "Turcy mieliby też szanse wycofać się we względnym porządku, zabierając większość artylerii i choć częściowo opróżniając swe obozy. Ich armia nawet po wycofaniu się spod Wiednia stanowiłaby nadal groźną silę i nie byłoby mowy o dalszych skutecznych działaniach sprzymierzonych nad Dunajem czy w głębi Słowacji" - twierdzi Jan Wimmer w książce Gdyby... Całkiem inna historia Polski.

A gdyby wojska tureckie wygrały bitwę? "Dalszy rozwój sytuacji zależałby od stanu pobitej armii odsieczowej i strat wojsk Kara Mustafy. Nie sadzę, by wojska tureckie mogły daleko posunąć się w głąb Austrii i Czech. O pochodzie w głąb Europy nie byłoby mowy; przeciwko najeźdźcom zmobilizowałyby się znacznie większe siły, które powstrzymałyby ten pochód. Zapewne też Ludwik XIV pozostałby neutralny, nie chcąc narażać się opinii całej Europy" - wnioskuje J. Wimmer.

Mobilizację wojsk polskich latem 1683 r. przyspieszyły subsydia, jakie wpływały od cesarza i papieża. Łatwo można sobie wyobrazić dalsze opóźnienia w mobilizacji bez nich. Początkowo brakowało też zapału do kolejnej wojny z Imperium Osmańskim. Mimo działalności propagandowej kleru, zapał do walki zaczął się budzić dopiero w sierpniu, po wieściach o sukcesach korpusu jazdy pod dowództwem Hieronima Lubomirskiego (zwerbowany w Polsce na żołd cesarski za zgodą Sobieskiego) w walkach nad Dunajem. Jaki byłby bez wiadomości o wspaniałym zwycięstwie pod Wiedniem?

Celem odrębnych polskich działań miało być przede wszystkim zdobycie Kamieńca Podolskiego. Tymczasem Turcy przed rozpoczęciem wyprawy na Wiedeń zadbali o obronę zdobytego Podola, a przede wszystkim Kamieńca. "Na przykładzie działań w latach 1684 - 1688 można wnioskować, że twierdzy tej nie udałoby się Polakom zdobyć. (...) Należy zatem przypuszczać, że, jak to rzeczywiście miało miejsce, operacje wokół Kamieńca ograniczałyby się do blokady i usiłowania wygłodzenia załogi - wiemy, że w praktyce blokada taka byłaby stale przerywana przez Tatarów" - uważa prof. Wimmer.

Ponadto J. Wimmer twierdzi, że "Turcy, których potencjał militarny nie poniósłby takiego uszczerbku, jak w wyniku klęski pod Wiedniem 12 września, byliby jeszcze trudniejszym do pokonania przeciwnikiem, zarówno dla wojsk cesarskich na Węgrzech i w Serbii, jak i dla Polaków na obszarze księstw naddunajskich - Mołdawii i Wołoszczyzny."

"Prawdopodobnie dalekosiężne skutki odmowy zawarcia traktatu przymierza z cesarstwem i pójścia na odsiecz Wiedniowi byłyby podobne do rzeczywistych. Rzeczpospolita walcząca osobno nie zyskałaby nic więcej jako partner słaby i niepewny. Sądzę, że ten udział przyniósł Polakom coś więcej niż tylko ważną tradycję w ich dziejach wojskowych: międzynarodową sławę i sympatię, które procentowały w trudnych dla narodu polskiego chwilach" - dodaje prof. Jan Wimmer.

Łukasz Kisielica


<<< powrót