Kłuszyn - 4 lipca 1610 roku


Zapoczątkowany tyrańskimi rządami Iwana Groźnego kryzys polityczny i społeczny w Rosji pogłębił się jeszcze bardziej za jego następców. Przeciw uzurpatorskiej władzy Borysa Godunowa wystąpiła opozycja bojarska, w latach 1601-1603 kraj dotknęła klęska głodu, a następnie zaczęła się szerzyć epidemia dżumy.

W tak napiętej sytuacji pojawił się Dymitr Samozwaniec, który utrzymywał, że jest cudem ocalałym z rąk siepaczy Godunowa carewiczem Dymitrem - synem Iwana Groźnego. Znalazł on poparcie najpierw u bogatych panów kresowych, Adama i Konstantego Wiśniowieckich, potem zaś u wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszcha. Natomiast król Zygmunt III Waza początkowo odnosił się z rezerwą, a nawet niechętnie do Łże-Dymitra. Zmienił jednak zdanie, gdy ten obiecał odstąpić Polsce część Siewierszczyzny i Smoleńszczyzny, doprowadzić do unii polsko-moskiewskiej, pomóc Zygmuntowi w odzyskaniu tronu szwedzkiego, jak również sprowadzić do Rosji jezuitów.

Jednak większość szlachty i magnaterii była przeciwna interwencji w Rosji uważając, iż ze wschodnim sąsiadem należy zachować pokojowe stosunki, ponieważ Rzeczpospolita była już uwikłana w konflikt ze Szwecją, a południowa granica była zagrożona przez Turcję i Tatarów. Przeciwnikami wyprawy na Moskwę byli również Jan Zamoyski, Stanisław Żółkiewski oraz Jan Karol Chodkiewicz, uważając że póki nie zakończyła się wojna o Inflanty, to nie powinno zaczynać się nowej.

Mimo tak silnej opozycji w październiku 1604 r. Samozwaniec w towarzystwie Jerzego Mniszcha i innych magnatów, na czele pocztów nadwornych i oddziałów kozackich, przekroczył granicę między Rzeczpospolitą a Rosją, rozpoczynając pierwszą dymitriadę. Po walkach z wojskami carskimi, jak i śmierci samego cara Borysa Godunowa, 20 czerwca 1605 Dymitr Samozwaniec wjechał do Moskwy, 31 lipca 1605 koronował się, a 8 maja 1606 poślubił Marynę Mniszchównę, która po tej uroczystości została koronowana na carową.

Dymitr od początku swej działalności był narzędziem grupy bojarskiej pragnącej obalić Godunowa. Więc gdy w ich oczach spełnił swoją rolę, postanowili go obalić. Na czele nowego spisku stanęła rodzina Szujskich, która postanowiła wykorzystać nienawiść moskwiczan do Polaków, dopuszczających się grabieży i gwałtów. 17 maja 1606 spiskowcy zabili Dymitra, a ludność Moskwy rozprawiła się z Polakami.

W połowie 1607 r. pojawił się nowy kandydat na cara, rzekomo ocalały z majowej rzezi Dymitr Samozwaniec II, według hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego "do pierwszego niczym (oprócz tego, że człowiek) niepodobny". Pod sztandarem nowego Samozwańca skupili się przeciwnicy Szujskich, powstańcy chłopscy, Kozacy, wszelcy awanturnicy, a także Polacy, głównie pokonani sandomierscy rokoszanie. Za Dymitrem II opowiedzieli się również niektórzy magnaci kresowi, jak Adam Wiśniowiecki, Samuel Tyszkiewicz, Roman Rużyński, czy Jan Piotr Sapieha. Dymitr Samozwaniec II szybko powtórzył pierwotne sukcesy swojego poprzednika i już w czerwcu 1608 r. zjawił się pod Moskwą, zakładając obóz warowny we wsi Tuszyno, który stał się centrum życia politycznego Rosji, a wokół Dymitra skupiły się wszystkie elementy wrogie carowi Wasylowi Szujskiemu i uznały Samozwańca II carem. W związku z tym, że wiele bogatych miast uznało władzę nowego Samozwańca, na Powołżu wybuchły groźne rozruchy społeczne, W. Szujski podpisał w lutym 1609 r. traktat sojusznicy ze Szwecją, skierowany zarówno przeciw Samozwańcowi, jak i Rzeczpospolitej.

Kręgi dworskie Rzeczpospolitej uznały sojusz rosyjsko-szwedzki za powód do rozpoczęcia wojny, ponieważ współdziałanie obu państw było bardzo niebezpieczne dla Polski i Litwy oraz przekreślało nadzieje Zygmunta III Wazy na odzyskanie szwedzkiej korony. Sporo magnatów uważało, że jest to idealna okazja aby odzyskać ziemie smoleńską i siewierską oraz rozszerzyć władztwo Rzeczpospolitej na wschodzie. Obóz dworski natychmiast rozwinął propagandę na rzecz wojny, wzywając szlachtę do pomszczenia Polaków zamordowanych w Moskwie w maju 1606 r. Jednak większość szlachty była przeciwna ponownej wyprawie. Zwołany na początku 1609 r. sejm nie podjął żadnej uchwały, a wiele sejmików relacyjnych zaprotestowało przeciw wojnie. W tej sytuacji decyzję o wszczęciu konfliktu podjął senat.

Hetman Żółkiewski był przeciwny moskiewskiej wyprawie i chciał wymówić od udziału w niej tłumacząc się wiekiem i zdrowiem, ponadto uważał, że tak ważna decyzja, jaką niewątpliwie była o wojnie, nie powinna zapaść w senacie, lecz w sejmie. Ponadto już na etapie organizacji wymarszu na Moskwę pojawiły się rozbieżności pomiędzy Zygmuntem III a S. Żółkiewskim. Jedną z nich był spór o drogę. Hetman odradzał królowi drogę przez Smoleńsk, proponując iść przez ziemię siewierską, gdyż Żółkiewski był świadom słabości polskiej sztuki oblężniczej, ponadto najprawdopodobniej przyświecała mu myśl jak najszybszego zdobycia Moskwy i osadzenia na tronie moskiewskim królewicza Władysława, czemu dał wyraz na łamach pamiętnika.

Jednak w lecie 1609 roku 13-tysięczna armia polsko-litewska pod dowództwem samego króla i wielkiego księcia Zygmunta III Wazy wyruszyła na Rosję i we wrześniu stanęła pod Smoleńskiem. Jednak miasto broniło się przez prawie dwa lata i zostało zdobyte dopiero w czerwcu 1611. W 1610 r. car Wasyl Szujski wysłał na jego odsiecz armię pod dowództwem swego brata Dymitra. Przeciwko niej wystąpił oblegający wówczas twierdzę Carowe Zajmiszcze hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski.

Armia Szujskiego składała się z sił moskiewskich i szwedzkich w liczbie 23-24 tys. żołnierzy, których to żołnierzy wspierało około 20 tys. uzbrojonych osób w obozach - chłopów, chołopów (luźnej czeladzi). Maszerowała ona z Możajska i w nocy z 3 na 4 lipca obozowała pod Kłuszynem. Na wieść o jej marszu Żółkiewski postanowił zostawić pod Carowym Zajmiszczem część sił dla blokady znajdującej się tam rosyjskiej grupy Wałujewa (8 000 ludzi), a z resztą pospieszyć naprzeciw Szujskiemu. Pod twierdzą zostało 4000 Kozaków, 700 jazdy polskiej i 800 piechoty, a z hetmanem ruszyło ok. 3 800 żołnierzy z dwoma działkami (falkonety), w tym ok. 2 800 husarii. Dowódca polski dążył do zaskoczenia przeciwnika i nakazał pośpieszny marsz komunikiem, tj. bez taborów. W ciągu nocy wojsko przebyło ok. 25 km i przed świtem znalazło się pod Kłuszynem, kolumna marszowa rozciągnęła się jednak znacznie. Co ciekawe żołnierze Żółkiewskiego minęliby obóz wrogów, lecz usłyszeli... trębacza grającego pobudkę.

"Rozwijanie się polskiej kolumny na równinie trwało godzinę. Żółkiewski nakazał spalić wieś Preczistoje i rozebrać płoty oddzielające wsie, aby nie utrudniały szarży kawalerii. Spowodowało to, że przeciwnik miał dość czasu aby rozwinąć się w szyku bojowym. Bitwa zaczęła się jeszcze przed świtem. Chorągwie husarii ruszyły do ataku korzystając z oświetlenia łuną płonącej wsi. Najbardziej zacięta walka rozgorzała na lewym skrzydle polskim. Ponieważ płoty nie zostały całkowicie rozebrane, a piechota nieprzyjacielska zbliżyła się do nich, chorągwie polskie musiały atakować przez wyłamane dziury, napotykając piki pikinierów i silny ogień muszkieterów. Zażarta walka trwała tu przez trzy godziny, niektóre chorągwie atakowały po 8-10 razy i dopiero przybycie spóźnionego oddziału piechoty polskiej z działami pozwoliło na rozbicie czworoboków piechoty cudzoziemskiej. Wówczas jazda polska starła się z rajtarami, którzy nie wytrzymali impetu jej uderzenia i szybko poszli w rozsypkę, większość cudzoziemców zdołała się jednak schronić we własnym obozie.
Tymczasem na prawym skrzydle polskim rozstrzygnięcie nastąpiło wcześniej. Szyk oddziałów rosyjskich złożonych przeważnie ze świeżego, słabo wyszkolonego żołnierza mimo dzielnej obrony został szybko przełamany. Większość Rosjan schroniła się w umocnionym palisadami obozie, pewna ilość broniła się w zabudowaniach wsi, a część jazdy bojarskiej uciekła ścigana przez Polaków. Zdobycie obozów nie było łatwe. Żółkiewski postanowił najpierw zaatakować obóz cudzoziemski i tu skupił większość swych sił. Co prawda jazda polska wdarła się do obozu, ale przeciwnik zdołał uformować szyk obronny. Dowódcy cudzoziemscy w obliczu nieuchronnej klęski nie mieli wszakże ochoty walczyć i nawiązali rokowania. Część ich oddziałów odeszła składając przysięgę, że nie wystąpią przeciw Rzeczpospolitej, część przeszła na stronę polską i wraz z wojskiem Stanisława Żółkiewskiego zaatakowała obóz rosyjski. Nieudolny Dymitr Szujski zdecydował się wówczas na odwrót, który wkrótce przemienił się w ucieczkę." [Za: T. Nowak, J. Wimmer, Dzieje oręża polskiego do roku 1793, Warszawa 1968, s. 225-226]

W wyniku bitwy zginęło kilkudziesięciu (ok. 80) Polaków, kilkuset (ok. 700) cudzoziemców i kilka tysięcy Moskali.

27 sierpnia 1610 S. Żółkiewski podpisał pod Moskwą z bojarami układ na mocy którego Władysław Waza został uznany carem, choć nie miał żadnych konkretnych wskazówek od króla na jakich warunkach ten układ może być zawarty, a polsko-litewska armia wkroczyła do Moskwy (nie mylić ze zdobyciem!). Wkrótce jednak wybuchło powstanie i wojska Rzeczpospolitej opuściły terytorium Rosji. Wojna skończyła się w 1619 r. rozejmem w Dywilinie, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała ziemie smoleńską, siewierską i czernihowską. Kwestię praw Władysława do tronu carskiego pominięto milczeniem. Tym samym Rzeczpospolita Obojga Narodów osiągnęło apogeum swojego rozwoju terytorialnego. Powierzchnią wynoszącą niemal 1 mln km2 ustępowała jedynie Rosji i Turcji.

Łukasz Kisielica


<<< powrót